powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Przekroczyć granicę gry

Teatr Eweliny Marciniak żywi się paradoksem. W wysmakowanych scenicznych obrazach odbija brzydotę, okrucieństwo i rozkład świata opartego na kłamstwie, chciwości i wzajemnym uprzedmiotowieniu - pisze Michał Centkowski w berlińskim Radar Ost Magazine.

Jest taka scena w finale "Amatorek" według Elfriede Jelinek: grana przez Katarzynę Dałek Paula - jedna z bohaterek ponurego dramatu o drapieżnej naturze międzyludzkich relacji, zwraca się do publiczności proponując jednemu z widzów aby przez chwilę, dzieląc się słuchawkami, posłuchali wspólnie muzyki. Tak po prostu, zwyczajnie, bez celu, uprzedzeń i oczekiwań. W tej krótkiej, intymnej scenie, w prostym geście odrzucenia świata społecznego opartego na kłamstwie i wzajemnym uprzedmiotowieniu, w poszukiwaniu prawdziwej bliskości, zarazem zakwestionowaniu tradycyjnej relacji widza i aktora na rzecz autentycznego współuczestnictwa, po raz pierwszy zdefiniowane zostały wszystkie najważniejsze tematy twórczych poszukiwań Eweliny Marciniak, które powracać będą w jej kolejnych realizacjach.

Ale błyskotliwa kariera Marciniak zaczęła się wcześniej, inspirowaną opowiadaniem Witolda Gombrowicza "Zbrodnią" z 2012 roku, według tekstu Michała Buszewicza, wystawioną w niewielkim Teatrze Polskim w Bielsku- Białej, gdzie dwa lata wcześniej reżyserka zadebiutowała dobrze przejętym "Nowym Wyzwoleniem"- spektaklem dyplomowym według Witkacego. Opowiedziana współczesnym językiem, zręcznie igrająca z popkulturowymi kliszami historia detektywa prowadzącego śledztwo w sprawie zniknięcia pana domu, rozpięta między tragedią i farsą, zachwyciła krytykę i publiczność, zdobywając nagrody na najważniejszych polskich festiwalach. O sukcesie tego onirycznego pastiszu czarnego kryminału zadecydowało sugestywne aktorstwo. Młoda reżyserka uruchamiając przestrzeń dla improwizacji, jednocześnie z wirtuozerską precyzją skonstruowała dramaturgię kameralnego widowiska. Ten sukces otworzył pochodzącej z Kudowy Zdroju absolwentce kilku fakultetów, w tym prestiżowej reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie drogę do pracy na najważniejszych polskich scenach. Z tej szansy Marciniak skorzystała, zaskakując, zachwycając i bulwersując publiczność kolejnymi głośnymi inscenizacjami. Istotną rolę w jej artystycznej drodze odegrała twórczość austriackiej Noblistki.

Jestem zachwycona jej radykalną diagnozą społeczeństwa, którą przedstawia w zabójczej językowo formie. Bardzo mnie to kręci i mam nadzieję, że to początek mojej przyjaźni z Jelinek, bo bez wątpienia chcę do niej wrócić- mówiła w jednym z wywiadów Marciniak. - W tym spektaklu chciałam zbadać różne rejony cielesności, pracować nad ciałem z aktorami - wspominając pracę nad zrealizowanymi w gdańskim Teatrze Wybrzeże "Amatorkami" zdradziła kolejny ważny, może nawet najistotniejszy motyw swojej twórczości.

Kultura jako źródło cierpień

W bydgoskiej inscenizacji "Skąpca" z 2014 roku przepisanego na potrzeby inscenizacji przez Michała Buszewicza, Marciniak zaprasza widzów do świata opowiedzianego, jak by to ujął Fromm, metaforą handlową. Młodość, uroda, emocje, wartości - w tym świecie wszystko może i musi stać się towarem. Najatrakcyjniejszym z towarów jest jednak ciało, zwłaszcza poddane nieustannej kulturowej tresurze, fetyszyzowane przez (pop)kulturę ciało kobiece. W tej konkretnej opowieści idzie o przypominające wystawowy manekin, idealne ciało Marianny (w tej roli znakomita Joanna Drozda), mającej wyjść za o wiele starszego, zamożnego Harpagona. Ale w tej samej rzeczywistości ciągłej sprzedaży, w świecie regulowanych konwencją relacji międzyludzkich opartych na wzajemnym uprzedmiotowieniu ciało, jak pokazuje Marciniak, jest ostatnią być może szansą na doświadczenie Realnego. "Cały czas moje ciało nie wyjawiło mi swoich sekretów. Pozostaje pytanie: jak głęboko trzeba sięgnąć w siebie?" - pyta samą siebie grana przez Małgorzatę Gorol młoda Pianistka, główna bohaterka inspirowanego twórczością Jelinek spektaklu "Śmierć i dziewczyna" z Teatru Polskiego we Wrocławiu, który przyniósł Marciniak najważniejsze krajowe nagrody teatralne, w tym Paszport Polityki. Właśnie ciało, nagie, pozbawione kulturowych protez, warstw ochronnych, częstokroć poddane sytuacjom granicznym, narażone na przemoc symboliczną i fizyczną, rozdarte między normą społeczną i pierwotnymi instynktami, skażone fizjologią, stanowi medium, za pomocą którego nie tylko w sposób przedrefleksyjny strukturalizujemy otaczający nas świat, ale jesteśmy w stanie dotrzeć do tego co archetypiczne, pierwotne, wyparte, a więc nieskażone kulturowymi sankcjami. A to zdaje się być dla Marciniak najciekawsze. Nie dziwi zatem, że w jej teatrze podstawowym medium staje się ciało aktora. We wrocławskiej "Śmierci i Dziewczynie" za sceniczną pracę nad ciałem odpowiadała znakomita choreografka Dominika Knapik, z którą Marciniak wielokrotnie współpracowała - między innymi przy gdańskich "Amatorkach", obsypanej nagrodami inscenizacji "Morfiny" Szczepana Twardocha w adaptacji Jarosława Murawskiego oraz monumentalnej scenicznej impresji poświęconej Leni Riefensthal wystawionej w Teatrze Śląskim w Katowicach.

Również Historię ukazuje Marciniak w teatrze jako proces emancypacji i wyzwolenia ciała, przede wszystkim ciała kobiecego. W wysmakowanej estetycznie inscenizacji "Ksiąg Jakubowych"- monumentalnej powieści Olgi Tokarczuk, reżyserka badała fenomen kierowanej przez charyzmatycznego Jakuba Franka quasi religijnej grupy żydowskich heretyków oczekujących nadejścia kobiety Mesjasza. Sednem fascynującej, bo rewolucyjnej jak na owe czasy idei frankistów, jest obietnica ekonomicznego, społecznego i seksualnego wyzwolenia. Ostatecznie jednak cały ten subwersywny potencjał ruchu pozostaje niezrealizowany. Wspólnota frankistów ukazana w otwierającej drugą część spektaklu zmysłowej scenie tańca nagich bohaterów ostatecznie okazuje się reprodukować te same, patriarchalne wzorce przemocy. Władza Jakuba Franka nad wyznawcami opiera się bowiem na manipulacji i rozporządzaniu kobiecym ciałem.

Ciało kobiety w służbie polityki stanowi także istotny wątek "Nocy świętego Bartłomieja" według tekstu Jana Czaplińskiego i Michaela Billenkampa. Centralną postacią zrealizowanego we Freiburgu spektaklu na motywach powieści Aleksandra Dumasa uczyniła Marciniak katoliczkę Małgorzatę de Valois- w tej roli znakomita Rosa Thormeyer. To właśnie jej ciało, początkowo nadużywane i zawłaszczane przez braci- Karola i Henryka, ma ostatecznie stać się rękojmią projektowanego przez Katarzynę Medycejską pokoju między katolikami i hugenotami.

Odczytywany w tej perspektywie teatr Marciniak jawi się jako radykalnie polityczny, w dużo głębszym i bardziej uniwersalnym wymiarze, niż ma to miejsce w przypadku wielu uznanych twórców współczesnego polskiego teatru politycznego, wciąż zajętych głównie zmaganiem z kształtującym zbiorową wyobraźnie Polaków paradygmatem romantycznym, czy też powierzchownym rozliczeniem blasków i cieni ustrojowej transformacji z 1989 roku. Ale jest jeszcze coś co szczególnie interesuje Marciniak - to sam teatr, jego możliwości oraz granice.

Stłuczone zwierciadło

"A jeśli do szczęścia potrzebujemy właśnie życia twórczo przetworzonego i błyskotliwie udramatyzowanego? Może bardziej niż sam świat interesuje nas opowieść o nim?" - trudno nie potraktować tego pytania, zadanego publiczności gdańskiej inscenizacji "Mapy i Terytorium" Michela Houellebecqa przez Jacka Labijaka wcielającego się w postać marszanda Franza Tellera jako przewrotnego wyznania wiary w siłę i moc teatru. Tymczasem Marciniak ma do teatru, a zatem i do swego artystycznego posłannictwa stosunek dalece bardziej złożony, niepozbawiony w dodatku sporej dawki (auto)ironii. Grany przez Piotra Nerlewskiego Krytyk daje w "Śmierci i dziewczynie" zdecydowanie mniej romantyczną definicję teatru: "Sztuka to rodzaj szamba, które zbiera wszystkie odpadki bytowe. I kiedy te wszystkie ścieki bytowe wpadają tu do nas, do szamba, to państwo już nie muszą potem tego oczyszczać własnymi rękami". Bez względu na definicję, nie ustaje Marciniak w testowaniu możliwości oddziaływania teatralnego medium, w przekraczaniu tradycyjnie pojętych relacji aktora z widzem. Najdalej w tych formalnych poszukiwaniach dotarła bez wątpienia w inspirowanym tekstem Witkacego i głośną inscenizacją Grzegorza Jarzyny spektaklu "Bzik. Ostatnia minuta" według tekstu Jana Czaplińskiego. Pierwsza część zrealizowanego w Teatrze Współczesnym w Szczecinie spektaklu niemal w całości rozgrywająca się na widowni, stanowiła świadomie zaprojektowaną serię interakcji uświadamiających odbiorcy współudział w kolonizacyjnym dziedzictwie Zachodu, a także w jego współczesnych odmianach. Na ile skuteczną - trudno odpowiedzieć. Bo czy teatr może zmienić świat ? Na pewno, jak pokazuje Marciniak, może formułować Utopie.

Teatr Eweliny Marciniak żywi się paradoksem. W wysmakowanych scenicznych obrazach odbija brzydotę, okrucieństwo i rozkład świata opartego na kłamstwie, chciwości i wzajemnym uprzedmiotowieniu. Zmysłowej teatralizacji zawsze towarzyszy odważny, często krytyczny gest wobec tekstu i wpisana w inscenizacyjną strategię gotowość przekraczania granic scenicznego widowiska. A zwątpieniu w moc teatru - uparte poszukiwanie z jego pomocą prawdy o drugim człowieku.