Wspaniały musical, potężna dawka radości i energii

"Hairspray" Marca Shaimana w reż. Bernarda Szyca w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Pisze Grażyna Antoniewicz w Polsce Dzienniku Bałtyckim.

«W Teatrze Muzycznym w Gdyni od soboty grany jest żywiołowy, roztańczony i kolorowy musical "Hairspray", czyli "Lakier do włosów". Na Broadwayu tytuł ten zagrano prawie 3000 razy, a na West Endzie ponad 1500 razy. Teraz słynny "Lakier do włosów" możemy podziwiać w Gdyni.

Tapir na głowie

I oto, przenosimy się w kolorowe, szalone lata 60., czasy rewolucji obyczajowej i seksualnej. Na ulicach pojawiają się krótkie spódniczki, szerokie spodnie i zwiewne sukienki. Akcja rozgrywa się w 1962 roku w Baltimore, gdzie niepokorna Tracy, nastolatka z nadwagą, marzy o tym, by tańczyć. Wierzy w spełnienie marzeń, bo przecież jest wyposażona w lakier do włosów i ze swoją tapirowaną fryzurą na pewno zawojuje świat. Choć, jak na razie, częściej ląduje w szkolnej kozie niż na scenie.

Tracy chce wystąpić w popularnym telewizyjnym widowisku - Corny Collins Show. Przypadek sprawia, że zostaje zauważona i wybrana do tego programu. Są to czasy, w których czarnoskórym tancerzom zabraniano występów w telewizji. Przebojowa Trący przeciwstawia się dyskryminacji, bez względu na konsekwencje. Jej motto brzmi: Walcz w to co wierzysz. Więc walczy o prawa wykluczonych społecznie - otyłych kobiet, czarnoskórych i innych...

Przedstawienie perfekcyjnie wyreżyserował Bernard Szyc, który sprawił, że akcja nie zwalnia ani na chwilę, a wydarzenia biegną jak szalone. Znakomicie poprowadził aktorów, bo postacie są wyraziście zarysowane, choć grane bez szarży, a na scenie panuje ład.

Muzyka Marca Shaimana, łatwo wpada w ucho, zwłaszcza w wykonaniu rewelacyjnej orkiestry teatru pod batutą Dariusza Różankiewicza, szkoda, że schowanej w kanale orkiestry. Tymczasem na scenie szaleją tancerze, jest twist, madison oraz inne przeboje z tamtych lat. Znakomitą choreografię przygotowali Joanna Semeńczuk i Michał Cyran.

70 aktorów

W rolę puszystej nastolatki Trący Turnblad wcieliła się Amal Anani, która swoim temperamentem scenicznym, osobowością urzekła widownię (to jej debiut). Znakomity jest też Sharaz Tahir jako Glon Slubbs. W roli Małej Inez - Marysia Wasiniewska, też debiutantka. Tu nie ma ról drugoplanowych, wszyscy są świetni. Zarówno w solówkach, jak i scenach zbiorowych. Zapewne kilku panów na widowni chciałoby trafić do więzienia, w którym strażniczką jest Magdalena Smuk z pejczem. Na scenie pojawia się prawie 70 aktorów. To dwa razy większa obsada niż w amerykańskim musicalu.

Zachwyca barwna scenografia Wojciecha Stefaniaka. Lekkie elementy dekoracji, np. budynki wędrują na kółkach po scenie, pozwalając na płynną zmianę miejsca akcji. Wielkie brawa za wspaniałe neony, za pomocą których scenograf zbudował całe miasto.

Kostiumy Renaty Godlewskiej są pomysłowe i cudowne. Zachwycają zwłaszcza sukienki, ale też wirujące spódnice i kolorowe stroje pop-artowskie. Niby są to kostiumy z epoki, ale talent Renaty Godlewskiej sprawił, że oglądamy małe dzieła sztuki.

Autorami libretta są Mark O'Donnell i Thomas Meehan, a piosenek Scott Wittman oraz Marc Shaiman. Zostały znakomicie przetłumaczone przez gdyniankę Zofię Szachnowską-Olesiejuk.

Pełne optymizmu

Dialogi są żartobliwe, lekkie, więc uśmiechamy się często. "Haispray" to pozycja dla wszystkich uwielbiających proste, pełne radości, kolorów i optymizmu amerykańskie przeboje z lat 60. W końcu Tracy śpiewa: "Every day's like an open door /Every night is a fantasy".»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego