powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Intryga w koloratce

"O co biega?" Philipa Kinga w reż. Marcina Sławińskiego w Teatrze Capitol w Warszawie. Pisze Kamil Stępniak na stronie Warszawska Kulturalna.

Philipa Kinga wielbicielom sztuki teatralnej nie trzeba przedstawiać. "O co biega" to jedna z jego najpopularniejszych fars, która święci triumfy na całym świecie. Nic dziwnego, że kierownictwo warszawskiego Teatru Capitol postanowiło wystawić właśnie ten tytuł na swoich deskach. Wydaje się, że może być to strzał w dziesiątkę. Tym bardziej, że doborowa obsada serwuje widzowi rozrywkę na naprawdę wysokim poziomie.

Sztuka bazująca na niefortunnych zbiegach okoliczności oraz nieoczywistych zmianach tempa rozgrywanej akcji to nie pierwszyzna. Wiele komedii bazuje na podobnym schemacie. Tragikomiczny charakter homogenizowanych zdarzeń jednak nie zawsze kończy się sukcesem. Niejednokrotnie fabuła okazuje się bardziej tragiczna aniżeli komiczna. Nowa komedia w Capitolu jednak odznacza się na tle konkurencji, fundując widzom ciekawą rozrywkę.

Niesforna żona pastora i przyjaciele rodziny

Akcja rozgrywana jest w angielskim miasteczku, gdzie pastor Lionel Toop żeniąc się z bezpruderyjną Penelopą - byłą aktorką - wprowadza w konsternację część najbardziej konserwatywnej lokalnej wspólnoty. Sama Penelopa nie ułatwia życia mężowi, którego wystawia na ciągłe konfrontację z wiernymi. Mężatka jak płachta na byka działa na pannę Skillon. Znaną ze swojego tradycjonalistycznego podejścia do spraw wiary i życia. W dodatku targa nią platoniczne uczucie do pastora Toopa. Już sama relacja tych dwóch dam daje ogromne pole do wybiegów komediowych. Akcja zaczyna się jednak dopiero wtedy, gdy do miasta przyjeżdża Clive - żołnierz a jednocześnie znajomy Penelopy z dawnych lat. Co z tym wszystkim wspólnego ma biskup, niemiecki zbieg oraz wielebny Humphrey? Dowiecie się w teatrze.

Artystyczny ład

Niczym byłaby nawet najlepsza fabuła, gdyby nie doskonała gra aktorska. Żadna sztuka bowiem nie obroni się treścią, gdy brakuje warsztatu odtwórcom ról. Teatr Capitol zapewnił jednak pierwszoligową obsadę, co daje się odczuć w jakości oglądanego przedstawienia. To jedna ze składowych sukcesu niniejszej sztuki.

Mając na uwadze, że te same role odgrywane są przez różnych aktorów, ustosunkowujemy się oczywiście do tych, których widzieliśmy podczas występu.

Największymi brawami została bezsprzecznie nagrodzona Olga Bończyk za rolę panny Skillon (wymiennie z Violą Arlak). Były one jak najbardziej zasłużone. Szczerze mówiąc nie podejrzewałem pani Olgi Bończyk o tak ogromny talent komediowy. Zagrana postać - dewotka podkochująca się w pastorze, w pewnym momencie znajdująca się w nieodpowiednim miejscu i czasie - to po prostu majstersztyk komedii. Sam fakt, że aktorka przez dłuższą chwilę grała osobę pijaną i nie przerysowała tej postaci, a zrobiła to z wdziękiem i dużym biglem świadczy o kunszcie aktorskim. Zdecydowanie kreacja dla której warto wybrać się do teatru.

Dużym atutem jest gra głównej pary - Lionela i Penelopy (odpowiednio w tych rolach Anna Czartoryska oraz Marek Kaliszuk - wymiennie z Aleksandrą Domańską i Dariuszem Wieteską). Aktorzy świetnie uzupełniają się na scenie, jest między nimi zawodowa chemia. Miło się patrzy na ich pracę, a obydwoje oczywiście posiadają ogromny potencjał możliwości komediowych, a także dramatycznych. Utrzymanie tempa akcji spoczywało w dużej mierze na ich barkach, a ciężar ten został udźwignięty.

Służącą na plebani zagrała przeurocza Delfina Wilkońska (wymiennie z Katarzyną Ptasińską). Jej charakterystyczny chropowaty głos rozbrzmiewający w salonie podczas najbardziej dwuznacznych scen to znamienny znak niniejszej sztuki. Odegranie roli prostej, a jednocześnie inteligentnej w swojej prostocie dziewczyny wcale nie musi być oczywiste. Tutaj nie było.

O Stefanie Pawłowskim wcielającym się w postać Clive'a (wymiennie z Michałem Rolnickim) w kuluarach słychać same pozytywy. Okazuje się, że słusznie gdyż ten młody i niezwykle obiecujący aktor zostawia serce na scenie. Widać jego trud włożony w odegranie roli oraz utrzymanie akcji w dobrych torach. Taką rzetelność się bardzo chwali.

Marcin Troński (biskup) oraz Piotr Zelt (wielebny Humphrey/ Niemiec) to klasa sama w sobie. Tych aktorów nie trzeba nikomu przedstawiać, a i swoją grą pokazali dlaczego zapracowali na znane nazwiska. Jako minus można wskazać nieco bezbarwną grę Wojciecha Majchrzaka (Niemiec) oraz Piotra Miazgi (sierżant). Niemniej będąc sprawiedliwym, to w niniejszych rolach trudno byłoby zrobić cokolwiek więcej aniżeli pokazali ci artyści. To raczej wina scenariusza, a nie braku umiejętności czy zaangażowania. Dla kronikarskiej dokładności należy dodać, że w powyżej wymienione role wcielają się także (odpowiednio): Tomasz Gęsikowski, Maciej Damięcki, Rafał Szałajko.

Jak biegać to tylko do teatru

"O co biega?" w warszawskim teatrze Capitol to komedia dla każdego. Szybkie tempo rozgrywania akcji, przewrotność okoliczności oraz komizm sytuacyjny sprawdzają się tu na najwyższym poziomie. Jest to sztuka, która może nie pozostawia intelektualnej drzazgi w sercu będącej przyczynkiem do rozmyślań przez kolejne kilka dni. Niemniej przedstawienie to pozwala się naprawdę zrelaksować, polepszyć humor, zapomnieć o codziennych troskach. Jest zabawnie i na poziomie. To wszystko sprawia, że warto odwiedzić Capitol, usiąść w wygodnym fotelu i przez kilkadziesiąt minut nie myśleć o niczym innym niż o problemach pewnego pastora. Wydarzy się niezła intryga, i to wszystko w koloratce!