Ponad granice i rasy

"Wycinanki. List z morza" Darii Sobik w reż. Yjiro Ichikawy w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. Pisze Anita Nowak.

Stulecie nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską i Japonią stało się dla Teatru Polskiego w Bydgoszczy pretekstem do rozmowy o tolerancji wobec odmiennych kultur, zadzierzgania przyjaźni między narodami.

Choć spektakl przeznaczony dla "najnajów", Daria Sobik wyposażyła go w posiada fabułę. Rzecz rozpoczyna się historią dziewczyny, która w słoneczną pogodę wypływa łódką w morze, a z dala od brzegu dopada ją sztorm. Łódka się przewraca, tonie. Dziewczyna ląduje na wybrzeżu obcego, dalekiego kraju. Wcielająca się w tę postać Natsumi Kuroda, przepiękna Japonka kipiąca ekspresją, emanująca wdziękiem, swym niesłychanym urokiem magnetyzuje publiczność. Jej śpiew, mimika i taniec nawet maluchom nie pozwalają oderwać oczu od sceny. Aktorce towarzyszy też bardzo poetycka oprawa. Tak plastyczna tak plastyczna Marty Kuligi, jak i muzyczna Natsumi Ishikawa. Słyszymy na syntezatorze wywoływane dźwięki imitujące plusk wody, szum wiatru. Na żywo zaś szelest papieru, z którego aktorzy składają łódź. Opadają na nas płachty falującego jedwabiu przypominające podmuchy wiatru. Michalina Rodak i Marcin Zawodziński przydają im choreograficznej urody a i sami przy tym ciekawie się poruszają. Dzięki światłu i projekcjom wideo wokół dominuje błękit nieba i morza pęcherzyki powietrza pod wodą i fale na powierzchni. Obserwujące ten urzekający świat i wsłuchujące się w ciekawe dźwięki maluchy, chłoną tę etiudkę w dużym skupieniu.

Ale jak wiadomo, tak mały odbiorca zbyt długo w stanie pełnej koncentracji nie wytrwa, dlatego druga część spektaklu jest bardziej dynamiczna. Sporo w niej ruchu, więcej rytmicznego śpiewu. Wśród japońskich kołysanek, nie brakuje i naszej Stokrotki, wykonywanej niemal idealną polszczyzną przez Natsumi Kuroda. Akcja przenosi się do rodzimej zagrody. Ludowe wycinanki na płocie. W rękach aktorów wycięte z grubej tektury sylwetki zwierząt. Prowadzone na patykach i sznurkach - króliki, koguty, kury... Mnóstwo ruchu i gwaru. Słychać gdakanie, pianie miałczenie. Oczywiście w wykonaniu artystów. Do akcji włącza się i robiąca do tej pory muzykę na żywo Natsumi Ishokawa. Dużo w tej etiudce zmieniającego się światła. W zależności od rodzaju przekazywanych przez artystów emocji. Bo pokazana jest tu nie tylko radość ze wspólnej zabawy, ale też umieranie, okrucieństwo i agresja wojny. Ta ostatnia wyrażana np. poprzez drastyczne w brzmieniu, rozrywanie na strzępy papierowej łodzi, czy śmierć symobolizujących wolność ptaków. Adresatami niektórych metafor i przesłań są oczywiście towarzyszący dzieciom dorośli.

Ale rzecz kończy się optymistycznie- wspólnym przypinaniem symbolizujących japońską kulturę orgiami kwiatów do polskich ludowych wycinanek i dekoracji. Na ukwieconej scenie dzieci bratają się z wykonawcami.

Całość przedstawienia, choć złożona z różnych emocji utrzymana jest w jednolitej, zrodzonej z papieru konwencji, ale nieprzeładowana środkami. Piękna i mądra.

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego