powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Żywot niepokorny

W 2009 r. podczas swoich osiemdziesiątych urodzin w Teatrze Rozrywki w Chorzowie, Kazimierz Kutz mówił o książce Aleksandry Klich "Cały ten Kutz. Biografia niepokorna", że "czyta się ją jak kryminał. - Jo nie wiedziołem, że miołem tak ciekawe życie". To prawda. Biografię Kutza czyta się jednym tchem. Wydana w 2008 r. wraca obecnie na rynek księgarski poszerzona o ostanie lata życia reżysera - pisze Ewa Gałązka.

Urodził się w 1929 r. w Szopienicach koło Katowic. W domu mówiono po polsku, dbała o to zwłaszcza jego matka Anastazja Kuc. Ten pierwszy kod: śląskie pochodzenie, zapisane w małym Kaziku zdeterminowało całe życie jego dorosłe życie.

- To musi być bardzo miłe uczucie - mieć pejzaż centralny, prawda - pyta Kazimierza Kutza po latach, Hanna Krall. - To jest najważniejsze ze wszystkiego, ja to mam - odpowiada Kutz.

Od końca lat 90. XX wieku już jako polityk przyjeżdżał co poniedziałki z Warszawy do Katowic, by w swoim biurze przy ul. Gliwickiej wysłuchiwać o kłopotach Ślązaków, śląskiej biedzie i nieszczęściach. "Interesuje go każda bieda, każdy bezrobotny i każdy żebrak. Zawsze, gdy widzi takiego na skrzyżowaniu, uchyla okno, wyciąga portfel i podaje mu pieniądze" - pisze Aleksandra Klich.

Pierwszą ważną kobietą w życiu Kazimierza Kutza była babka ze strony matki, Anna Kamińska z domu Kokoszka. Ona rządziła rodzina.

Do 1937 roku rodzina nosiła nazwisko Kutz, potem ojciec reżysera spolszczył je na Kuc, a w 1957 Kazimierz powrócił do poprzedniej wersji.

- Cały jestem z matki. Ona nam wbijała do głowy: "Musisz być okrzesany, czytać książki, pisać". To okrzesanie pozwoliło mi uniknąć robotniczego chomąta - mówił Kazimierz Kutz. Podczas II wojny światowej w niedużej altance-kiosku wraz z kolegami spotyka się, by czytać i dyskutować, wkuwają angielskie słówka, oficer Francuz uczy ich swojego języka. To był jego - jak mawiał - "wojenny uniwersytet".

Pierwsze rozdziały traktujące o rodzinie i dzieciństwie Kutza przeradzają się w opowieść o Śląsku, obyczajach tam panujących, o trwaniu przy polskości. Klich rozmawia z członkami rodziny Kutza, z jego kolegami, wybiega w przyszłość, wtrąca dygresje. I taka jest cała książka. Rozdział po rozdziale czytamy chronologicznie o życiu Kutza, ale ciągle zaskakuje nas wtrąceniami o czymś, co się zdarzy później. Pozwala to uniknąć monotonii i obejmuje całe spectrum życia bohatera książki. Oczywiście jest też mnóstwo cytatów z recenzji i wypowiedzi krytyków, opisów jego filmów i barwnych wspomnień z planów filmowych. I rzecz jasna faktów z jego życia osobistego. Sylwestry, bankiety, konflikty, przyjaźnie (z Andrzejem Czeczotem, Jerzym Markuszewskim), kolejne żony i dzieci, opowieści o członkach rodziny, wyjazdy (od 1971 r. do Prusowa na Żywiecczyźnie, gdzie Kazimierz Kutz kupił starą góralską chałupę), gotowaniu, jedzeniu. Anegdoty i wspominki bogato ubarwiają tę biografię. "- Należy otoczyć ją ciepłym zefirkiem. Patrzeć, na rękach nosić, dmuchać i chuchać a nie jest źle przed ujęciem dać jej setę!" - relacjonuje Daniel Olbrychski rozmowę Kutza z Wajdą o Braunek.

O przyjaźni ze Stanisławem Dygatem i Kaliną Jędrusik, u których pomieszkiwał przez pięć lat napisał: "Dojrzewałem przy nim [Dygacie], tak jak zielony pomidor na słonecznym parapecie".

Często cytuje wypowiedzi świadków czasów, np. wypowiedzi Jacka Kuronia. Opisuje także losy artystów, z którymi pracował Kutz. Takie zabiegi rzucają szersze światło na czasy, w których tworzył reżyser.

Kutz wspomina "filmówkę": "- Był wyraźny podział na wyszczekanych arystokratów i plebejów. Tamci w krawacikach, bucikach, zamszakach, my z kompleksami. Ale to my wygrywaliśmy bo mieliśmy napęd". Najwięcej nauczył się od Chaplina, Eisensteina i Bressona. Był aktywnym działaczem ZMP, co po latach wypominali mu internauci. Asystował Andrzejowi Wajdzie przy "Pokoleniu" i był drugim reżyserem "Kanału". Nakręcił kilkaset metrów taśmy do "Kanału", co miało być jego dyplomem, ale po sukcesie filmu Wajda jakoś zapomniał o całej sprawie i koniec końców Kutz nie miał dyplomu.

Jego drugi z kolei film "Nikt nie woła" z 1960 r. wywołał skandal artystyczny i obyczajowy. "Bez niego nigdy nie doszedłbym do filmów śląskich, które są afabularne i w gruncie rzeczy polegają na formie () Dotknąłem granic odwagi osobistej. Jakaś partia, cenzura? Miałem to wszystko w dupie. Ja się nie bałem. Ja się nigdy niczego nie boję" - wspominał.

Życie w artystycznym światku Warszawy lat 60. coraz bardzie wbijało go w ślepą uliczkę. W 1967 roku wyjechał na Śląsk. Po roku napisał scenariusz do "Soli ziemi czarnej" - pierwszego ze swoich filmów o Śląsku. Wspominał "- Byłem złamany, wykończony w tej warszawie. Śląsk mnie postawił na nogi". To wtedy nawiązuje znajomość z wszechwładnym na Śląsku generałem Jerzy Ziętkiem, przewodniczącym Prezydium wojewódzkiej Rady Narodowej Katowicach. "- Gdyby nie Ziętek, "Sól ziemi czarnej" by nie powstała. To on otworzył Kutzowi drogę do kariery. Dał zgodę, swoich ludzi i pieniądze" - wspominał śląski poeta, publicysta i redaktor, Tadeusz Kijonka. Kutz do końca życia będzie wielbił Ziętka. Mówił o nim: "- Była w nim piekielna śląska siła. On w tych peerelowskich czasach ugruntował Śląsk, dzięki niemu mogliśmy w miarę normalnie oddychać. On nam przywracał wiarę w siebie, mimo tych upokorzeń, kompleksów. Dał nam drożdże na przetrwanie. A ja z własnej woli włączyłem się w tę jego robotę".

O swoich śląskich filmach ("Sól ziemi czarnej", "Perła w koronie", "Paciorki jednego różańca", "Na straży swej stać będę", "Śmierć jak kromka chleba", "Zawrócony") powie: "- Chciałem obudzić sumienia, a we współziomkach wesprzeć ich zmarniałe poczucie wartości, przynieść im ulgę i podsycić starodawną miłość do macierzy, rozbudzić ich dumę, aby w końcu porzucili swoją oślą uległość i potulność, prowadzącą do zezwierzęcenia i nijakości. To była jakby prywatne wojna o uratowanie Górnego Śląska, a także walka o włączenie rodzimej tragiczności w obieg kultury narodowej".

Zadomowił się na Śląsku na dobre. W 1971 roku zostaje dyrektorem zespołu filmowego Silesia z siedzibą w Katowicach. W lach 70. odnosi także sukcesy w teatrze (znakomity "Hamlet we wsi Głucha Dolna" w Teatrze na Woli w warszawie , "Wróg ludu" i "Kopciuch" w Teatrze Powszechnym w Warszawie).

14 grudnia 1981 r. zostaje internowany, ale po tygodniu w wyniku interwencji - jak jedni twierdzą biskupa Herberta Bednorza, inni że generała Jerzego Gruby - zostaje zwolniony.

W 1984 r. dzięki gen. Czesławowi Kiszczakowi przenosi się z rodziną do Warszawy. Ta wyprowadzka zaowocowała wspaniałymi Teatrami Telewizji (poczynając od genialnych "Opowieści Hollywoodu" z 1987 r. aż po "Dzień podróżny z 2005 r. zrealizował ich aż 23 - przed 1987 r zrealizował jedynie dwa). Ale nie zapomina o Śląsku. Stworzył Festiwal sztuki Reżyserskiej "Interpretacje" w Katowicach, doprowadził do samodzielności Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, zorganizował kongres Kultury na Górnym Śląsku, wspierał Polski Teatr Tańca w Bytomiu, "wychodził" pieniądze w Ministerstwie Kultury na Festiwal Filmów Kultowych w Katowicach i Off Festiwal w Mysłowicach.

Był agnostykiem, ale Wojciech Kilar mówił o nim w 2002 r.: "- Dla mnie ważne są formy: różaniec, msza. Kazik udaje agnostyka, ateistę, ale żyje w taki sposób, że nie wiem, kto ma większe szanse na zbawienie: ja, taki formalista, czy on, udający ateistę". Na pytanie Aleksandry Klich, czy jest chrześcijaninem odpowiedział" "- Tak. Takim z pierwszych wieków. Chrześcijaninem, który nie ma nic wspólnego z tym agresywnym katolicyzmem".

Dosadny w słownictwie. Anna Dymna "Później wielokrotnie będzie się rumieniła, słysząc, że aktorka ma >>trzymać w rękach wysuszoną pizdę" - to o roli intelektualistki". A Jan Peszek mówił: "- Bo Kazimierz klnie z kulturą. Serwuje nieprawdopodobne serie wyrazów nieparlamentarnych z takim wdziękiem, że nigdy mnie to nie drażniło. Przeciwnie, bawiło. Bo jego wulgarność jest poetycka". Za swoja niewyparzoną gębę trafia do sądu: za "ćwoka", którym nazwał prezesa TV Kwiatkowskiego

Janusz Gajos o współpracy z Kazimierze Kutzem mówi, "że spotkał tylko kilku tej klasy zawodowców () Widzi wszystko: że obraz wisi krzywo, że brakuje kokardki przy kostiumie, że ktoś się potknął w tekście".

Miał znakomite pióro, które ostrzył w felietonach najpierw do "Kroniki" w latach 70, "Panoramy" w 1981 r., potem do "Premiery", "Kina" i "Dziennika Zachodniego" w latach 90., a wreszcie od początku XXI wieku do katowickiego dodatku Gazety Wyborczej. W 1999 r. publikuje "Klapsy i ścinki. Mój alfabet filmowy i nie tylko", a w 2004 r. "Portrety godziwe". Zwieńczeniem będzie jego powieść "Piąta strona Świata", która ukazała się w lutym 2010 r. Wisława Szymborska, kiedy przeczytała fragment tej prozy wydrukowanej w "NaGłosie" powiedziała do szefa Znaku, Jerzego Ilga: "- Słuchaj, narodził nam się pisarz".

Na pytanie Aleksandry Klich, po co napisał tę książkę, odpowiedział: "- Z bólu. Mnie bardzo boli Śląsk. Śląsk, który zamieszkują ludzie nieszczęśliwi tylko z tego powodu, że urodzili się właśnie tam. Na styku kultur; na tym pierdolonym węglu. W tej piątej stronie świata".

W 1997 r. zostaje senatorem i od tego czasu datuje się jego przygoda z polityką. Nigdy jednak nie wstąpił do żadnej partii. "- Jestem liberałem, ze zdecydowanym skrętem w lewo" - mówił. I jeszcze: "- Jestem za autonomią Śląska, nie za jego odłączeniem".

Dużo jest w tej książce cytatów z "Filmówki. Powieści o łódzkiej szkole filmowej" w koncepcji dramaturgicznej Marka Millera. To stamtąd Klich garściami czerpie cytaty z wypowiedzi kolegów reżyserów i jego mistrzów ze szkoły filmowej. Także często cytuje ustępy z książki Elżbiety Baniewicz "Kazimierz Kutz. Z dołu widać inaczej" i z książki Kazimierza Kutza "Klapsy i ścinki". Autorka wykorzystuje listy Kazimierza Kutza do jego matki, które pisał przez kilkadziesiąt lat. Znajdują się one w archiwum rodzinnym. Miały być punktem wyjścia do opowieści Kutza o PRL-u. Miał ją nazwać "Listy do Anastazji". Miejmy nadzieje, że któreś wydawnictwo zainteresuje się wydaniem tych listów.

Na pytanie Aleksandry Klich, co było najważniejsze w jego życiu, odpowiedział: "- Romans ze Śląskiem. Śląsk to mój klucz do życia. Śląsk mi zagwarantował, że zrobiłem cos, czego nikt przede mną nie zrobił. Podniosłem motyw śląski do motywu kultury narodowej. Ślązacy dzięki mnie mają odwagę powiedzieć, że są Ślązakami. Wykąpałem ich w poczuciu własnej wartości."

Biografia Kazimierza Kutza napisana przez Aleksandrę Klich z nerwem, w rytmie gorączki jaką cechowało się życie jej bohatera, jest bogato udokumentowaną opowieścią nie tylko o jego życiu, ale także o Śląsku i Polsce.

---

Aleksandra Klich, "Cały ten Kutz. Biografia niepokorna", Wydawnictwo Znak, Kraków 2019.