powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Jędryka

Wśród natłoku wydarzeń, komentarzy, tego wszystkiego co nas przytłacza, niezauważalnie odchodzą od nas ludzie ważni, artyści już zapomniani, a przecież ich dzieła pozostają w nas. Zmarł Stanisław Jędryka. Reżyser filmowy - pisze ks. Andrzej Luter.

Dzięki niemu nasza doczesność była lepsza, piękniejsza, oryginalniejsza, dowcipniejsza, mądrzejsza, czasami weselsza, a niekiedy wzruszająca, refleksyjna.

Nie miał łatwego życia, pisał o tym w swojej książce wspomnieniowej. Syn dwóch matek, swego ojca nigdy nie poznał. Dwóch matek, bo młoda wiejska kobieta, która go urodziła, a było to w roku 1933, aby ukryć fakt, że był dzieckiem nieślubnym, oddała go małżeństwu, prowadzącemu niewielki sklep, w którym pracowała. Sam zainteresowany o tym, kto naprawdę jest jego biologiczną matką, dowiedział się dopiero po kilku latach. "To brzmi jak motyw z XIX-wiecznej powieści - pisał śp. Stanisław. Dorosły Jędryka bywał raz u jednej matki, a raz u drugiej. I jadąc do którejś z nich, odnosił wrażenie, że jakoś rani tę drugą. Tak myślał, tak czuł.

Wspominam Stanisława Jędrykę z ogromnym wzruszeniem.

My z niego wszyscy, myślę o swoim pokoleniu, myślę o sobie. To był reżyser bez którego moje dzieciństwo byłoby uboższe i smutniejsze. To on zrealizował filmy i seriale według książek Adama Bahdaja: "Do przerwy 0:1" (wersja kinowa: "Paragon gola"), "Podróż za jeden uśmiech", "Wakacje z duchami", "Stawiam na Tolka Banana". Potem były jeszcze: "Koniec wakacji", "Szaleństwo Majki Skowron", "Zielona miłość". Były też ciekawe filmy dla dorosłych, np. "Dom bez okien", "Umarłem, aby żyć", "Urodzony po raz trzeci", "Po własnym pogrzebie".

To Jędryka był pierwszy, dzięki niemu w dużej mierze mogę powiedzieć "kocham kino". Wajda, Has, Fellini byli później, na jego filmach "nauczyłem się oglądać", odbierać sztukę.

Widywałem go ostatnio często, niemal codziennie, jadał bowiem obiady w restauracji kina "Kultura". Z drugiej strony budynku, od ulicy Trębackiej, jest redakcja mojej WIĘZI, więc też wpadam do "Kultury" na kawę albo na lunch. Rozmawialiśmy sobie od czasu do czasu i zawsze w czasie tych spotkań "odkręcała się" w mojej głowie taśma z przeżyciami lat dziecinnych. Wracałem przynajmniej w myślach do tamtych, niezapomnianych chwil. Ostatnio śp. Stanisław poruszał się z coraz większą trudnością, zawsze jednak można go było poznać po długich, rozwianych, białych jak śnieg włosach.

Wiele osób podkreśla, że wychowało się na jego filmach kilka pokoleń. Jego seriale przyciągały przed telewizory wielomilionową publiczność, podwórka w czasie emisji wyludniały się, a powiedzenia i piosenki, które w nich słyszeliśmy, przechodziły do mowy potocznej.

Stanisław Jędryka wspominał: "Wpadła mi w ręce książka Adama Bahdaja >>Do przerwy 0:1<<. Zachwyciłem się nią, bo moją drugą pasją, poza kinem, była piłka nożna. Grałem w juniorach drugoligowej Stali Sosnowiec jako pomocnik. Czasem wchodziłem do pierwszej drużyny (...). Marzyłem o zrobieniu filmu o futbolu. Wiktor Woroszylski pisał mi nawet scenariusz o kulisach polskiej ligi".

"Do przerwy 0:1" to opowieść o chłopakach z robotniczej warszawskiej Woli: Paragonie, Mandżaro i Perełce, którzy zakładają zespół piłkarski Syrenka, by wziąć udział w turnieju dzikich drużyn.

Czwarty odcinek "Ucieczka", najbardziej oddaje ducha, atmosferę tego serialu. Paragon w depresji, mama w szpitalu, on kaperowany przez szemranych działaczy konkurencyjnego Huraganu. Zniknął, zaszył się na przystani nad Wisłą, noc spędził w jakimś starym kajaku. I tam właśnie poznał sympatycznego, zagubionego i przyjacielskiego Rudego Mirka (Tomasz Rajek), chłopca mieszkającego tylko z dziadkiem, który chce dostać się na Jawę. Trzeba tylko dopłynąć do Gdańska, potem ukryć się na statku i uciec do Londynu, a stamtąd na wymarzoną Jawę. Zaledwie siedemnaście mil morskich. Marzenie za innością, za wolnością, pragnienie wyzwolenia się z peerelowskiej przaśności. Paragon (Marian Tchórznicki) jakby przez chwilę też zaczął marzyć o czymś nieznanym, pięknym, innym. Zwycięża pragmatyzm: "Legalnie za dużo czytasz - mówi do Mirka - Tobie normalnie brak inteligencji, ty tylko książki masz w głowie".

Tak, chciało się czasami na Jawę, ale to był tylko sen.

Śp. Stanisław potrafił pokazać w jednej postaci, czasami śmiesznej, czasami smutno-śmiesznej: przyjaźń, czułość, tkliwość, bezradność, lojalność, złośliwość, choleryczność, tchórzliwość, interesowność, absurdalność, niezależność, szaleństwo. Bo to wszystko jest w człowieku, tym wulkanie dobra i zła. Była w jego dzieciakach delikatność, subtelność, lekkie zawstydzenie, ironiczny uśmiech, zaciekawienie życiem.

Kilka godzin przed pogrzebem Filip Łobodziński, jeden z ulubionych dziecięcych aktorów Stanisława Jędryki, przysłał mi wzruszające wspomnienie o zmarłym, z prośbą o odczytanie w czasie uroczystości pożegnalnych.

Napisał tak:

Kochać filmy - i przez długie lata nie móc ich kręcić, "bo tak się dziś nie opowiada".

Kochać opowiadanie ludziom historii - i żyć w głuchej samotności.

Dochować się kilku pokoleń wdzięcznych widzów - i umierać w samotności.

To skandal.

Jeśli pamięć pokoleniowa o filmach nie wyklucza zapomnienia o ich Twórcy - to czy to naprawdę jest pamięć?

Jeśli "tak się dziś nie opowiada" - to może tym gorzej dla "dziś"?

Dopiero teraz, Panie Reżyserze, zaczyna do nas docierać nie tylko, jak wiele utraciliśmy z Pana odejściem - ale jak wiele traciliśmy przed lata, odchodząc od Pana.

Jest Pan teraz wolny już od skandalu tego świata, który nie umiał okazać Panu, ile Panu zawdzięcza. Teraz może spotka się Pan z Markiem Sikorą, Andrzejem Kowalewiczem, Sergiuszem Lachem i Jackiem Zejdlerem.

Może będzie Pan, Nasz Drogi Przyjacielu i Artysto, mógł sformować Tam nową ekipę, złożoną z prawdziwych: Karioki, Majki i Elżbiety, Paragona, Ariela, Perełki, Poldka, Dudusia, Filipka, Cygana i Jurka.

Już nie będzie Pan musiał zabiegać w pokorze o fundusze, bo Tam nie będą potrzebne.

Zwyczajowo nad trumną, nad grobem mówimy "Wieczne odpoczywanie".

Ja chciałbym westchnąć: "Wieczne filmowanie racz mu dać, Panie".

Filip.

Do zobaczenia Panie Stanisławie; może tam w tej innej rzeczywistości też będzie można wyruszyć w podróż za jeden uśmiech

Jak w zamku Bergmanowskim wszyscy czekamy na nieuchronnego gościa. "Niby dwie strony a jedna". Bo wszyscy jesteśmy świadomi swojego umierania, z każdym dniem - niby dwie strony a jedna. Dziś żyjemy, pełnią życia, i tak ma być, jutro umrzemy, ruchem ciągłym przechodzimy na drugą stronę.

Patrzmy nie na to, co się da zobaczyć, lecz na to, czego zobaczyć się nie da. Wszystko, co da się zobaczyć, jest ulotne. A to, czego się nie da zobaczyć, jest wieczne. Nasze życie jest rodzajem obrazu. Cieniem. Ono przeminie. Jeśli uwierzymy jednak w życie wieczne, zobaczymy je teraz, w życiu doczesnym. Bo nasze życie wieczne rozpoczyna się teraz. Nie po śmierci!

Panie Stanisławie, dziękujemy za wszystko... Wiele filmów zapomina się, i to bardzo szybko, odpływają z naszej pamięci błyskawicznie, ale te przez Pana zrealizowane będę pamiętał zawsze, bo były to filmy dzieciństwa, mądre filmy. Tyle lat ich nie widziałem, a wszystko pamiętam. I myślę że to nie tylko moje doświadczenie.