powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Wiatr w łepetynie

"Kilka scen z życia. Według Płatonowa" w reż. Anny Gryszkówny w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Pisze Kamila Łapicka na stronie Słuchy z teatru (i okolic).

Pod tytułem "Kilka scen z życia" ukrywa się "Płatonow". Ukrywa się dobrze, bo scena należy przede wszystkim do kobiet. W każdym razie w spektaklu przygotowanym przez Annę Gryszkównę w warszawskim Teatrze Dramatycznym.

Nożyce Gryszkówny-adaptatorki wycięły z utworu Czechowa kilka scen obyczajowych. Dominują obyczaje godowe. Każda z pań obecnych w majątku Wojnicewów stara się zyskać przychylność Płatonowa. Gospodyni, wdowa po generale (Agata Wątróbska), wabi go finansowym komfortem i wizją poligamicznego szczęścia - nie ma zamiaru swego kochanka rozwodzić. Dawna miłość, "mądra lalka" Sonia (Martyna Kowalik), stara się grać nieprzystępną, ale na krótko jej starcza zapału. I wreszcie Maria Grekow (Agata Góral), "mądra bestia", której inteligencja przegrywa z pragnieniem bycia kochaną. Zaloty każdej z nich zostają w jakimś momencie przyjęte tylko po to, by następnie mogły zostać odrzucone, bo chory na Płatonowa Płatonow żadnej kobiecie nie może dać szczęścia. Swojej prostodusznej żonie Saszy (Agata Różycka) tym bardziej.

Wszystkie aktorki zagrały dobre role, choć gdybym miała wyróżnić jedną z nich, byłaby to Agata Góral. Zadanie miała niełatwe - jej postać jest napisana na jednej tylko nucie. To rozedrgana i dumna studentka chemii, która staje się obiektem kpin Płatonowa, wątpiącego w jej umysłowe przymioty ("mała idiotka"). Trudno jej rozwinąć skrzydła - pojawia się zaledwie w kilku epizodach, najczęściej ocierając łzy. Mimo to Agata Góral kradnie scenę pozostałym kolegom. Jest niezwykle wiarygodna, przejmująca i w swoim zacietrzewieniu na rodzaj męski - zabawna. Przypomina w tym bohaterki "Ślubów panieńskich". Aktorce udało się także stworzyć rodzaj obietnicy na przyszłość - pozwala nam domyślać się w jak nietuzinkową kobietę może się przedzierzgnąć jej młodziutka bohaterka z upływem lat. Jeśli tylko nie zrujnuje jej ten lub ów Płatonow.

W starciu z kwestami z dramatów Czechowa, nawet w przypadku młodzieńczego utworu napisanych bardzo sprawnie i pełnych głębi, nie zaszkodzi świetny warsztat i/lub życiowe doświadczenie. Którejś z tych rzeczy zabrakło w "Kilku scenach..." w przypadku męskiej części obsady. Dlatego trudno postrzegać Płatonowa (Otar Saralidze) jako tragicznego i zarazem niepoważnego donżuana. Na razie ten Płatonow jeszcze od ziemi nie odrósł. Dlatego trudno żałować zdradzonego przez Sonię Sergiusza (Sebastian Skoczeń), pogrążonego w samozadowoleniu. Może jedynie Marcin Stępniak w roli Mikołaja, szwagra Płatonowa, zaznaczył rysy tej charakterystycznej czechowowskiej dwuznaczności: i chce żyć, nie wie jak żyć. Słychać to wyraźnie, gdy objaśnia generałowej swoje uczucia do Marii:

"Co właściwie mnie do niej ciągnie - trudno określić. Czy to z nudów, czy to miłość, czy jeszcze co innego, nie mam pojęcia. Wiem, że czasem - po obiedzie - tęskno mi za nią".

Adam Tarn, autor tłumaczenia, z którego korzystała Anna Gryszkówna, zauważył w krótkim wprowadzeniu do dramatu, że nie ma w nim ani jednej pozytywnej postaci. Wszyscy ranią się nawzajem i pozwalają zadawać sobie rany. Kto się śmieje - ten płacze, kto płacze - ten budzi śmiech. Podli są świadomi swojej nikczemności, a słabi - braku charakteru. Wiatr hula w łepetynach, co poetycko ujmuje generałowa, strofując Mikołaja:

"Na własną łepetynę niech pan nie liczy. (puka w stół) Oto pańska łepetyna! (gwiżdże) Wiatr w niej hula. Bo co z tego, że jest mózg, jeśli nie ma za grosz rozsądku?".

Czy bohaterowie "Płatonowa" nie mają przyszłości? Reżyserka zmieniła zakończenie dramatu i jednemu z nich dała drugą szansę. Nie wiadomo, jak ją wykorzysta. Może wróci na uniwersytet...