powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Polecam - Destroix

"Zapiski z wygnania" Sabiny Baral w reż. Magdy Umer w Teatrze Polonia w Warszawie. Pisze Maciej Stroiński.

O tym przedstawieniu, że jest boskie, nagradzane i że gra Krystyna Janda, chyba każdy słyszał. Każdy również je nagrodził, kto mógł je nagrodzić. Zatem po co to oglądać, skoro wszyscy już widzieli, spektakl jest już wymacany i lepiący się od lukru? Wiecie, do kogo należy towar wymacany. Taki to miałem monolog wewnętrzny, gdy na to nie szedłem na Boskiej Komedii, którą "Zapiski", rzecz jasna, wygrały. Jeśli WSZYSCY chwalą, to mnie się nie pali, spektakl przeżyje bez mojej recenzji. Na festiwalu miałem ten pokaz w pakiecie, w karnecie prasowym, ale jak coś jest za darmo, to się nie docenia. Poczekałem spokojnie, aż będzie kosztować 150 zł bilet, i tak właśnie było w Operze Krakowskiej.

Wstępnie byłem na nie, bo mam dość tego tematu. To znaczy jakiego? No, tematu Żydów! Zresztą nie tylko, wszelkich tak zwanych zapalnych tematów, służących do polityki, dzielenia-rządzenia. Napisałem doktorat, gdzie judaizm był w tytule, u mnie to zamyka sprawę [https://przekroj.pl/artykuly/recenzje/nie-lubie-holokaustu], a jeżeli podejmować wątek, to proszę, napisz rozprawę, a nie wpis na Fejsie, i nie wciągaj ludzi w jakiś durny szantaż zwany przedstawieniem.

UWAGA, UWAGA. "Zapiski z wygnania" nie popełniają tych banalnych błędów! Nie są szantażem, nie są polityką (no, może trochę) i nie są do kitu. Są właśnie takie, jak się o nich mówi, to znaczy wspaniałe. Zapalny temat Marca '68 omawiają z pomyślunkiem, a nie dla prostych efektów. Jest w tym przedstawieniu SPRAWA, którą trzeba opowiedzieć, żeby ją przemyśleć. Stawką przedstawienia nie jest, by coś ugrać, ale by coś zagrać.

Narracja w pierwszej osobie i pochodzi z pierwszej ręki, od kogoś, kto przeżył Marzec i umie o tym napisać. Piękna, piękna proza. Sabina Baral, autorka "Zapisków", opowiada, co się stało, poza egzaltacją i poza resentymentem, które zazwyczaj rządzą w opowieściach ofiar, bo Sabina Baral, jeśli dobrze zrozumiałem, nie widzi w sobie ofiary. Marzec '68 bardziej niż ją dotknął, przemeblował całe życie, ale ona, wolny człowiek, większa jest od Marca. No, i takiej prozy to ja mogę słuchać: mocnej, czystej i stabilnej. Autorka "Zapisków" nie czyni autoterapii przed miastem i światem. Mówi, jak jest.

A jest tak, że w 1968 roku wyjechała z Polski nie na własne życzenie. Została z Polski wygnana razem z całą swą rodziną i innymi rodzinami żydowskiego pochodzenia. Ona to mówi obszernymi szczegółami, które są do zobaczenia w wydaniu Austerii i w wykonie Jandy.

Każdy w Polsce marzy o tym, żeby go zagrała Janda, tak jak każdy w Ameryce, żeby Meryl Streep zagrała. No, sam powiedz, że byś nie chciał. Sabinie Baral dane jest to szczęście. Być graną przez Jandę - jakie to uczucie? Mogę Wam powiedzieć, bo choć mnie jeszcze nie grała, mam uczucie właśnie jakby. To będzie podniosłe zdanie, więc proszę się oprzeć. Janda w "Zapiskach" zagrała Człowieka, ciebie i mnie również, każdego z żyjących, kto ma jakąś tam historię i jakieś uczucia. Jej postać, Sabina, jest podmiotem ludzkim, jest jednostką ludzką, która rodzi się, żyje i umrze. Zagraj coś takiego, co brzmi jak granie o niczym! Powinienem powiedzieć, że gra "kondycję kobiety", ale tak nie powiem, bo ja wierzę w gender, w płynność i wtórność płciową, w płeć jako performans. Sam jestem mężczyzną tylko gdzieś na trzecim miejscu.

Jestem fanem Jandy, i to, by tak rzec, dwa razy, bo po pierwsze - po prostu jej fanem, ale też, po drugie, przez Michała Witkowskiego, bo Michał Witkowski jest fanem Krystyny Jandy, a ja jestem jego fanem, więc mamy wzmocnienie do punktu sprzężenia, kółko różańcowe z nabożeństwem do Aktorki. Idole moich idolów są moimi półbogami. Co ja będę mówił, że to dobra jest aktorka? Ktoś jeszcze nie wiedział?

Oczywiście warsztaciara, co jest tylko komplementem. Po czesku "artysta" mówi się umielec: Janda jest artystką w czeskim rozumieniu. Warsztat aktorski oznacza, że wiesz, kiedy zrobić pauzę, a nawet nie wiesz, tylko robisz, kiedy trzeba. W "Zapiskach" szczególnie ważne, bo tam innych środków to za wiele nie ma. Stoi aktorka przed mikrofonem, do którego mówi, patrząc się w obiektyw. Prawie dwie godziny tego! Nie każdy by uciągnął tak robiony teatr, mało kto uciągnie. Gdyby to nie była Janda, już widzę, jak bym się pienił, że to jest audiobook!, że wykład z YouTube'a!, że idź mi w cholerę z takim "przedstawieniem"!

Na "Zapiskach" wszyscy płaczą - starożytnymi, oczyszczającymi łzami, łzami oczyszczenia. Znajdą się i tacy, którym będzie to przeszkadzać, bo temat wypędzeń nie jest ich zdaniem do przepłakania i przepracowania, tylko jest raną, która winna wiecznie krwawić, do wiecznego rozdrapania. Bagażu historii używają jako szacha, którego nie kończą matem, gierka nie jest over. Nie ma tak, że sobie pójdziesz na Krystynę Jandę za 150 zł i masz problem z głowy! Ja natomiast wierzę w sprawczą siłę sztuki i uważam, że "Zapiski" mają moc przemiany. Choćby mogą cię otworzyć na temat żydowski od zupełnie innej strony, spokojnej, egzystencjalnej, tak jak mnie po latach, długo po obronie doktoratu "z Żydów".

Spektakl się kończy akcentem propagandowym, prostą analogią, i co mam powiedzieć? No, tak się kończy, takie jego prawo. Tym artystkom wolno, zresztą nie mówię, że nie mają racji, ale wątku nie rozwinę, żeby Państwu nie spojlować.

PS Reżyseria Magda Umer.