powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Co ludzie powiedzą!

"Quo Vadis" wg Henryka Sienkiewicza w reż. Rafała Rutkowskiego z Teatru Montownia Warszawie w Chorzowskim Teatrze Ogrodowym. Pisze Wojtek Boruszka w Teatrze dla Wszystkich.

Sięgając po dzieło wybitnego polskiego pisarza, laureata literackiej nagrody Nobla, teatr Montownia postawił sobie wysoko poprzeczkę. Ową poprzeczką w moim odczuciu jest powszechna opinia o tym, że pewne dzieła literackie, ale także m.in. utwory muzyczne należy przedstawić tak, a nie inaczej, co często powoduje sytuację zero-jedynkową bez miejsca na inne "barwy". Nie mam wątpliwości, że adaptacja "Quo vadis" według Rafała Rutkowskiego i Montowni może wzbudzać skrajne emocje, o czym zresztą Rutkowski mówił w wywiadzie dla "Sztajgerowego Cajtunga". Osobiście nie jestem przeciwnikiem sięgania po najważniejsze pozycje polskiej i światowej literatury i ich niesztampową adaptację sceniczną. Ważne, aby zachować odpowiedni dystans, przy utrzymaniu wysokiego poziomu, często rotującego między absurdem a chwilą zastanowienia i scenicznego oddechu.

Obecność teatru Montownia na deskach Chorzowskiego Teatru Ogrodowego to już niemalże tradycja. W tym roku zespół przyjechał do Chorzowa z jedną ze swoich starszych repertuarowo sztuk, Quo vadis w adaptacji i reżyserii Rafała Rutkowskiego swoją premierę miało pod koniec 2014 roku. W zeszłym roku Ceremonie zimowe zaprezentowano na tle monumentalnej fasady kamienicy. Rozwiązania sceniczne w "Quo vadis" opierają się głównie na systemie podestów, które w swojej zwartej (i równie monumentalnej) kubaturze tworzą przestrzeń gry dla aktorów. To bardzo ciekawy pomysł scenograficzny, uniwersalny, niedosłowny i pozostawiający pole do własnych interpretacji. Nawiązaniem do podestowej scenografii są koturny Marcina Perchucia, które wykonane są z tego samego materiału i czynią z Marcina Perchucia ponad dwumetrową postać. Nie sposób nie wspomnieć o kolejnym elemencie "techniki scenicznej", zastosowanym w spektaklu, a mianowicie o skrzyni transportowej, która pełniła rolę wanny m.in. dla Marka i Ligii.

Aktorzy Teatru Montowania rzadko pozostawiają moment na chwilę oddechu, serwując nam wachlarz scenicznych atrakcji. Nie jest tajemnicą, że cała czwórka zna się "od kołyski" i doskonale się rozumie na scenie. To bardzo ważne, bo dzięki temu przełamuje się barierę między aktorami a odbiorcą: widz wyczuwa wzajemną sympatię, dzięki czemu spektakl staje się lepiej odbierany. Oprócz adaptacji tekstu Sienkiewicza w spektaklu znajdziemy kilka piosenek autorstwa samych artystów Montowni, które wpadają na długo w ucho. Piosenki są luźnym nawiązaniem do współczesności, okraszonym charakterystycznym dla Montowni poczuciem humoru. Między aktorami istnieje zauważalna dla widza przyjacielska więź. To wielki plus teatrów niezależnych: w takich miejscach pracują ze sobą ludzie, którzy się lubią i tworzą to, co chcą. Dzięki temu spektakle nie są sztampowe, a często można zobaczyć wiele nowych fragmentów powstałych w danej chwili i w danych okolicznościach. Najlepszym tego przykładem jest Montownia, która bawi się konwencją, jednak w granicach dobrego smaku i w sposób dojrzały.

"Quo vadis" w wykonaniu Montowni to na pewno nie sztuka dla uczniów, którzy wybiorą ją zamiast przeczytania lektury. To nie sztuka dla literackich purystów i miłośników klasycznej polskiej literatury. To sztuka dla każdego z nas, dla widzów, którym na co dzień narzuca się kulturowe sztampy, często nie pozostawiając możliwości spojrzenia na dany utwór z innej strony, czasem z przymrużeniem oka. Spektakl, który pozwala humorystycznie przywołać zapomniane i często nielubiane pozycje literackie, wałkowane w szkole. Quo vadis to 70 minut żonglerki konwencją, aluzjami do współczesności, podane w charakterystycznym i niepodrabialnym stylu Montowni.

***

Tekst pochodzi z gazety festiwalowej Chorzowskiego Teatru Ogrodowego "Sztajgerowy Cajtung".