powiększwersja do drukupoleć znajomemu

W łódzkim Sajgonie kipi młodość i dojrzałość

"Miss Saigon" Claude'a-Michela Schönberga i Alaina Boublila w reż. Zbigniewa Maciasa w Teatrze Muzycznym w Łodzi. Pisze Maciej Gogołkiewicz w portalu MusicalloveINFO.pl.

"Miss Saigon" to musicalowy pewniak, doceniony w kilkudziesięciu krajach. Są emocje. Są wzruszenia. Jest i helikopter. Spektakl Teatru Muzycznego w Łodzi wyreżyserowany przez Zbigniewa Maciasa, wzbogaca blisko 30-letnią historię tej produkcji, niesamowitym zaangażowaniem aktorskim i wokalnym artystów. Siła tkwi w ich młodości i zaskakującej dojrzałości.

Największy ciężar emocjonalny oraz aktorski musicalu biorą na siebie odtwórczynie roli Kim, osieroconej, siedemnastoletniej Wietnamki. To Sylwia Banasik (Teatr Roma, Teatr Rampa, TM Poznań, wokal Belli w "Pięknej i Bestii" Disneya) i Joanna Gorzała (18-latka debiutująca na dużej scenie, Sandomierska Szkoła Musicalu). Kim Sylwii Banasik zaskakuje świadomością postaci - połączeniem odpowiedzialności dorosłej osoby z młodzieńczą beztroską. Cudownie zaśpiewane "Ja wierzę wciąż". Brzmienia tego głosu się nie zapomina. Joanna Gorzała swojej postaci dodaje nieco więcej nieśmiałości (może to kwestia wieku), a przy tym zaskakuje dojrzałością i wrażliwością ("Za ciebie swoje życie dam"), które wydobywa z wersów libretta. Widać, że jest niesamowicie skupiona na scenie. Jestem pewien, że jej nazwisko wkrótce pojawiać się będzie na wielu musicalowych afiszach.

Chrisów miałem okazję poznać trzech (z aż czterech). Maciej Pawlak, doświadczony aktor musicalowy, często grający zakochanych chłopaków, swoją młodzieńczą energią "kupuje" widzów. Z każdą kolejną minutą "Miss Saigon" Pawlak zaskakiwał mnie przemianą swojej postaci, by w finale ją uwiarygodnić jako odpowiedzialnego mężczyznę. Ostatnie słowo - którego nie mogę zdradzić - padające w musicalu należy Chrisa. Maciej Pawlak włożył w to słowo ból, cierpienie i emocje, które zostały na długo pod skończeniu spektaklu. Drugi z Chrisów Janek Traczyk zamienił mundur "Pilotów" na strój amerykańskiego marines. Na scenie jest niesamowicie skoncentrowany na wokalnej części swojej postaci. Wspaniale zaśpiewane "Dlaczego" i genialny duet z Joanną Gorzałą w "Jakby jutro miał zniknąć świat".

Między Chrisem Marcina Franca, a Kim (Joanna Gorzała) najbardziej iskrzyło. Dosłownie! Związek ich bohaterów, wybucha na scenie, czarując widza swą intymnością. Franc do ostatniej chwili - z zaskakującą swobodą - prowadzi swoją postać. Niezwykle wzrusza scena konfrontacji Chrisa z żoną Ellen, gdy opowiada jej o swoich uczuciach i doświadczeniach z Sajgonu. Czwartego z Chrisów, Marcina Januszkiewicza zobaczymy na scenie jesienią.

Do roli Szefa po latach wrócili Robert Rozmus i Tomasz Steciuk, którzy zagrali tę postać w "Miss Saigon" Teatru Muzycznego ROMA, w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego. Mistrzowsko zaśpiewane "Umrzeć w łóżku" i "American Dream". Dla Rozmusa i Steciuka to bułka z masłem, a dla widza ogromna dawka rozrywki! Mam wrażenie, że Rozmus swojego Szefa maluje komicznymi barwami, a ten Steciuka ma większy pazur, ma w sobie coś z Daryla Van Horne (musical "Czarownice z Eastwick"). Oba "wcielenia" Szefa trzeba poznać!!

Na jesienne pokazy planowany jest trzeci Szef, który zaprezentował się publiczności podczas spektaklu 15 czerwca. Karol Wolski, aktor TM w Łodzi, Teatru Rozrywki, Teatru Variete. Mając w pamięci kreacje Steciuka i Rozmusa, muszę podkreślić, że Karol Wolski stworzył swojego własnego, niepowtarzalnego Szefa. Z dodanymi twistami czy rzuconymi od niechcenia słówkami. Obserwowałem publiczność: Wolski kupił ją sceną, w której Szef poznaje Tama. "American Dream" potwierdził nawiązaną z widzami relację.

Ellen, amerykańską żonę Chrisa (w dwóch obejrzanych przeze mnie spektaklach) zagrała Agnieszka Przekupień. Nie mam wątpliwości, że doskonale odnalazła się w tej roli - dojrzałej i wymagającej. Jej "Może" ("Maybe") to wyjątkowy song musicalu. To najlepiej dopracowana pod względem emocji rola tego musicalu. Niesamowicie zabrzmiała scena konfrontacji Ellen i Kim (Przekupień i Banasik/Gorzała).

Postać Ellen gra również Edyta Krzemień. Pamiętam jej "Opowieści Zimowe", gdzie emocje fantastycznie zatrzymywała w dźwiękach piosenek. W "Miss Saigon" uczucia Ellen, wychodzą dużo dalej, poza nuty partytury. Stąd niesamowita gra ciałem. Scena, gdy Ellen czuwa przy śpiącym mężu i utwór "Ja wierzę wciąż", (podkreślony konfrontacją wokali obu kobiet Chrisa), to pokaz perfekcyjnego warsztatu Krzemień i zapowiedź tego, co wydarzy się w II akcie. To właśnie wtedy Edyta Krzemień, trzy minuty utworu "Maybe", zamienia w wokalną i aktorską perełkę łódzkiego "Miss Saigon". Wewnętrzne rozterki bohaterki - zagrane przez Krzemień - hipnotyzują widzów, czyniąc z Ellen jedną z najbardziej charakterystycznych postaci spektaklu. Takich bohaterów i ich kreacji można życzyć sobie zdecydowanie częściej.

Rolę Johna (przyjaciela Chris) wziął na siebie Marcin Jajkiewicz. Warto czekać na początek drugiego aktu, by usłyszeć jego "Bui Doi". Szczerze? Nie wyobrażam sobie, by Jajkiewicz nie zagrał Johna. Jest w nim stanowczość, opanowanie. Jesienią najprawdopodobniej pojawi się też drugi John - Daniel Kulczyński. Zobaczyć go można było podczas ostatniego, czerwcowego spektaklu "Miss Saigon". Nieznany mi wcześniej, świetny wokal z ogromnym potencjałem w kreowaniu postaci Johna. Katarzyna Łaska i Ewa Spanowska wcielają się w postaci Gigi. Jej song "Z marzenia mego film" to jeden z najlepszych utworów musicalu.

Marcin Sosiński zachwyca rolą Thuya. Szkoda, że ta postać tak szybko umiera, bo wokal tego aktora zwraca na siebie uwagę ("Poranek Smoka", "Śmierć Thuya"). Sosiński całym sobą (przyjrzyjcie się mimice twarzy) doskonale opowiada tę postać, czyni ją bardzo charakterystyczną i wyrazistą. Scena, w której Thuy (jako komisarza) walczy o uczucia Kim oraz dowiaduje się o istnieniu Tima, jest jedną z najdłuższych (widownia zamiera), a jednocześnie to zdecydowanie najlepsza scena "Miss Saigon".

Nie da się nie zauważyć najmłodszych bohaterów sceny. Olgierd Moszyński, Patryk Staszewski i Franciszek Zwierz występują - swobodnie i bez tremy - w roli Tama, syna Kim.

W "Miss Saigon" ważne są szczegóły. Przyjrzyjcie się kostiumom autorstwa Zuzanny Markiewicz. Przepiękne stroje wietnamskich dziewczyn podczas ceremonii zaślubin skupiają na sobie wzrok. Choć creme de la creme tej sceny jest niewątpliwie suknia Kim. Śnieżnobiała, cudownie ozdobiona haftowanymi, kwiatowymi ornamentami. Aż chciałoby się wejść na scenę, by podziwiać ją z bliska.

Świetnie wygląda też (uwaga, słowa te pisze mężczyzna!) suknia żony Chrisa, Ellen. Motywy egzotycznej roślinności pojawiają się też na marynarce Szefa czy koszulce Tima. Są piękne. Przegląd fantastycznych marynarek na spotkaniu Fundacji Bui Doi to genialne połączenie kroju przełomu lat siedemdziesiątych z niepowtarzalnymi kolorami i wzorami. Dobrze, że zespół nie rusza się zbytnio w tej scenie. Można spokojnie pooglądać.

Choreografie Joanny Semeńczuk to kolejny ważny element spektaklu. Niesamowicie wygląda scena zbiorowa ("Poranek Smoka"), ta w której pojawiają się flagi, wstążki, karabiny i... niesamowici akrobaci / kaskaderzy. Chapeau bas! Mistrzowsko prezentuje się rewia podczas "American Dream" Szefa. Sporo się dzieje na scenie. Obie wspomniane choreografie ogląda się z nieukrywaną przyjemnością.

Ale warto dostrzec też maleńkie szczegóły, jak na przykład piękny i delikatny podwójny ruch złożonych dłoni w ceremonii modlitewnej. W scenie ewakuacji, po obu stronach wysokiej bramy, za którą za chwile wyląduje helikopter, warto zauważyć efekt slowmotion oraz zachwycić się zastyganiem (jak dobrze, że mamy słowo dla angielskiego freezing) postaci tańczących w scenie w barze w Bangkoku.

Wyrazy uznania dla chóru i orkiestry pod kierunkiem Macieja Pawłowskiego (9 czerwca) i Elżbiety Tomali-Nocuń (12 czerwca). Cudowne brzmienia, nasycone elementami egzotycznych dźwięków. Brzmienie saksofonu niezapomniane, a wśród wielu instrumentów... bosko brzmiąca harfa.

Scenografia i światło Grzegorza Policińskiego płynnie przenoszą nas pomiędzy poszczególnymi lokalizacjami musicalu. Od pokoju, w którym swoją pierwszą noc spędzają Kim i Chris (światło pięknie przepływa przez ażurowe elementy okiennic), aż po pokój hotelowy, barowe wnętrza oraz amerykańską sypialnię Chrisa i Ellen. Fantastyczny element tej inscenizacji to ubrana w seksowne bikini Statua Wolności. Oczywiście jest też helikopter! Powierzchnia sceny wykorzystana jest całkowicie również z bocznymi jej częściami (tu zlokalizowana jest ambasada). Całość przed rozpoczęciem spektaklu zalana jest czerwonym światłem.

A skoro przywołuję czas przed podniesieniem kurtyny, wspomnę o zapowiedziach przypominających o wyłączeniu telefonów komórkowych (to już standard) oraz zbliżającym się czasie rozpoczęcia spektaklu. Komunikaty przekazywane są w języku polskim, angielskim i... wietnamskim. Zachęcam również do lektury programu, w którym znajdziesz nie tylko sylwetki twórców i realizatorów musicalu "Miss Saigon" oraz streszczenie libretta, ale także szczegółowo opisany kontekst wydarzeń, które stały się inspiracją do powstania spektaklu.

"Miss Saigon" w Teatrze Muzycznym w Łodzi kipi młodością i dojrzałością całego zespołu. Czerwcowe pokazu musicalu, to doskonała zapowiedź jesiennej części sezonu na muzycznej scenie Łodzi. Zbigniew Macias coraz wyżej podnosi musicalową poprzeczkę.