powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Nieudana sesja samobójców

"Romeo i Julia" Williama Shakespeare'a w reż. Michała Zadary w Teatrze Studio w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.

Nietrudno zrozumieć, dlaczego Michał Zadara wziął na warsztat szekspirowską tragedię "Romeo i Julia" i zaangażował do tytułowych ról naprawdę młodych ludzi. Julia Leszkiewicz ma naprawdę 14 lat jak w tekście Szekspira, a Julian Zbudniewek dobiega 16. roku życia. Zapewne reżyser uznał, że temat wcale nie zwietrzał, co więcej, że czas dojrzewania to czas desperackich decyzji, w tym nieodwracalnych, kończących się samobójczą śmiercią. Chciał poddać te opinie weryfikacji z pomocą rówieśników Szekspirowskich bohaterów.

Jednak ten godny wsparcia zamysł nie przeistoczył się w teatralną materię. Powstał spektakl niezdarny i niechlujny, pozbawiony energii, którą mieli tu wnosić młodzi i ich deskorolki. U Zadary nie było ani słychać, ani widać, dokrętki filmowe miały stanowić ni to reportaż, ni to stylizację, ale ścieżka dźwiękowa się rozjeżdżała, dziura goniła dziurę. Jednym słowem, zgotował sobie Zadara katastrofę, z której uszła cało jedynie Dominika Ostałowska jako Piastunka, która nieoczekiwanie urosła do głównej postaci sztuki.

Wszystko to wyglądało na pierwsze przymiarki do spektaklu, w którym wrzaskliwość wykonawców i brak synchronizacji scen nagranych z tymi na żywo miały być cnotą, ale stały się zmorą. Toteż nie może być mowy o żadnym współczuciu, chyba że dla widzów, którzy na przedstawienie się wybrali.