Anusia w Szkole żon, Albertynka w Operetce Gombrowicza. Paulina Kinaszewska [na zdjęciu] pierwszą rolą wzbudziła zachwyt recenzentów (Stowarzyszenie Krytyków Teatralnych ZASP jej kreację uznało za debiut sezonu), drugą zachwyt widzów. Dzięki roli Hanki, ślicznej ekspedientki w Złotopolicach, poznali ją widzowie całej Polski, nie tylko bywalcy Teatru Narodowego w Warszawie.
Urodziła się i wychowała w Gdańsku, ale ilekroć wspomina dzieciństwo, przenosi się myślami do Kolana, podlaskiej wsi, skąd wywodzi się jej mama. - To mój raj na ziemi, kraina wiecznej szczęśliwości - mówi aktorka - Spędzałam tam każdą wolną chwilę i wakacje. Skutki wizyty w kasynie Podpałkami Tam też odkryła swój i talent aktorski. Parodiowała sposób chodzenia organisty. Rodzina entuzjastycznie podchodziła do jej występów. Nie tylko naśladowała i wyłapywała różne charakterystyczne zachowania i słabostki sąsiadów. Pytana skąd pochodzi, zawsze z dumą odpowiadała: - Ze wsi. Rodzice (dziennikarze) śmiali się, kiedy wracając z wakacji, Paulinka zaciągała wyłącznie gwarą. - Gdy dziś wspominam dzieciństwo, myślę sobie, że miałam skomplikowany charakter - śmieje się pani Paulina. - By podziwiali mnie koledzy, udawałam, że znam karate. Często też tłukłam kolegów. Najmocniej tych, którzy mi się najbardziej podobali. -