powiększwersja do drukupoleć znajomemu

"Asylum" na XV Międzynarodowym Festiwalu Tańca Zawirowania

"Asylum" w reż. Rami Be'era w wykonaniu Kibbutz Contemporary Dance Company z Izraela na XV Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Tańca Zawirowania w Warszawie. Pisze Beata Miernik.

Kibbutz Contemporary Dance Company, jeden z czołowych zespołów tańca współczesnego na świecie, pojawił się na XV edycji Międzynarodowego Festiwalu Tańca Zawirowania ze swoją najnowszą produkcją "Asylum" i zdobył serca wypełnionej po brzegi publiczności. W trwającym około 60 minut spektaklu wybitny choreograf i jednocześnie dyrektor artystyczny kompanii, Rami Be'er, krąży wokół zagadnień takich jak tożsamość, wolność, przynależność, tęsknota i poszukiwania własnego miejsca, domu. Trzeba przyznać, że jest to "wariacja na temat", w której Be'er pozostawia naprawdę duże pole do własnej interpretacji i ani przez chwilę nie pozwala nam się nudzić.

"Asylum" to spektakl bardzo dynamiczny i zarazem cudownie plastyczny, w którym przyglądamy się dość popularnym schematom stosowanym we współczesnym teatrze tańca, zaprezentowanym w świeży i nowatorski sposób. Choreograf umiejętnie operuje różnymi perspektywami dzięki czemu wykreowany obraz jest wielowarstwowy, sprawiając, że kompozycja przestrzeni od początku do końca jest bardzo ciekawa. Zbudowany w dużej mierze na zasadzie kontrastu i urzekającej wrażliwości obraz przedstawia tancerzy w całej ich okazałości. Be'er stwarza warunki dla swoich artystów, a ci odwdzięczają się zjawiskowo wytańczoną historią. Nie ulega wątpliwości, że Kibbutz Contemporary Dance Company pod względem ruchowym to techniczny majstersztyk na najwyższym światowym poziomie.

Zespół prezentuje imponujące umiejętności przepływu, precyzji i absolutnej kontroli ciała. Wielki podziw wzbudzają mniejsze formy, których w spektaklu nie brakuje - partie solowe i duety, podczas których tancerze zachwycają różnorodnością i jakością ruchu bogatego w szybkie zmiany i zróżnicowane tempo. Zachwyca także zdolność grupy do tworzenia jednego organizmu na scenie. I jest to organizm absolutnie piękny, który nieustannie pulsuje, płynie, oddycha. Podczas spektaklu nie ma chwili na wytchnienie zarówno dla wykonawców jak i dla widza i jest to wbrew pozorom bardzo przyjemne doświadczenie totalnego komfortu. Nie sposób wyróżnić konkretne nazwiska ponieważ grupa jest na tyle starannie wyselekcjonowana i silna, że każdy kolejny duet, solo czy trio wywołuje coraz mocniejsze wrażenia. Nie mniej jednak, w partiach zespołowych, pomimo generalnej spójności i bardzo ciekawych rozwiązań choreograficznych, a także robiącej wrażenie energii pomiędzy tancerzami, zdarzają się momenty, w których nieco wybija nas brak uważności na detale ruchowe, na których poniekąd bazuje spektakl i z których zespół jest znany. Be'er uwielbia uzupełniać choreografie małymi, precyzyjnymi elementami, które w moim odczuciu stanowią dodatkowy i bardzo istotny "smaczek", dlatego oczekiwałoby się, że będą dopięte na ostatni guzik i o ile we wspomnianych mniejszych formach oczekiwania zostały zdecydowanie spełnione, o tyle w scenach grupowych zbudowanych na bazie synchronu były momenty, w których tego zabrakło. Poza oczywistymi, fantastycznymi warunkami fizycznymi tancerzy, warto zwrócić uwagę na umiejętności aktorskie. Pod tym względem nie można się do niczego przyczepić, tancerze nie narzucają się i nie przesadzają, za to serwują bardzo charakterystyczne i wyważone zabiegi, jak ten w którym ustawiają się w kształt kwadratu wokół sceny, mierzą do siebie z wyimaginowanej broni czy kiedy jeden z tancerzy zaczyna krzyczeć. Te właśnie momenty robią bardzo duże wrażenie.

Jeżeli chodzi o składowe spektaklu, mieszane uczucia wzbudza we mnie warstwa muzyczna. Be'er połączył ze sobą muzykę popularną, którą osoby praktykujące taniec współczesny często mogą usłyszeć na zajęciach z muzyką instrumentalną, emocjonalną, nieco niszową. Jest to ciekawy zabieg, ale w kilku miejscach muzyka przeszkadzała, choć trzeba przyznać, że była bardzo dobrze skompilowana. Wyjątkowy był za to moment w którym na scenie pojawiła się w pół naga tancerka, odwrócona plecami do widowni, wędrująca po czarnym horyzoncie od lewej do prawej strony. Wówczas muzyka w cudowny sposób podkreśliła symboliczny charakter sceny. Na wielkie uznanie, w moim odczuciu, zasługują także światła. Minimalistyczne, kreujące atmosferę niemal intymną, tajemniczą, niekiedy zmysłową, doskonale eksponują tancerzy i choreografię. Zdecydowanie podbijają estetyczną wartość spektaklu udowadniając, że bardzo często mniej znaczy lepiej.

Be'er to klasa sama w sobie, dlatego oczekiwania wobec "Asylum" były wysokie. Czy zostały zaspokojone? Uważam, że tak. Uważam też, że pojawienie się izraelskiego zespołu na warszawskim festiwalu to bardzo ważne i potrzebne wydarzenie, które jednocześnie niesie ze sobą refleksję na temat teatru tańca generalnie, a także na temat jego kondycji w Polsce. Właśnie takich spektakli nam potrzeba i takie spektakle powinniśmy oglądać jak najczęściej. Takie spektakle wreszcie uświadamiają czym rzeczywiście jest teatr w tańcu i taniec w teatrze oraz jak wiele pracy kosztuje efekt, któremu mamy zaszczyt się przyglądać. Swoim poniedziałkowym występem w Teatrze Studio Kibbutz Contemporary Dance Company na czele z Rami Be'er, zawiesili poprzeczkę naprawdę wysoko. I dobrze. Takiego poziomu powinno się oczekiwać od teatru i ludzi którzy go tworzą.