powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Chorzów. PO chce unieważnienia odwołania dyr. Teatru Rozrywki

Śląska PO chce wstrzymania wykonalności i unieważnienia uchwały o odwołaniu dyrektor Teatru Rozrywki w Chorzowie Aleksandry Gajewskiej. Marszałek woj. śląskiego Jakub Chełstowski broni decyzji o odwołaniu dyrektor i ubolewa nad jej wykorzystywaniem do "awantury politycznej".

Dyrektor straciła - decyzją zarządu woj. śląskiego - stanowisko po tym, jak regionalny portal opublikował nagranie jej nieformalnej rozmowy z Jerzym Bończakiem, reżyserującym w chorzowskim teatrze farsę "Hotel Westminster". Rozmowę nagrano przed konferencją prasową na temat tego spektaklu. Krótka wymiana zdań, w której Bończak używał wulgaryzmów, a którą Gajewska usiłowała zakończyć, dotyczyła przedstawicieli urzędu marszałkowskiego. Reżyser przeprosił później za wulgarny język swojej wypowiedzi i zastrzegł, że nie odnosiła się ona do jego stosunku do władz woj. śląskiego oraz preferencji politycznych. W obronie odwołanej dyrektor stanął zespół Teatru Rozrywki, wsparli ją także szefowie sześciu innych teatrów muzycznych w Polsce.

W poniedziałek marszałek Chełstowski (PiS) spotkał się z delegacją pracowników chorzowskiego teatru. W rozmowie z dziennikarzami bronił decyzji o odwołaniu dyrektor ze stanowiska. "Sytuacja, która miała miejsce, pokazuje, że lekceważący stosunek do publicznych pieniędzy, do pracowników, urzędu, do wielu wyborców, doprowadził do tego, iż (dyrektor) utraciła nasze zaufanie do kierowania tą placówką" - powiedział marszałek, wskazując, iż Gajewska pozostanie w teatrze jako aktorka. Tłumaczył, iż jest ona zatrudniona w teatrze na etacie, a w czasie pełnienia funkcji dyrektorskiej była na bezpłatnym urlopie. "Więc o żadnym zwolnieniu nie ma mowy" - dodał Chełstowski. Nowego dyrektora placówki ma niebawem wyłonić konkurs.

Przeciwko odwołaniu dyrektor wystąpiła w poniedziałek śląska Platforma Obywatelska, z którą związana jest dyr. Gajewska (była m.in. radną i członkiem zarządu woj. śląskiego z ramienia PO). Podczas konferencji prasowej przed katowicką siedzibą urzędów: wojewódzkiego i marszałkowskiego wiceprzewodniczący PO, poseł Borys Budka zażądał unieważnienia uchwały odwołującej Gajewską. W ocenie Platformy, podjęto ją z "rażącym naruszeniem prawa".

- Żądamy od wojewody śląskiego, który jest organem nadzoru, wstrzymania wykonalności uchwały zarządu woj. śląskiego, wszczęcia procedury nadzorczej i stwierdzenia nieważności tej uchwały - oświadczył Budka. Szef klubu radnych PO w Sejmiku Woj. Śląskiego Michał Gramatyka jeszcze piątek przekazał wojewodzie Jarosławowi Wieczorkowi stanowisko w tej sprawie. - Napisałem, że oczekuję działania polegającego na wstrzymaniu wykonania tej uchwały i orzeczenia nieważności tej uchwały, do czego wojewoda w trybie nadzoru prawnego jest nie tylko uprawniony, ale wręcz zobowiązany - powiedział.

W ocenie Gramatyki, "marszałek województwa podpisał się pod uchwałą, która zawiera bardzo poważną wadę prawną". - To nie jest sprawa polityczna; to jest sprawa prawna, nie wolno powoływać w takich sytuacjach przepisów kodeksu pracy, a zarząd województwa to zrobił. Należy w takich sytuacjach posługiwać się ustawą o prowadzeniu i organizowaniu działalności kulturalnej, a zarząd województwa tego nie zrobił. W takiej sytuacji ta uchwała tak naprawdę nie istnieje, tylko ktoś to musi stwierdzić i to jest właśnie szansa dla pana wojewody, on w tym momencie ma okazję się opowiedzieć, czy stoi w tej sprawie po stronie prawa i po stronie sprawiedliwości, czy po stronie swoich kolegów z PiS - dodał szef klubu PO w sejmiku.

Borys Budka ocenił, że odwołanie Gajewskiej to "rażące naruszenie prawa" i podkreślił, że "merytorycznie pani Aleksandra Gajewska nie dopuściła się żadnego zachowania, które uzasadniałoby tego typu postępowanie". - Rodzi się pytanie, czy pan wojewoda śląski stanie na straży prawa, potraktuje zarząd województwa tak, jak wymagają tego przepisy, czy też będzie bronił zachowania swoich partyjnych kolegów, bo przypomnę, że zarówno wojewoda, jak i marszałek to członkowie tej samej partii. Aż nie chce mi się wierzyć w to, ze wojewoda mógłby się kierować interesem partyjnym, a nie literą prawa w tym przypadku" - powiedział wiceszef PO.

Marszałek woj. śląskiego Jakub Chełstowski powiedział, że fakt, iż przedstawiciele PO przedstawili swoje stanowisko w tej sprawie pokazuje - jak mówił - "że demokracja w Polsce ma się bardzo dobrze, poseł czy b. marszałek (woj. śląskiego, Wojciech Saługa - PAP) mogą w dowolnej sprawie zabierać głos i składać protest, nie ma żadnego problemu. To pokazuje, że jest pluralizm w debacie publicznej, nie muszą się zgadzać ze wszystkimi decyzjami zarządu" - mówił marszałek, oceniając, iż w wielu sprawach w sejmiku, gdy PO głosuje przeciw lub wstrzymuje się od głosu, kieruje się motywami politycznymi. Przypomniał, że PO wstrzymała się, gdy w kwietniu głosowana była uchwała o przeznaczeniu 13 mln zł na kulturę, w tym 1 mln zł na podwyżki dla pracowników Teatru Rozrywki niższego szczebla.

- To pokazuje, że nasze intencje są szczere i za nimi idą fakty, a druga strona raczej chce tylko robić rozróbę polityczną przy każdej okazji - skomentował marszałek. - Ze smutkiem przyjmuję informację, że niektórzy próbują tę sytuację wykorzystać do awantury politycznej - dodał Chełstowski, według którego odwołana dyrektor jest "może sterowana politycznie przez PO, żeby robić wokół tej sprawy dużo szumu", z powodu czego "obuchem" obrywa chorzowska placówka.

Marszałek tłumaczył, że decyzja o odwołaniu Gajewskiej ze stanowiska została podjęta kolegialnie przez zarząd woj. śląskiego. - Z naszej strony zrobiliśmy wszystko, żeby przestrzeń artystyczna była, ale nie możemy też pozwolić na to, że instytucje kultury - bardzo ważne na mapie naszego województwa - utrzymywane z publicznych pieniędzy, czy ich dyrekcja, w tak niefrasobliwy sposób podchodzą do ludzi, których zatrudniają, i języka, którego używają - argumentował Chełstowski. Jak mówił "wulgarne słowa, które padły na tej konferencji (...) i zachowanie pani dyrektor (...) nie licują z godnością instytucji kultury".

Marszałek przypomniał, że Jerzy Bończak został zatrudniony do wyreżyserowania spektaklu przez dyr. Gajewską, stąd jej odpowiedzialność w tej sprawie. - Nie widziałem w postawie pani dyrektor takiej lwicy, która by broniła dobrego imienia placówki, którą zarządza, a która jest wspierana przez nas - powiedział Chełstowski, zapowiadając, iż zasada "kogo zatrudniasz za tego odpowiadasz" obowiązuje i będzie obowiązywać w każdym przypadku. Wskazał, że podobnie było w Parku Śląskim, gdzie prezes stracił stanowisko, gdy zatrudniony przez niego współpracownik usłyszał zarzut płatnej protekcji.

- Dla mnie to jest osobiście przykra sytuacja, bo darzyłem i nadal darzę teatr sympatią, ale ta sytuacja pokazuje, że to chyba nie działa w dwie strony - mówił marszałek woj. śląskiego. Jego zdaniem wulgaryzmy ze strony Bończaka i brak - jego zdaniem - odpowiedniej reakcji dyrektor wywołały konsternację w wielu środowiskach. - Słowa, które padły, uważam za skrajnie wulgarne, które nie licują z instytucją, z miejscem (...). Ja mam duże poczucie humoru i dystans do siebie, ale powstało też oburzenie w wielu środowiskach - dodał.

Przedstawiciele PO uznali natomiast odwołanie dyrektor za "atak na Teatr Rozrywki". Jak mówili, w obecnej kadencji zabrano teatrowi 2 mln zł, a w zeszłej próbowano odwołać marszałka Wojciecha Saługę (PO) za pokazanie w teatrze spektaklu "Klątwa". - W moje ocenie to był tylko pretekst, żeby pozbyć się merytorycznego dyrektora - osoby, za którą stoi środowisko, która została wybrana w konkursie, która miała trzyletni kontrakt, a zastąpić osobą, która będzie repertuar uzgadniać w gabinetach partyjnych działaczy i teatr stanie się nie instytucją niezależną, czego wymaga się od instytucji kultury, a będzie kolejną instytucją w której będą rządzili polityczni działacze - podsumował Borys Budka.