powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Podążać za marzeniami

Z młodej aktorki bije upór, prawdziwa siła i przekonanie, że porażka, która na chwilę wywołała łzy, tak naprawdę przybliża ją do sukcesu - o monodramie "Być jak Meryl" Weroniki Wierzbowskiej w reż. Grzegorza Pawlaka w warszawskim Centrum Zarządzania Światem pisze Iwa Poznerowicz w Teatrze dla Wszystkich.

Centrum Zarządzania Światem to klimatyczne miejsce na warszawskiej Pradze. Wystarczy zejść kilka schodków w dół, żeby znaleźć się w przestronnej piwnicy, która jest doskonałym miejscem na koncerty muzyczne, spotkania z poezją, kabarety, stand-upy, wystawy fotografii czy pokazy mody. W tej niewielkiej piwnicznej przestrzeni swój autorski monodram "Być jak Meryl" zaprezentowała absolwentka wydziału aktorskiego Społecznej Akademii Nauk - Weronika Wierzbowska. Jednym z jej wykładowców i przewodników po krętych ścieżkach drogi do zawodu aktora był reżyser, lektor i aktor - Grzegorz Pawlak. Znając trudy, jakie pojawiają się przed młodymi adeptami, podjął się wyreżyserowania monodramu Weroniki Wierzbowskiej.

"Być jak Meryl" to opowieść o marzeniach, a raczej o ciężkiej i wyboistej drodze do ich spełniania. Bohaterką monodramu jest Aśka - młodziutka, początkująca aktorka. Jej niedościgłym wzorem, guru, jest amerykańska gwiazda - Meryl Streep. Aśkę poznajemy w momencie, gdy bierze udział w zdjęciach próbnych do roli w międzynarodowej produkcji. Uczestnictwo w tym castingu trudno nazwać sukcesem. Rozgoryczona dziewczyna wykrzykuje swoją frustrację do zdjęcia Meryl Streep, wiszącego na ścianie w jej pokoju. Poznajemy walkę Aśki o zainteresowanie - jej odbijanie się od każdego castingu jak od ściany. Jest zdecydowana, nawet całkowicie zdeterminowana, aby zrealizować swoje marzenia. Wie, że to wiąże się z ryzykiem i wyrzeczeniami. Jednak jest gotowa podjąć je bez chwili zastanowienia. W życiu Aśki trafiają się również momenty zwątpienia, a nawet pojawiają się myśli, że może nie warto tak walczyć, może to nie dla niej, może to nie ma sensu. Jest tyle zawodów, które może wykonywać. Jednak jedno spojrzenie na zdjęcie Meryl Streep, wciąż wiszące na ścianie, powoduje, że dziewczyna postanawia ponownie dać sobie szansę i decyduje się jeszcze mocniej i wytrwalej walczyć o siebie i swoje marzenia. W pewnym momencie nawet udaje amerykańską aktorkę (w stylizacji trochę jak z "Diabeł ubiera się u Prady") i sama udziela sobie rad.

Swój monodram Weronika Wierzbowska napisała opierając się na własnych doświadczeniach. Tak naprawdę to jest opowieść o niej, a Aśka to Ona - Weronika. Jej tekst jest pełen emocji, wzruszeń i szczerej egzaltacji. Początkująca aktorka ma dużo atutów - jest młoda, ładna, wrażliwa, świeża i szczera. I przede wszystkim utalentowana. Wykonana przez nią piosenka "Tylko w moich snach" (słowa Agaty Miklaszewskiej i Maryny Miklaszewskiej, muzyka Janusza Stokłosy), z musicalu "Metro", bardzo ciepło i subtelnie zabrzmiała w piwnicznych wnętrzach.

Weronika Wierzbowska w swojej grze aktorskiej pokazuje szeroki wachlarz emocji i jest w tym bardzo prawdziwa. Z łatwością i naturalnością przechodzi od spokoju, czy wręcz uległości, do buntu, od złości do bezradności. Z młodej aktorki bije upór, prawdziwa siła i przekonanie, że porażka, która na chwilę wywołała łzy, tak naprawdę przybliża ją do sukcesu.

Monodram zaczyna się startem w castingu, a kończy informacją o jego rezultatach. Ta swoista klamra powoduje, że tekst autorstwa Wierzbowskiej jest pełną, zamkniętą całością. Nie nudzi i każdy z nas może tam znaleźć pozytywne dla siebie przesłanie - "idźmy za swoimi marzeniami, bo warto". A jeśli chodzi o Weronikę Wierzbowską i jej marsz ku kolejnym sukcesom? Jestem pewna, że spełni swoje pragnienia i jeszcze nieraz o niej usłyszymy.