powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Więcej niż jedno zwierzę

"Więcej niż jedno zwierzę" w reż. Roberta Wasiewicza w STUDIO teatrgalerii. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.

Ani literalnie o owcy ani o lamie, ale - istotnie - o stadzie, to przecież odpowiedź najwyżej punktowana. W ogóle - o zwierzętach, jeśli ktoś zapyta, bo - to odpowiedź najbezpieczniejsza i całkiem prawdziwa. Jednak wcale zupełnie nie o zwierzętach, ale jak ktoś tak chce właśnie tak to oglądać, to też nie ma przeciwwskazań, co stwierdzam słysząc właśnie pomruki sierściusze na mymłonie, wpływa to zapewne na kształt tego tekstu. Może tyle figur performatywnych wystarczy...

Spektakl jest przeuroczy. Songi (songi?) w wykonaniu reżysera powinny zdecydowanie wejść do przestrzeni bardziej dostępnej niż tylko maleńkie studio Studia, pana Marcina zachęcam do częstszego przyjmowania ról, każde jego pojawienie się na scenie było czymś niesłychanie zabawnym, choć dla siebie stworzył rolę niemą. Mamy także, a raczej - przede wszystkim - czworo performerów, odgrywających role rozmaitych zwierząt, niektórych zachowujących się zresztą dość ekscentrycznie (chodzi o ekscentryczność zwierząt, a nie performerów naturalnie). Błażej Stencel np. z poświęceniem ale i uroczą dezynwolturą zagrał niełatwe dla mężczyzny sceny porodów, bowiem i taka sytuacja ma miejsce w naturze.

Ten drobiazg, oprócz zaproszenia do świata puszatków, jest właśnie pytaniem o to, na ile my jesteśmy częścią owej natury, co to znaczy "nienaturalne" (auć, polityka bieżąca), i dlaczego bierzemy z niej tylko to, co dla nas wygodne. Pewnie jednej odpowiedzi na to pytanie nie ma, a może nie ma w ogóle, ale... ten spektakl to słodki i inteligentny sceniczny bodziec do przemyśleń o życiu i całej reszcie - zobaczyć trzeba koniecznie.