powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Emocjonalna podróż w głąb siebie aż do Buenos Aires

"Podróż do Buenos Aires" Amanity Muskarii w reż. Adama Nalepy w Teatrze Boto w Sopocie na VIII Festiwalu Sopot Non-Fiction. Pisze Beata Baczyńska w Gazecie Świętojańskiej.

Monodram "Podróż do Buenos Aires" został zaprezentowany w ramach Festiwalu Teatru Dokumentalnego Sopot Non-Fiction 2019. Ten poruszający tekst został napisany przez Amanitę Muskarię. Pod tym pseudonimem ukrywają się siostry: Gabriela Muskała (jednocześnie odtwórczyni głównej roli w prapremierowym spektaklu, który odbył się w Łodzi w 2001 r.) i Monika Muskała. Napisały tekst-wyzwanie dla aktorki, która musi stworzyć na scenie kalejdoskop emocji, zbudować postać prawdziwą i nieprzerysowaną. Każdy fałszywy ton może bowiem spowodować katastrofę, bo siła tego tekstu tkwi w emocjonalnej prawdzie, w którą się zagłębiamy wraz z bohaterką. Reżyser Adam Nalepa wraz z odtwórczynią roli Walerii Sylwią Górą-Weber rzucili widzów w szalejący we wnętrzu bohaterki ocean emocji - smutku, rozgoryczenia, strachu, złości, samotności Wychodzimy z tego starcia z uczuciowym żywiołem poruszeni, wzruszeni, a może nawet przerażeni.

Spektakl rozpoczyna się od zbudowania miłego nastroju. Zgromadzeni widzowie oczekują na wejście do sali. Dopijają kawę, rozmawiają, sprawdzają godzinę, ustawiają się coraz bliżej schodów prowadzących na widownię. Wreszcie zostają zaproszeni do wejścia, ale jeszcze na chwilę mają się zatrzymać, żeby wysłuchać kilku słów powitania i wtedy słyszą dobiegający zza jeszcze zamkniętych drzwi sali głos aktorki, która ma pretensje, że nie przyniesiono jej wody. Oczywiście w tym momencie ktoś biegnie ze szklanką wody, a widzowie zadają pytania: Czy to już część spektaklu? To już się zaczęło? Uśmiechają się.

Kiedy wszyscy zajęli miejsca, pani witająca widzów, która zajęła miejsce w ostatnim rzędzie, zbiega i stając przy drzwiach prowadzących na scenę donośnie szepcze: Już! Wszyscy się śmieją. Po chwili, ponieważ nic się nie dzieje, pani schodzi jeszcze raz, puka do drzwi, próbuje wejść, a wreszcie "ratując sytuację" staje na scenie i zaczyna mówić o spektaklu. Głos aktorki zza drzwi poprawia ją, a wreszcie drzwi otwierają się i na scenę wkracza ONA. "Speszona" pani ucieka, a rozbawiona publiczność znajduje w sobie wielką łatwość do wybuchania śmiechem. Bo na początku łatwo nam się śmiać

Bohaterka staje w czerwonej wieczorowej sukni na środku sceny przy pulpicie. Wygląda jak diwa, która szykuje się do koncertu. Jeszcze jakieś uwagi o oświetleniu i już gotowa. Sięga po kartki ułożone na pulpicie i słyszymy pierwszy krzyk pełen pretensji o złe traktowanie. Waleria zmienia się, jakby była dwoma osobami. Kiedy czyta z kartek kolejne oskarżenia, listy przez siebie napisane jest kimś zupełnie innym niż kiedy odsuwa się od pulpitu lub tylko odwraca głowę od kartek. Tak rozpoczyna się rozpad osobowości. Pojawiają się pierwsze rysy i pęknięcia, które zniekształcają ostrość widzenia. Kartki sypią się na podłogę. Waleria odrzuca je, jakby pozbywała się fragmentów pamięci, a jednocześnie, gdy jest niepewna, to właśnie w nich szuka potwierdzenia.

Wraz z bohaterką wpadamy w wir wspomnień i wyobrażeń. Bo czy wszystko, co słyszymy, jest prawdą? Czy wszystkie pretensje i oskarżenia są uzasadnione? A może to jedynie wytwór osuwającego się w ciemność demencji umysłu? W monologu bohaterki powracają te same zdarzenia przywoływane z niepamięci, najważniejsze w jej życiu - dzieci, mąż, rodzina, praca w szkole, wiara, wykształcenie, renta, futro od syna, notes z adresami. Czepia się tych okruchów wspomnień z nadzieją, żeby się nie zatracić Jednak myśli stają się z każdą chwilą bardziej chaotyczne, rozproszone, porwane. Bańka samotności zamyka się. Nikt już nie wejdzie do jej świata. Bohaterka z każdą chwilą budzi coraz większe współczucie - bezsilna, oderwana od rzeczywistości, żałosna. Teraz już nie mamy ochoty się śmiać

"Podróż do Buenos Aires" to spektakl wstrząsający, bo porusza trudne tematy - starość i samotność. Tematy, od których w życiu nie uciekniemy, choć bardzo byśmy chcieli. Ale warto ten spektakl zobaczyć nie tylko ze względu na tematykę, ale przede wszystkim ze względu na fantastyczną kreację stworzoną na scenie przez Sylwię Górę-Weber. Aktorka w sposób mistrzowski żongluje emocjami i dzieli się nimi z widzami. Wierzymy jej, czujemy jej rozgoryczenie, osamotnienie, złość na tych, co ukradli pościel i ręczniki, dumę z dzieci, niemoc i zażenowanie, że kogoś obudziła. Ile prawdy udało jej się zamknąć w scenie z nutellą - kupioną w sklepie, ale taką dobrą jak ta, co ją syn z Kanady przysłał. Namiastka prezentu od syna. Namiastka troski. Namiastka szczęścia.