powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Katowice. Nadzór wojewody śląskiego zbada uchwałę o odwołaniu szefowej Teatru Rozrywki

Nadzór prawny wojewody śląskiego wystąpił do zarządu województwa o uchwałę odwołującą ze stanowiska dyrektorkę Teatru Rozrywki w Chorzowie Aleksandrę Gajewską. - Po otrzymaniu uchwały nadzór będzie ją badać pod kątem zgodności z prawem - powiedziała PAP rzeczniczka wojewody Alina Kucharzewska.

Dyrektor straciła stanowisko decyzją zarządu woj. śląskiego - po tym, jak regionalny portal opublikował nagranie jej nieformalnej rozmowy z Jerzym Bończakiem, reżyserującym w chorzowskim teatrze farsę "Hotel Westminster". Rozmowę nagrano przed konferencją prasową na temat tego spektaklu. Krótka wymiana zdań, w której Bończak używał wulgaryzmów, a którą Gajewska usiłowała zakończyć, dotyczyła przedstawicieli urzędu marszałkowskiego. Reżyser przeprosił później za wulgarny język swojej wypowiedzi i zastrzegł, że nie odnosiła się ona do jego stosunku do władz woj. śląskiego oraz preferencji politycznych. W obronie odwołanej dyrektor stanął zespół Teatru Rozrywki, wsparli ją także szefowie sześciu innych teatrów muzycznych w Polsce.

W poniedziałek przedstawiciele śląskiej PO zażądali wstrzymania wykonalności i unieważnienia uchwały o odwołaniu dyrektor Teatru Rozrywki. W latach 2010 - 2014 Aleksandra Gajewska była m.in. radną i członkiem zarządu woj. śląskiego z ramienia PO.

Podczas konferencji prasowej przed katowicką siedzibą urzędów: wojewódzkiego i marszałkowskiego wiceprzewodniczący PO, poseł Borys Budka zażądał unieważnienia uchwały odwołującej Gajewską, oceniając, że została podjęta "z rażącym naruszeniem prawa". - Żądamy od wojewody śląskiego, który jest organem nadzoru, wstrzymania wykonalności uchwały zarządu woj. śląskiego, wszczęcia procedury nadzorczej i stwierdzenia nieważności tej uchwały - oświadczył Budka.

- To nie jest sprawa polityczna, to jest sprawa prawna; nie wolno przywoływać w takich sytuacjach przepisów kodeksu pracy, a zarząd województwa to zrobił. Należy w takich sytuacjach posługiwać się ustawą o prowadzeniu i organizowaniu działalności kulturalnej, a zarząd województwa tego nie zrobił. W takiej sytuacji ta uchwała tak naprawdę nie istnieje, tylko ktoś to musi stwierdzić i to jest właśnie szansa dla pana wojewody, on w tym momencie ma okazję się opowiedzieć, czy stoi w tej sprawie po stronie prawa i po stronie sprawiedliwości, czy po stronie swoich kolegów z PiS - dodał szef klubu PO w sejmiku Michał Gramatyka.

W poniedziałek marszałek woj. śląskiego Jakub Chełstowski (PiS) spotkał się z delegacją pracowników chorzowskiego teatru. W rozmowie z dziennikarzami bronił decyzji o odwołaniu dyrektor ze stanowiska.

- Sytuacja, która miała miejsce pokazuje, że lekceważący stosunek do publicznych pieniędzy, do pracowników, urzędu, do wielu wyborców, doprowadził do tego, iż (dyrektor) utraciła nasze zaufanie do kierowania tą placówką - powiedział marszałek, wskazując, iż Gajewska pozostanie w teatrze jako aktorka. Tłumaczył, iż jest ona zatrudniona w teatrze na etacie, a w czasie pełnienia funkcji dyrektorskiej była na bezpłatnym urlopie. - Więc o żadnym zwolnieniu nie ma mowy - dodał Chełstowski. Nowego dyrektora placówki ma niebawem wyłonić konkurs.

Marszałek tłumaczył, że decyzja o odwołaniu Gajewskiej ze stanowiska została podjęta kolegialnie przez zarząd woj. śląskiego. - Z naszej strony zrobiliśmy wszystko, żeby przestrzeń artystyczna (dla teatru - PAP) była, ale nie możemy też pozwolić na to, żeby instytucje kultury - bardzo ważne na mapie naszego województwa - utrzymywane z publicznych pieniędzy, czy ich dyrekcja, w tak niefrasobliwy sposób podchodziły do ludzi, których zatrudniają, i języka, którego używają - argumentował Chełstowski. Jak mówił "wulgarne słowa, które padły na tej konferencji (...) i zachowanie pani dyrektor (...) nie licują z godnością instytucji kultury".

Marszałek przypomniał, że Jerzy Bończak został zatrudniony do wyreżyserowania spektaklu przez Gajewską, stąd jej odpowiedzialność w tej sprawie. - Nie widziałem w postawie pani dyrektor takiej lwicy, która by broniła dobrego imienia placówki, którą zarządza, a która jest wspierana przez nas - powiedział Chełstowski, dodając iż zasada "kogo zatrudniasz za tego odpowiadasz" obowiązuje i będzie obowiązywać w każdym przypadku. Wskazał, że podobnie było w Parku Śląskim, gdzie prezes stracił stanowisko, gdy zatrudniony przez niego współpracownik usłyszał zarzut płatnej protekcji.