powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Tak, jabłko z kwadratem mogą się spotkać i uwierzyć w marzenie. Teatr fenomenologiczny jest mój

"Jezus" wg scenariusza Jędrzeja Piaskowskiego i Huberta Sulimy w reż. Jędrzeja Piaskowskiego w Nowym Teatrze w Warszawie. Pisze Zbyszek Dramat.

Mała Scena/ Scena Prób Teatru Nowego. Godzina 20.05. Widownia pełna, plus ludzie na schodach ("poduszkowcy"). Wszyscy przyszli tu, aby zobaczyć "Jezusa"/Jezusa. Jedna Pani w rzędzie przede mną prosi, aby jeszcze poczekać, bo jej koleżanka się spóźnia. Jezus nie czeka..., to na niego się czeka... z upragnieniem oczekuje się Jego nadejścia, jak sugeruje ze sceny Kaśka/ Artystka Katarzyna (w tej roli jak zawsze świetny Bartosz Gelner - w programie spektaklu napisano, że jest postacią inspirowaną osobą Katarzyny Kozyry i jej filmem "Szukając Jezusa" ).

Scena uboga (uboga, bo od Boga?) w scenografię, ale ciekawa (autorstwa Przemysława Branasa, także kreatora sugestywnej gry świateł). Z jednej strony od sufitu ściana z uszytych spodni dżinsowych i dwie skały/kamienie. Z drugiej zwisają z sufitu duże bombki (5 sztuk) - też dżinsowe, w kształcie łez. Potem okażą się częścią kostiumów dla postaci. Czuje się tu oko i rękę (igłę) Hanki Podrazy, która zdaje się lubi kałamarnice, ośmiornice i takie tam inne kolorowe gadżety i stroje. W scenografii zaskoczyła mnie mównica z pieczywa - warto przyjść na spektakl i to zobaczyć/posmakować. No i ta ruchoma ściana (the Wall).

Nie mam najmniejszego zamiaru streszczać zawartości tego spektaklu. Po to jest teatr, aby oglądać jego cudowne wytwory, a nie pisać i czytać teksty krytyków "z Bożej łaski" (znaczy się z Jezusa łaski, bo on przecież też Bóg). Poniżej postaram się tylko zaprezentować postaci i podmioty samo-poznające się na scenie. Tak, samo-poznanie to ważny wątek prawdziwie fenomenologicznego spektaklu, który zafundowali nam razem Jędrzej Piaskowski i Hubert Sulima, których wspomogli muzycznie Jan Tomza-Osiecki i choreograficznie Szymon Dobosik (tu wielkie brawa).

Nie ma co ukrywać, uwielbiam teatr filozoficzny, a to jest teatr filozoficzny i fenomenologiczny. Status ontologiczny postaci wielce interesujący i inspirujący - stworzonych po to, aby nie wpaść w pułapkę interpretacji biblijnych. To teatr, gdzie spotykają się myśli niespotykane. Realność i abstrakcja razem wzięte. Wstęp do teorii poznania, o której piszę książkę.

Jezus (niektórzy mówią on Nim "Dżizus") w oparciu o treść spektaklu to: - rozpalony mózg; - ten, co daje, a nie odbiera (i się w piekle nie poniewiera); - ktoś specjalny, którego słów "nie kumamy"; - ten, który słyszy swój wewnętrzny głos; - istota werbalizująca dobre słowo; - człowiek (?), który kocha bliźniego jak siebie samego; - postać, która ma w głowie i na głowie wszystko (wie np. ile włosów na głowie ma każdy człowiek); - ten, co to coś ważnego nam przekazuje; - obcy i swój jednocześnie; - głos, którego nie znamy; - ten, który obliczył świat; - istota kochająca każdego; - ten, co wyjawia tajemnicę, że wszyscy jesteśmy identyczni; - karmiciel i żywiciel; - ten, co prowadzi nas do Ojca; - marzenie; - rewolucjonista; - postać kulturowa; - ideał i utopia; - Ewangelia; - fantasta; - dialog, debata i spór; - proces twórczy; - TEATR.

Maria Magdalena cała jest zainspirowana Sarą Celler-Jezierską lub na odwrót (gratulacje za to, co pokazała na scenie). One się nawzajem przenikają, szczególnie, gdy słyszę ze sceny jej/ich śpiew: "When I go away I'll miss you and I will be thinking of you/ Every night and day/ Just promise me you'll wait for me/ Cause I'll be saving all my love for you/ And I will be home soon/ Promise me you'll wait for me/ I need to know you feel the same way too (Beverley Craven - "Promise me"). Po prostu pięknie!

Maria (córa Koryntu) to ta, co jest skończona, ale nie ma granic. Jest tajemnicą, ona została wyznaczona - tym razem drogą radiową. Radio Maria.

Metafora (Małgorzata Biela) to królowa (głosu, semantyki, kognitywistyki), Pani sytuacji - wskazuje drogę do filozofii, poznania samego przez się. W poemacie i przeobrażaniu się (redukowaniu) w metafizyczną krowę, o kształtach idealnych (metafory: matki, mleka, krowiego wymienia, żywicielki, formy wypełnionej treścią etc.) udowadnia, że X = Y. Metafora nie rozumie Jezusa, bo dla niej Jezus jest metaforą, a ona siebie nie rozumie. Pozwala jednak Go poznać/rozpoznać.

Jezus nie wie czy jest prawdziwy. To my mamy wiedzieć. On nie musi. On dąży wciąż do nowej formy, nowego wyrażenia się, nowego zaistnienia. Tak jak pragną tego reżyser i dramaturg oddzielnie i razem wzięci.

Głuchoniewidomy (postać inspirowana Fini Straubinger i dokumentem "W krainie ciszy i ciemności" Wernera Herzoga - ciekawa inspiracja) jest na scenie, bo jest nim Bartosz Bielenia. Dla mnie jest Królem Słońce - Heideggerowskim uosobieniem bytu samego w sobie. Jest tylko "jestem" - nie widzi, nie słyszy - nie odbiera z zewnątrz. Pozwala twórcom spektaklu (aktorów też wliczam do tego grona, bo to nie jest tak, że twórcy oddzielnie i aktorzy oddzielnie) na zagłębienie się w fenomeny. Doświadczenie zmysłowe tworzy pojęcia. A co z doświadczeniem pozazmysłowym? Ono jest jedynie z siebie - temu zawdzięczają wszystkie rzeczy swe istnienie. Ten spektakl też.

Kosmita/ Człowiek z przyszłości/ Nowotwór (Piotr Polak) jest, a tak jakby go nie było. Na początku było słowo - no to ON był/jest słowem. Na początku był/jest chaos - no to ON był/jest chaosem. Może też być końcem - swoim, Twoim i moim. Starym lub nowym wytworem. Wolność? Żegnaj wieczne mi. Człowiek z przyszłości otworzy nam wrota niebios, drzwi do dobrego słowa pozostaną bez klucza. To nie jest prawda, że aktorzy płaczą pod byle pretekstem. Płaczą, gdy przekraczają rzeczywistość. Płaczą, bo Jezusowa miłość przepełnia ich serca (tu odwołanie do słów Piotra Gruszczyńskiego - z wywiadu z dramaturgiem i reżyserem - video dostępne na stronie Teatru N.).

Appendix:

Wiersz Marcina Świetlickiego "Prawda o drzewach":

Drzewa nie mają świętej księgi

Drzewa mają dość światła powietrza i deszczu

Cienkich gałązek drżących ku niebu

Niebo drzew jest zielone potężne pachnące

Stwórca drzew jest potężny zielony jak one

Stwórca drzewom nie wymyślił piekła

Nie ma żadnego grzechu nie ma powinności

Wystarczy istnieć szumieć dążyć

Wystarczy rosnąć piąć się rozgałęziać

Stwórca drzewom nie wymyślił piekła

Fascynująca jest drzew obojętna czułość

Z jaką małych wisielców przyjmują

*

Wiersz Danuty Wawiłow "Mama ma zmartwienie":

Mama usiadła przy oknie.

Mama ma oczy mokre.

Mama milczy i patrzy w ziemię.

Pewnie ma jakieś zmartwienie...

Zrobiłam dla Niej teatrzyk,

A Ona wcale nie patrzy...

Przyniosłam w złotku orzecha,

A Ona się nie uśmiecha...

Usiądę sobie przy Mamie.

Obejmę Mamę rękami

I tak jej powiem na uszko:

"Mamusiu, moje Jabłuszko!

Mamusiu, moje Słoneczko!"

Mama uśmiechnie się do mnie

I powie: "Moja córeczko!"