powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Romuald Szejd: Pożegnanie

Żegnamy Romualda Szejda. Znowu minęło jedno życie. Kiedy odchodzi człowiek, artysta, przyjaciel, brakuje słów, żeby oddać wszystkie uczucia, emocje i sprawiedliwość faktom.

Romuald Szejd - pomysłodawca, założyciel, przez 37 lat dyrektor Teatru Scena Prezentacje, który był jego po stokroć zrealizowanym marzeniem, snem, jaki się spełnił na jawie, chociaż nie wszyscy w to od razu uwierzyli.

Od zawsze nosił w sobie imperatyw rozmowy, wiedział, że najwspanialszym terytorium dialogu jest teatr. W Warszawie stworzył pierwszy teatr impresaryjny - z niedowierzaniem przyklaskiwano i zazdroszczono. Dopiero kiedy profesor Bardini wygłosił swoje słynne błogosławieństwo, Warszawa oszalała. Bardini oświadczył autorytatywnie, ze "Teatr Scena Prezentacje to potrzebny kolor na palecie warszawskich teatrów" i życzył, żeby nie wypłowiał. Wtedy wszyscy otworzyli ramiona dla wcześniej nieznanej inicjatywy. Od pierwszych chwil pokochała ten teatr publiczność, rozpoczął się nieustający szturm. Bywało, że ludzie przynosili własne krzesła do teatru.

Bo też Szejd, jak niewielu, rozumiał potrzeby widza - w centrum zawsze stawiał człowieka, jego lęki, obsesje, radości. Teatr rozumiał jako kunszt aktora, a mógł angażować wspaniałych artystów, zgodnie z własnymi marzeniami. Ale też dawał szanse debiutantom: u Szejda startowało całe pokolenie młodych.

Miał dwie ojczyzny. Tę nad Wisłą, która kochał i tę nad Sekwaną, do której ustawicznie wracał. Nikt inny nie ofiarował polskiej scenie tylu prapremier, nowych tłumaczeń prosto z Paryża. Szejd dawał dużo premier, niemal bez wyjątku sam reżyserował. Od początku powadził teatr autorski. W poszukiwaniu miejsca odkrywał zakamarki Warszawy. Wędrował od Żoliborza przez Śródmieście aż na Woli znalazł (też jako pierwszy) postindustrialną przestrzeń w zakładach Norblina. Tu nastąpiło spełnienie.

Tu także dokonał się dramat. Obiekt wyburzono, nie znalazł się nikt, kto by podał rękę. Artysta pozbawiony teatru usychał jak drzewo, któremu podcięto korzenie. Umarł z tęsknoty za swoim teatrem, którego już nie ma.

Był człowiekiem osobnym, pielęgnował swoją samotność, całe życie oddał pasji tworzenia.

Był szczęściarzem chociaż nigdy nie był szczęśliwy.