powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Dobra zmiana w Słupsku ma się coraz lepiej

Organizatorzy mają świadomość, że ten świetny pomysł, jakim jest Fest 3 Teatry, wymaga korekty. Niska frekwencja na wielu spektaklach była spowodowana pewnie nie najszczęśliwszym terminem, być może lepszym czasem byłby przełom stycznia i lutego jako podsumowanie rocznej, a nie sezonowej, produkcji. Frekwencja oczywiście jest ważna, ale nie może zakryć ogólnych wniosków - pisze Piotr Wyszomirski w Gazecie Świętojańskiej.

Zaczęło się w Rondzie

- Noc teatrów to była nasza próba podsumowania rocznego działania w ostatni weekend czerwca. Odbyły się już 4 edycje, więc inicjatywa 3 teatrów wydała nam się naturalną kolejnością zjednoczenia sił. Tym bardziej, że już podobne inicjatywy w ubiegłych latach za nami. Kiedyś "produkowaliśmy" wspólne przedsięwzięcia, duże widowiska plenerowe z udziałem aktorów zawodowych i tych skupionych wokół Ronda, więc może zmieniają się formy, ale współpraca trwa od lat - mówi Jolanta Krawczykiewicz, dyrektorka Słupskiego Ośrodka Kultury i szefowa Ośrodka Teatralnego Rondo, który działa w strukturach SOK-u.

- 3 Teatry organizujemy w tym roku po raz trzeci. Tym razem postanowiliśmy zrobić przegląd wszystkich premier kończącego się sezonu artystycznego. Pokazujemy w ciągu czterech dni produkcję trzech słupskich scen, planujemy w przyszłości działania towarzyszące, jak np. plebiscyt publiczności - mówi Dominik Nowak, dyrektor Nowego Teatru im. Witkacego w Słupsku.

- Z jednej strony chcieliśmy się pochwalić, bo jest czym. Innym powodem zorganizowania zbiorczej prezentacji wszystkich premier była rosnąca frustracja, jaka udziela się nam podczas uroczystości wręczania pomorskich nagród teatralnych. Słupsk, mimo zmian i sukcesów, nie jest zauważany przez Trójmiasto. Wiemy, że nasze miasto jest słabo skomunikowane z centrum, dlatego, chcąc ułatwić zadanie krytykom, skomasowaliśmy wszystkie premiery w cztery dni, zaoferowaliśmy noclegi - dodał Michał Tramer, dyrektor Państwowego Teatru Lalki "Tęcza".

Na zaproszenie odpowiedziało... dwóch krytyków, w tym piszący te słowa. Drugim zapaleńcem był Ryszard Klimczak z Chorzowa, absolutny, wspaniały szaleniec teatralny, po prostu ultras i stachanowiec oraz przepyton w jednej osobie, przy którym ja jestem banalnym piknikiem. Klimczak, wraz z dwojgiem partnerów w zespole stałym, od 21 lat całkowicie charytatywnie prowadzi dziennikteatralny.pl, najstarszy wortal teatralny w Polsce - szacunek i pokłon głęboki. Najczęściej do Słupska jeździ Anna Jazgarska, ale tym razem jej zabrakło.

3 teatry, 4 dni, 14 tytułów, 16 prezentacji

Poprzednie 3 Teatry trwały dzień, tym razem współorganizatorzy zawiesili sobie poprzeczkę wyżej i postanowili zorganizować pokaz wszystkich premier i po prostu zrobili Festiwal. Ostatecznie z 14 awizowanych tytułów pokazano 13 na 15 pokazach (w ostatniej chwili wypadł, nomen omen, Rondowy "Iwan Karamazow zwraca bilet"). Nowy pokazał dwukrotnie "Pana Tadeusza" [na zdjęciu] i "Wykrywacza kłamstw" i po razie "Pomoc domową", "Stan wyjątkowy" oraz "Kupca weneckiego", którym zakończył cały Fest). Tęcza wystawiła "Szwejka", "O trzech zaklętych królewnach", "E-Mollandię", "Osobliwe zdarzenie" oraz "Niedźwiedzia i Maszę" a Rondo ostatecznie trzy tytuły: "Aala, Oola", "Śpiewniki domowe" i "Burzę".

Tęcza odkryciem

Nowy znam nieźle, od lat staramy się być możliwie na bieżąco z repertuarem teatru Dominika Nowaka i z satysfakcją obserwuję coraz wyższy lot kompanii. Zeszłoroczny sezon zawierał, oprócz premier, spektakularny festiwal Scena Wolności z historyczną, pełną perturbacji, prezentacją "Klątwy" Teatru Powszechnego w Warszawie. Słupski sezon i Fest zakończył "Kupiec wenecki" w reżyserii Szymona Kaczmarka, obejrzany i zakwalifikowany przez Jerzego Limona i Łukasza Drewniaka do finału Konkursu o nagrodę Złotego Yoricka. Pokaz słupskiego spektaklu na Festiwalu Szekspirowskim był jeszcze kilka lat temu niewyobrażalny, w konkursie będzie miał mocnego rywala w postaci "Hamleta" Mai Kleczewskiej z Teatru Polskiego w Poznaniu, ale już sama kwalifikacja jest ogromnym, prestiżowym sukcesem. To także ważny sygnał dla słupskiego Ratusza, który wzburzył się bardzo po premierze nieoczywistego "Kupca" a dołożyła się do tego jeszcze słupska widownia, której reakcje na "problem żydowski" niekoniecznie są powodem do dumy.

Odkryciem była dla mnie Tęcza. Wszystkie obejrzane w czerwcu spektakle: "O trzech zaklętych królewnach", "Szwejk" oraz "Niedźwiedź i Masza" sprawiły mi nieskrywaną przyjemność. "O trzech zaklętych królewnach" to dowcipna w formie parafraza motywów z klasycznych bajek o królewnach (Śnieżce, Roszpunce i Śpiącej Królewnie) podlana dyskretnie sosem genderowym. Nie trzech mężczyzn, jak w hicie filmowym z Travoltą, ale czterech rozbójników napotyka na swej drodze porzucone niemowlę. Rozbójnicy zabawiają dziecinę z początku niemrawymi, z czasem rozbudowanymi fabularnie opowieściami. Jest lekko, inteligentnie, z puszczaniem oka do dorosłych - świetny format teatru dla dzieci. To czesko-polska produkcja (reżyseria: LUNA Storytelling Lucia Svobodová i Nada Uherová, scenografia: Lucia Svobodová, muzyka: Miłosz Sienkiewicz, tekst: Nada Uherová, tłumaczenie: Michał Tramer).

Przebojem Tęczowych "Czwartków dla dorosłych" jest "Szwejk" w adaptacji i reżyserii Joanny Zdrady, zakwalifikowany do prestiżowego programu Teatr Polska. Świetnie przyjmowana przez widzów komedia pacyfistyczna jest wierna duchowi ciepłego, piwnego, czeskiego, Szwejkowego anarchizmu a do tego świetnie zagrana i zaśpiewana. Sporym talentem popisuje się w "Szwejku" Michał Tramer, dodałbym jedynie więcej lalek. "Szwejk" to bardzo dobra robota teatralna.

Absolutnym hitem był dla mnie "Niedźwiedź i Masza - czyli gdzie jest moja kasza". Michał Tramer zainspirował Martę Guśniowską rosyjskimi baśniami, jedna z najbardziej rozrywanych autorek tekstów dla dzieci dokonała parafrazy i powstało pięknie skrojone, naturalne arcydziełko wyreżyserowane przez inspirodawcę.

Siedziałem na tym spektaklu jak zaczarowany. Mam nadzieję, że nikt nie widział mojej fizjonomii, która musiała wyrażać przeróżne, niekontrolowane grymasy. Jak u dziecka, bo ja byłem przez ten czas dzieckiem! To było po prostu zaj... uczucie, uwolnienie, wyścig niepohamowanych, naturalnych reakcji, czyste emocje. Byłem widzem "zerowym", uwielbiam ten stan, to coś innego niż "ciary", dużo rzadszy. To moment, kiedy wyłącza się aparat krytyczny, analiza idzie się gonić, a ja, niczym uciekający z kina przestraszony widz na pierwszych pokazach "Wjazdu pociągu na stację w La Ciotat", chłonę bez zastanowienia nad filozoficznymi aspektami dzieciństwa w teatrze europejskim przełomu wieków czy tym podobnymi pier...tami. Jak kcem być dzieckiem! (uśmiech). Brawa wielkie dla całego zespołu z przesmacznym Maciejem Gierłowskim na czele! Jak się okazało mój entuzjazm jest normą przy "Maszy" (nagrody na ważnym festiwalu w Toruniu i ponad 100 prezentacji w sezonie). Gdybym mieszkał w Słupsku chodziłbym co jakiś czas na ten spektakl w chwilach załamania, czyli pewnie nierzako.

Taka ciekawostka: Odcinek "Maszy i Niedźwiedzia" trafił do Księgi Rekordów Guinnessa (3,5 mld wyświetleń na YouTube!)

Niestety, moje nieogarnięcie spowodowało, że nie zobaczyłem ani jednego spektaklu z Ronda.

Co dalej?

Organizatorzy mają świadomość, że ten świetny pomysł, jakim jest Fest 3 Teatry, wymaga korekty. Niska frekwencja na wielu spektaklach była spowodowana pewnie nie najszczęśliwszym terminem, być może lepszym czasem byłby przełom stycznia i lutego jako podsumowanie rocznej, a nie sezonowej, produkcji. Frekwencja oczywiście jest ważna, ale nie może zakryć ogólnych wniosków.

Kiedyś Słupsk dawał teatralną jakość tylko w Rondzie. Społeczność kierowana przez Jolantę Krawczykiewicz to entuzjaści teatru, amatorzy różnych poziomów i możliwości. Szkoła Stanisława Miedziewskiego wypuściła w świat Marcina Bortkiewicza i Wioletę Komar, szacunek wzbudza Caryl Swift, do Słupska z Lublina dojeżdżał, by nabrać ostróg monodramisty, Mateusz Nowak - to tylko kilka nazwisk wyrzuconych na pierwszym wydechu na hasło: "Słupsk". Teatralny koncept, który prowadzi Krawczykiewicz, słusznie jest uznawany za wzorcowy na skalę krajową. 3 Teatry są dla nich ważne, ale ich święto to Sam na Scenie (po raz 16) i finał Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego (od 1989 roku związana jest z nim szefowa Ronda). Bez fałszywej skromności może ich duma rozpierać z tego powodu, a określenia, że to skarb narodowy, nie są bezzasadne.

Zmiany na pozostałych scenach zaczęły się w na przełomie lat 2015/2016 roku, gdy dyrektorami zostali Dominik Nowak (ostatnio przedłużył kontrakt z miastem na kolejne 3 lata) i Michał Tramer (kontrakt kończy mu się w przyszłym roku). Po okresie przejściowym scena dla dorosłych i scena lalkowa rozpoczęły nowe życie. W roku 2019 można już mieć pewność, że obrany kierunek był słuszny i była to dobra zmiana. Oba teatry ciągle prą do przodu a zapowiedzi programowe budzą rosnący szacunek (już jesienią tego roku w Tęczy Dmitrij Pietrow zrobi "Mistrza i Małgorzatę" w lalkach a w Nowym zaszaleją Rubiny, a konkretnie Kolektyw Janiczak/Mosiewicz/Rubin/Stępniak spojrzy na Trumpa w "Made in USA").

Oceniając działalność instytucji kultury należy wziąć pod uwagę wiele składowych, w tym oczywiście budżet. Oba słupskie teatry zawodowe pracują na najmniejszych dotacjach podmiotowych w Polsce! O Tęczy już pisałem (tutaj) , Nowy nie ma lepiej. Dotacja podmiotowa wynosi 2 004 tys. złotych, co przy dotacjach dla teatrów w porównywalnych miastach (ca 100 tys. mieszkańców) wypada miażdżąco (Legnica: 4 918 tys., Wałbrzych 5 407, Sosnowiec 4 494, Elbląg 3 836, Koszalin 3 622, Częstochowa 4 174). Dyrektorzy są pracowici, kombinują jak mogą, ale nie zawsze uda się znaleźć w dziale promocji aktora (Piotr Merecki w Tęczy!). Oba teatry słupskie są na fali i potrzebują większego, stabilnego wsparcia, by iść dalej. Jeśli miasto myśli poważnie o zrównoważonym rozwoju, muszą się znaleźć zauważalnie większe środki na teatry, bo to skarb miejski (uśmiech).

Tymczasem w Słupsku

Scenka pierwsza: bistro z chińszczyzną i wietnamszczyzną. Za zasuwanymi drzwiami kończy się impreza słusznych gości, po lokalu chodzi wietnamski właściciel z dzieckiem na ręku, ogólnie relaks i spontan. Wychodzą biesiadnicy.

- Dziękuję bardzo, dziękuję bardzo - kłania się uniżenie dalekowschodnio i w pas Romek z Hanoi.

- To my dziękujemy. I pamiętaj, jakby coś, to dzwoń i powiedz im, że zaraz przyjedzie Lechu - zakończył lider słusznych gości.

Scenka druga: sklep Nocny Marek.

- Co tak śmierdzi? - pytam po upewnieniu, że to nie od nas.

- A pół roku temu wylali nam kwas masłowy - odpowiada młody sprzedawca.

- Przecież nie da się pracować w takich warunkach! - zaprotestowałem.

- Nie da, ale trzeba - skonstatował sprzedawca i wydał mi resztę.

Opinia dobrze zorientowanego lokalsa:

Słupsk się zwija, maleje liczba słupszczan, nie wiadomo ilu jest Ukraińców, miasto ma długi. Niby nie ma, bo są poukrywane w spółkach, ale to spółki miejskie, więc jednak dług jest.

Na Festiwalu nie pojawił się nikt z Ratusza. Podobnie jak na debacie dedykowanej kulturze w Słupsku, która odbywała się tydzień z okładem wcześniej (urzędnicy potwierdzili obecność, ale się nie pojawili i nie wytłumaczyli swej nieobecności). To, mówiąc językiem młodzieżowym, generalnie słabe. Domyślam się, że miasto ma miliony problemów, ale myślę także, iż w Słupsku tli się jeszcze ogień, który warto rozpalić. Warto w strategii rozwoju miasta postawić na kulturę wspartą turystyką, zainwestować w wartościowych ludzi, których nad Słupią trochę jest. To także wezwanie dla nich, aktywistów, jak Piotr Merecki czy Marcin Dadel, autor wielkiego sukcesu jakim jest system Witkac, z którym nie można się rozstać, prowadząc organizację pozarządową. Wezwanie do stworzenia jasnego komunikatu o pożądanym kierunku rozwoju, który sprawi, że ludzie nie będą uciekać z miasta.

3 Teatry: Ośrodek Teatralny Rondo, Nowy Teatr im. Witkacego i Państwowy Teatr Lalki "Tęcza", 13-16 czerwca 2019.