Babska spowiedź z okresu dojrzewania"Brzeg-Opole" w reż. Joanny Drozdy i Marty Ojrzyńskiej Konfederacji Artystycznej Muheres w Krakowie. Pisze Łukasz Drewniak w Dzienniku.«Pierwsza nagroda na prestiżowym Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Spektakl "Brzeg - Opole" przygotowały dwie młode aktorki - Joanna Drozda i Marta Ojrzyńska. Można go upolować w krakowskim klubie Pauza i warszawskiej Starej Prochoffni. Warto, bo to hit.
Ech, polska teatralna alternatywa nie jest i jak dawniej. Pryszczatych studenciaków-amatorów w czarnych golfach, biegających po scenie na bosaka i recytujących Dostojewskiego, Miłosza i Eliota, zastąpiły i znokautowały w tym sezonie dwie młode, ambitne, pełne seksapilu aktorki z dyplomami PWST w torebkach.
Zamiast opowiadać o "człowieku w ogóle", wadzić się z Bogiem i Historią, pyskują i drwią z siebie, przyglądają się małym kobiecym sprawkom, stawiają akcent na obyczajowość, wiarygodność psychologicznej obserwacji. Joanna Drozda i Marta Ojrzyńska robią swój teatr po godzinach, mimo angażu w Starym Teatrze w Krakowie. Same napisały sobie tekst sztuki, same się wyreżyserowały, na własną rękę wożą minivanem swoje przedstawienie od Wrocławia po Warszawę. Chylę czoła, bo z początku trudno mi było zrozumieć, co każe dwóm dostrzeżonym już przez reżyserów i krytykę aktorkom działać z dala od oficjalnych struktur, grać za półdarmo po wynajętych salkach? Chyba nie wierność ideałom kontrkultury ani mus kontynuowania tradycji polskiego offu? "Brzeg - Opole " nie jest, chwała Bogu, ani prowokacją intelektualną, ani protestem wobec polskiego teatru, repertuarowego i niezależnego, zaangażowanego i niezaangażowanego.
Drozda i Ojrzyńska zrealizowały przedstawienie wściekle osobiste, rozliczeniowe, może nawet terapeutyczne. Takie, w jakim muszą mówić wyłącznie w swoim imieniu. Zapragnęły autentyzmu, babskiej spowiedzi z okresu dojrzewania. Oto dwie dziewuchy gawędzą w pustym przedziale drugiej klasy pociągu pośpiesznego relacji, powiedzmy, Szczecin - Przemyśl. Pierwsza, absolwentka gastronomika z Brzegu (Joanna Drozda), jedzie do jednostki, w której służy jej narzeczony. Druga, studentka (Marta Ojrzyńska), wraca do mamy do Opola z ponurą wieścią o nieplanowanej ciąży. Godzinną teatralną podróż wypełnia chaotyczna rozmowa, takie kumpelskie paplanie o wszystkim i o niczym. Wspomnienia z dzieciństwa i anegdoty z liceum. Błyskawicznie nawiązana przyjaźń dwóch obcych dziewcząt rwie się i nabrzmiewa. Nagła bliskość zmienia się w gwałtowną wrogość. Wspólnie się okłamują, razem rozwiewają swoje iluzje. Wydaje się, że w tym przedziale walkę na śmierć i życie staczają ze sobą babskość i dziewuchowatość. Zakompleksiona studentka stara się udowodnić osiedlowej miss mokrej spódniczki, że obie są tak samo bezradne wobec dorosłego życia. Nie istnieje żaden sprawdzony patent na miłość, przyjaźń, szczęście. Aga i Kaśka muszą to przyjąć do wiadomości. Trudno się oprzeć wrażeniu, że obie aktorki zmagają się z ważnym dla nich zagadnieniem: czym jest dorosłość kobiety? Kiedy przestaje się być dziewczyną? Co musi się wydarzyć, żeby dorosłość trzasnęła jedną czy drugą imprezowa trzpiotkę po pupie? Ojrzyńska i Drozda złośliwie pokazują starcie dwóch modeli kobiecości, obu beznadziejnie naiwnych. W finale przedstawienia teatralny pociąg zatrzymuje się w Opolu. Studentka wysiada, jej towarzyszka podróży jedzie dalej. Nie pomogły sobie, nie zostały przyjaciółkami, nie wymieniły nawet numerów telefonów. Seans solidarności jajników z pozoru poszedł na marne. Ale my wiemy, że spod banalności sportretowanej w spektaklu "Brzeg -Opole " wylazło coś niebanalnego, błysk prawdy o współczesnych dziewczynach.
Powstały dwie pyszne kobiece role, których ze świecą szukać w innych istniejących tekstach nowej polskiej dramaturgii. Girls Power w wydaniu dolnośląskim triumfuje. A co z mężczyznami, chłopcami, paziami i chłopiętami? No tak, panowie, do roboty. Spektakl o roboczym tytule "Kielce-Radom" czeka na realizację...» |
| e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego |