powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Taksówką do krainy śmiechu

Po sukcesie farsy "Mayday" Ray'a Cooney'a Scena Polska idzie za ciosem i przygotowuje "Mayday 2". Premiera odbędzie się 21 maja, o godz. 19.00 na deskach Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie. O najnowszym przedstawieniu opowiada reżyser, Karol Suszka, który zrealizował też pierwszą część "Mayday".

Za pośrednictwem "Mayday 2" wracamy do świata Johna Smitha, taksówkarza bigamisty. To ciągle ten sam bohater tylko kilkanaście lat starszy

- Dokładnie szesnaście lat, bo w tym wieku są jego dzieci Zaprezentujemy ciąg dalszy przygód głównego bohatera i liczymy na doborowe nastroje na widowni, bo druga część "Mayday", podobnie jak pierwsza, ma za zadanie przede wszystkim cieszyć i radować odbiorcę. Nasz taksówkarz znów znajdzie się w kryzysowych i trudnych do pozazdroszczenia sytuacjach, a my będziemy śledzić te perypetie z zapartym tchem.

Znowu popłaczemy się ze śmiechu?

- Trudno mi mówić przed premierą, co się stanie. Teatr polega na konfrontacji i dopiero widz zadecyduje, czy jest to spektakl wywołujący śmiech. Muszę jednak przyznać, że farsa "Mayday 2" jest pięknie zagrana przez zespół Sceny Polskiej. To nie jest tylko komika dla komiki, ponieważ aktorzy przy okazji próbują nam powiedzieć całkiem serio o różnych problemach i dylematach życiowych.

Kiedy rok temu realizował Pan "Mayday", komediowy charakter tej sztuki i współpraca z aktorami dała Panu wytchnienie w trudnym dla Pana okresie. Czy obecna realizacja "Mayday 2" również przyniosła Panu satysfakcję?

- Przyznam się bez bicia, że kiedy zaproponowano mi realizację "Mayday 2", trzy razy zabierałem się za przeczytanie tej sztuki. Jest to bowiem ten rodzaj literatury, przez który ciężko mi przebrnąć. Po prostu męczy mnie ekshibicja literacka i nie lubię wszelkiej ekshibicji Poza tym nie bardzo wiedziałem, o co właściwie autorowi chodzi i kompletnie brakowało mi pomysłu, od czego zacząć. Olśnienie przyszło pewnego dnia, gdy Scena Polska grała pierwszą część "Mayday". Stałem za kulisami, obserwowałem świetną grę naszych aktorów i naraz wszystko zaczęło mi się rozjaśniać. Zaraz po zakończeniu przedstawienia pobiegłem do domu i jednym tchem przeczytałem "Mayday 2". Tego dnia zaczęła klarować się wizja przedstawienia, a ja nabrałem szacunku do tej sztuki. Aktorzy także uwierzyli w sens kontynuacji teatralnej historii i rozpoczęliśmy próby, bawiąc się przy tym setnie. Jednak rzeczywiście inaczej pracuje mi się przy drugiej części "Mayday". Wróciłem do Teatru Cieszyńskiego po sukcesie przedstawienia "M. Zimińska" zrealizowanego przeze mnie w listopadzie ubiegłego roku w Teatrze Dramatycznym w Płocku. Ponadto czerpię wiele satysfakcji z rozbudowanej roli Czarodzieja w "Opowieściach lasku wiedeńskiego" Sceny Polskiej. W związku z tym mam poczucie, że jestem już za tym trudnym okresem.

Zarówno przy "Mayday", jak i "Mayday 2" współpracuje Pan z tym samym scenografem, Aleksandrem Owerczukiem. Zakładam jednak, że nie będzie to ta sama scenografia

- A dlaczego nie może być ta sama? Przecież akcja przedstawienia nadal rozgrywa się w tym samym mieszkaniu taksówkarza Johna Smitha. Jeżdżę do Anglii od 1968 roku i zauważyłem, że w tamtejszych mieszkaniach naprawdę niewiele się zmienia. Jak przyjdą i urządzą, to już koniec! Lata lecą, a wystrój ciągle ten sam. Oczywiście, w te przybytki wkraczają nowe technologie, jak komórki, komputery i internet, co również zaakcentujemy w naszym przedstawieniu.

Jeśli chodzi o obsadę, na Scenie Polskiej pojawią się dwie nowe twarze - Klaudia Gryboś i Paweł Bernadowski, którzy wcielą się w nastoletnie dzieci taksówkarza bigamisty. Proszę opowiedzieć o współpracy z tymi aktorami.

- Praca układa się bardzo dobrze. Muszę z przyjemnością przyznać, że to dwójka bardzo utalentowanych i ochotnych aktorów, którzy już zżyli się z zespołem. Co jest cenne dla mnie jako reżysera, oboje są otwarci, nie mają kompleksów i nie chowają się po kątach jak to zwykle bywa w teatrze z młodymi nowicjuszami. Ponadto uczciwie pracują, co momentalnie odczuwam, wchodząc na próbę. A przy tym wszystkim nie zadzierają nosa. Jestem z nich bardzo zadowolony, tym bardziej, że widzę, jak długą drogę przeszli od pierwszych prób do premiery, podczas której są godnymi partnerami dla naszych doświadczonych aktorów, czyli Joasi Litwin, Małgosi Pikus, Tomka Kłaptocza czy Grzesia Widery.

Zostaną na stałe ze Sceną Polską?

- Ja osobiście nie miałbym nic przeciwko temu, ponieważ są to bardzo utalentowani i uczciwi w pracy ludzie.

W "Mayday 2" zobaczymy na scenie również Pana w roli taty

- Tak, ale trochę później. W premierowym wykonaniu zagra bowiem Rafał Walentowicz. Na koniec chciałbym dodać, że mamy wielką nadzieję, iż kontynuacja "Mayday" zostanie przyjęta tak samo dobrze, jak pierwsza część, a może nawet lepiej. W przypadku tego przedstawienia śmiech i radość na widowni są bowiem największą zapłatą dla aktorów. A kto jeszcze nie widział pierwszej części tej znakomitej farsy, nadal ma okazję to nadrobić, rezerwując bilety do teatru.