powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Łoś w wielkim mieście

"Miłoś, czyli nie bój się łosiu" Marii Wojtyszko w reż. Jakuba Krofty w Teatrze Lalek Guliwer w Warszawie. Pisze Sandra Szwarc, członkini Komisji Artystycznej 25.Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

Ze spektaklu na spektakl utwierdzam się w przekonaniu, iż nazwisko Marii Wojtyszko (zazwyczaj do pary z reżyserem Jakubem Kroftą) na teatralnym afiszu jest gwarancją nie tylko jakości, ale też dobrej teatralnej zabawy. Teksty Wojtyszko swoją błyskotliwością potrafią zaskoczyć widzów w każdym wieku, a niebanalne podejście autorki do każdego prezentowanego przez nią tematu bardzo szybko łapie widza w urzekające sidła. Nie inaczej jest w tym przypadku - "Miłoś, czyli nie bój się łosiu" warszawskiego Teatru Guliwer to z urocza opowieść o zagubionej maskotce, opowiadająca o strachu, tęsknocie i przemianie, której doświadczamy tracąc coś (albo kogoś) ważnego.

Fabuła spektaklu to właściwie wizualizacja najgorszych obaw każdego dziecka (ale spokojnie, daleko tej inscenizacji do horroru). Zagubienie ukochanej maskotki jest w końcu wydarzeniem tragicznym i przepełnionym bólem (sama pamiętam bezpowrotne zagubienie swojego ukochanego pluszaka - z poczuciem straty nie uporałam się po dziś dzień). Mimo pluszowego wnętrza to ulubiona zabawka bywa pierwszym przyjacielem, na którego dziecko projektuje swoje emocje. Główny bohater spektaklu, czyli Kostek, zostawia przez przypadek ukochanego łosia na ławce w parku. Zrozpaczony chłopiec chce jak najszybciej rozpocząć akcję ratunkową, rodzice jednak nie zgadzają się na nocną eskapadę. Ostatecznie tata Kostka wyrusza na poszukiwanie małego łosia, którego odnalezienie nie jest wcale taką łatwą sprawą. Zagubiony w miejskiej dżungli pluszak także próbuje odnaleźć swojego chłopca, za którym tęskni. Ważnym wątkiem spektaklu jest podróż (dosłowna i metaforyczna) małego, a potem coraz większego Miłosia przez wielkie i rozpędzone miasto. Na swojej drodze pluszak spotyka wiele interesujących postaci, z którymi coraz odważniej wchodzi w interakcję.

W relacjach ze spotykanymi ludźmi powracającym tematem jest tęsknota Miłosia za tym jednym człowiekiem, którego kocha najbardziej, a który chwilowo mu się zgubił. Bo nie tylko Kostek traci Miłosia, ale także Miłoś traci Kostka - i to własnie pluszowy Łoś przechodzi większą i bardziej niespodziewaną przemianę. Miłoś dosłownie rośnie w oczach, w miarę rozwoju akcji jego sceniczna forma ewoluuje od małej maskotki po imponujących rozmiarów konstrukcję animowaną przez kilku aktorów. Jednak bez względu na zmieniony rozmiar Miłosia, pod koniec spektaklu Kostek i tak jest w stanie rozpoznać w nim swojego przyjaciela. Na pewnym poziomie nie jest to tylko historia utraconej maskotki (przez co chyba każdy kiedyś w życiu przechodził), ale też opowieść o relacji między ludźmi/istotami, połączonymi głęboką, nierozerwalną więzią.

Mimo, że "Miłoś" przeznaczony jest dla widzów od czwartego roku życia, w inscenizacji duetu Krofta/Wojtyszko znajduje się wiele elementów adresowanych bezpośrednio do widzów dorosłych. Twórcy odkrywają przed nieletnią publicznością polityczno-społeczny krajobraz świata, co zresztą jest elementem często występującym w ich produkcjach teatralnych. Twórcy nie boją się mówić o współczesności w teatrze dla dzieci, co więcej robią to z wyczuciem i wysmakowanym dowcipem. Odniesienia do świata dorosłych rozsiane są na całej przestrzeni spektaklu - pojawiają się tu i ówdzie, nie zaburzając jednak głównego motywu. Oczywiście wątpię, by kilkulatki łapały niektóre konteksty - mam tu na myśli na przykład scenę z "płonącą" na czerwono Warszawą (skojarzenia z Marszem Niepodległości jak najbardziej uzasadnione), która staje się symbolem pewnego rodzaju zagrożenia. Podobnie postać emerytki grana tutaj przez mężczyznę (która "chciałby sie ubierac u Gucciego, ale bez Gucciego tez sobie radzi") jest oczkiem puszczonym w kierunku starszych widzów wyrobionych w odczytywaniu genderowych znaczeń. Dla dzieci kreacja jest po prostu zabawna, głównie dzięki ekspresyjnej grze aktora. Celem twórców nie jest jednak stworzenie widowiska w pełni zrozumiałego dla niedorosłych widzów, a raczej spektaklu uniwersalnego, w którym sceny nieczytelne znaczeniowo dla dzieci oferują im inne walory, na przykład wizualne lub humorystyczne. We wszystkich tych lawirowaniach pomiędzy wrażliwością dorosłych i dzieci nie ma oczywiście niczego złego. Spektakle dla dzieci oglądają nie tylko berbecie - na widowni zazwyczaj pełno jest dorosłych: nauczycielek, przedszkolanek, mamuś, tatusiów, babć i dziadków. Dorośli mogą przecież wytłumaczyć swoim pociechom niektóre fragmenty inscenizacji, a co równie ważne - mniejsi teatromani zapewne zaskoczą swoich opiekunów własną interpretacją scen, które znaczenie dla widza dorosłego jest oczywiste.

Na kilka słów pochwały zasługuje scenografia autorstwa Matyldy Kotlińskiej i muzyka napisana przez Adama Świtałę, które razem umiejętnie wspierają, a momentami wręcz budują atmosferę spektaklu. Różnorodna, ale i wewnętrznie spójna paleta barw dobrana do stworzenia scenografii wprowadza widownię żywy świat będący autorską interpretacją idei miasta. Ścieżka dźwiękowa spektaklu doskonale spełnia swoją rolę, podkreślając nastrój poszczególnych scen i emocje bohaterów. Czasami wywołuje uczucie niepokoju, często zdaje się hipnotyzować i zapraszać do wejścia głębiej w świat przez który podróżuje dorastający Miłoś.

Zespół aktorski bardzo dobrze radzi sobie z niełatwym zadaniem jakie stawiają przed nim autorka tekstu i reżyser spektaklu, a na szczególne uznanie zasługują aktorzy animujących kolejnych Miłosiów. Sposób interakcji pomiędzy pluszakiem a aktorami, a co za tym idzie także styl w jakim porusza się zabawka, zmienia się stosownie do przemian głównego bohatera spektaklu. Mały Miłoś jest uroczy i nieporadny, po to aby w dalszej części spektaklu nabrać więcej pewności siebie i ogłady. Animacja lalek jest tu sama w sobie kolejnym środkiem wyrazu z którego twórcy mądrze korzystają.

Historia małego łosia w wielkim mieście, choć pozornie prosta i liniowa została umiejętnie wzbogacona licznymi wydarzeniami pobocznymi, które w połączeniu z łatwym do prześledzenia głównym wątkiem fabularnym dają w efekcie spektakl zabawny, mądry i naszpikowany akcją. Zarówno z punktu widzenia znaczeniowego jak i konstrukcyjnego jest to przedstawienie o tym, że droga z punktu A do punktu B jest tak samo ważna, jak ostateczne dotarcie do celu. Gdyby bowiem Miłoś wędrując przez parki, ulice i galerie handlowe podążał prosto do Kostka, to prawdopodobnie wróciłby jako ten sam łoś, którego pozostawiono na ławce. Jednakże dzięki przeżytym po drodze spotkaniom mały Kostek na koniec spektaklu otrzymuje całkiem nowego, choć tego samego pluszaka, a mali widzowie dostają od twórców piękną opowieść o przemianie.