(Nie)będzie dobrze

"Staś i Zła Noga" Tomasza "Spella" Grządzieli w reż. Bartłomieja Błaszczyńskiego w Teatrze Śląskim w Katowicach. Pisze Dominik Gac. Członek Komisji Artystycznej 25. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

Przyzwyczailiśmy się do dzielenia teatru na ten dla dorosłych oraz ten dla dzieci i młodzieży. Tymczasem teatr dla dzieci zazwyczaj nie jest teatrem dla młodzieży. Można spierać się o jakość propozycji dla widzów najmłodszych, nie ma jednak wątpliwości, że mają do dyspozycji szeroką ofertę artystyczną. Inaczej niż w przypadku ich starszych koleżanek i kolegów. Powody tej sytuacji są rozmaite, jeden wydaje się jednak szczególny - trudność w dotarciu do odbiorcy. Język musi przecisnąć się pomiędzy Scyllą fałszywej (i często żenującej) bliskości, a Charybdą paternalizmu. Problemem jest także tematyka. Szkoda czasu i wysiłku na wciąganie młodych ludzi w świeżo opuszczony świat baśniowych metafor i morałów. Artyści, którzy próbują skomunikować się z tym kręgiem odbiorców, stają więc przed niebagatelnym wyzwaniem. Tym bardziej cieszą ich w tej materii zwycięstwa, czego przykładem "Staś i Zła Noga" - spektakl będący efektem kooperacji katowickich scen: Teatru Śląskiego i Śląskiego Teatru Lalki i Aktora "Ateneum", grany na Scenie w Malarni tego pierwszego.

Historię zaczerpnięto z komiksu Przygody Stasia i Złej Nogi autorstwa Tomasza "Spella" Grządzieli, który na potrzeby teatru zaadaptowała Katarzyna Błaszczyńska - występująca na scenie jako Mama. Jej Syn, Staś (Dawid Kobiela), jest wyjątkowym chłopcem. Nie z powodu niepełnosprawności, której zresztą nie widzimy (dowiadujemy się o niej z tekstu), a zażyłej przyjaźni, łączącej go ze Złą Nogą (Michał Rolnicki). Upodmiotowienie chorej części ciała pozwala na odsłonięcie jej prawdziwej i zaskakującej natury, odzwierciedlającej schowaną przed światem sferę psychiki chłopca. Mamy bowiem do czynienia z bohaterem zgryźliwym acz inteligentnym. W przyjaźni lojalnym, ale i despotycznym. Przede wszystkim jednak takim, który opowiada nam rzeczywistość widzianą bez różowych okularów. Te zaś nosi Staś, biorący wszystko, co spotyka go w życiu, za dobrą monetę. Czy jest to psychologiczny mechanizm wyparcia, czy też świadoma strategia obrony przed kolejnymi nieszczęściami - trudno rozsądzić. Ważne, że działa. Choroba to jedno, trudne warunki materialne to drugie, a trzecie (jakby mało było kłopotów) są poważne problemy w szkole. Wykluczenie przez rówieśników to doświadczenie powszechne (a przez to prawdopodobnie interesujące dla odbiorcy), ale jednocześnie niezwykle bolesne, zwłaszcza jeśli jego powodem są zupełnie od nas niezależne okoliczności, takie jak niepełnosprawność.

"Staś i Zła Noga" to przedstawienie, które nie narzuca wzorców relacji z osobami wykluczonymi. Nie jest po belfersku autorytatywne i nie wymusza na widzu solidarności. Poznając tę historię z perspektywy uśmiechniętego i żywiołowego chłopca, mamy szasnę sami odnaleźć w sobie odpowiednią wrażliwość - co jest jedną z największych zalet katowickiego spektaklu. Wyrugowanie z kreacji głównego bohatera płaczliwych tonów i rezygnacji, którą widzimy raczej u dręczonej codziennym mozołem Mamy, sprawia, że Staś nie wzbudza w nas litości, lecz sympatię. Kibicujemy mu, bo jest fajny, a nie dlatego, że jest biedny. Ma w sobie jeszcze jeden - kluczowy - rys, mianowicie dzielność. Mocą swojej wyobraźni powołującej kompana (nikt inny poza Stasiem nie rozmawia ze Złą Nogą) nie tylko stawia czoła problemom, ale znajduje też siłę na wspieranie Mamy. Nie jest jednak żadnym superbohaterem - wręcz przeciwnie. Staś to w bezlitosnej skali sukcesu absolutny przegryw. Jak nie poddać się czarnej, brutalnej rzeczywistości i znaleźć radość w złych ocenach oraz nauczycielskich uwagach wpisywanych do dziennika? Ten, kto zgłębi tę tajemnice, zyska wielką moc. Tak jak Staś.

Trudno też współczuć Złej Nodze. Rolnicki gra brawurowo i energetycznie, ekspresję wykorzystuje jako narzędzie komunikacji i pomoc w opanowaniu mniej lub bardziej niesfornej młodzieży zasiadającej na widowni. Pomaga mu w tym charakter Złej Nogi, której przydomek nie jest przypadkowy. Bohater pozwala sobie nie tylko na ironię, ale i na złośliwość - również wobec publiczności. Reżyserujący przedstawienie Bartłomiej Błaszczyński wykorzystuje konfrontacyjny potencjał postaci i wysyła aktora między widzów. Szukanie bliższego kontaktu ma w tym wypadku coś z atmosfery pojedynku, czy zaczepki na szkolnym korytarzu. Co wrażliwsi odbiorcy mogą poczuć się zaniepokojeni, zwłaszcza jeśli ulegną sugestywności znakomitych wizualizacji. Na obejmujących pół sceny zasłonach pojawiają się co jakiś czas kompozycje wysoce psychodeliczne. Utrzymane w konwencji kolażu starych filmów VHS zdają się być dla współczesnych odbiorców wykopaliskami z minionej epoki - choć równie dobrze mogą być zaskakująco aktualne, należy wszak pamiętać, że żyjemy w epoce retromanii, której wybitnie sprzyja internet żywiący się estetyką vintage, vaporwave itp. Za stronę wizualną (scenografię, kostiumy i światło) odpowiada Magdalena Grundwald. Gdyby światło zostało potraktowane z odrobinę większą pieczołowitością, mielibyśmy do czynienia ze spektaklem kompletnym.

Strona wizualna, choć istotna, nie jest jednak tak ważna, jak gra aktorska. Spektakl napędza energia Rolnickiego i Kobieli. Choreograficzna intensywność porywa widownię, ale niekiedy utrudnia podążanie za wcale nieoczywistym tekstem. Wydaje się jednak, że te mankamenty nie mają większego znaczenia w konfrontacji z efektem końcowym, o którym można napisać, iż jest surrealistyczną i heroiczną podróżą barwnego bohatera przez szarą rzeczywistość, którą (mocą wyobraźni) zamienia nie w krainę spokoju i ukojenia, a przestrzeń z pogranicza koszmaru. Ta niejednoznaczność to największy walor "Stasia i Złej Nogi", pozwalający doprowadzić przedstawienie do wstrząsającego finału. Bez happy-endu, bez tanich morałów. Życie bywa okrutne i nie ma żadnych dowodów na to, że w przyrodzie występuje zależność, która skutkuje rekompensatą szczęścia przysługującą za ciężkie doświadczenia. Lekcja to nieprzyjemna, ale wartościowa. Dorośli udzielają jej sobie nieustannie - często używając do tego dzieci, które gwarantują wzmożenie wzruszeń. Niedawnym tego przykładem jest głośny i znakomity film "Kafarnaum" w reżyserii Nadine Labaki. Wspominam o tej produkcji bowiem wieńczący ją uśmiech głównego bohatera (Zaina, którego gra Zain Al Rafeea) jest oznaką tej samej dzielności, którą ma w sobie Staś oddzielony od Złej Nogi, ale cały czas zanurzony w szarym i chropowatym świecie, którego nieubłagane działanie widzi na swojej Mamie. Bo ten świat nie zmieni się tylko dlatego, że Złą Nogę wystrzelimy w kosmos. Bez niej nie będzie lepszy, tylko jeszcze bardziej pusty.

**

Tomasz "Spell" Grządziela STAŚ I ZŁA NOGA. Reżyseria: Bartłomiej Błaszczyński, scenografia, kostiumy, reżyseria światła: Magdalena Grundwald, choreografia: Sylwia Hefczyńska-Lewandowska, muzyka: Jakub Adamiak, adaptacja: Katarzyna Błaszczyńska. Teatr Śląski im. Wyspiańskiego; prapremiera 14 grudnia 2018.

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego