Grający i rozgrywani

"Królowie strzelców. Sport w cieniu imperium" Piotra Rowickiego i Piotra Ratajczaka w reż. Piotra Ratajczaka w Teatrze Nowym w Zabrzu. Pisze Andrzej Lis, członek Komisji Artystycznej 25. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

«Na Śląsku, w Zabrzu nikogo nie trzeba przekonywać o tym, jak ważny w życiu publicznym jest sport i jak ważna jest związana z nim polityka. Nikomu nie trzeba tu przypominać, jak wielkie emocje potrafi wzbudzić choćby mecz piłkarski. I jak zapada w pamięć wielu pokoleń. Niedawno obchodzono sześćdziesięciolecie sensacyjnego i historycznego zwycięstwa 2:1 reprezentacji Polski w piłce nożnej z ZSRR - świeżo koronowanym wówczas w Melbourne mistrzem olimpijskim z 1956 roku. I dwie wspaniałe bramki Gerarda Cieślika w tym meczu, wobec których bezradny okazał się Lew Jaszyn, w tamtym czasie jeden z najlepszych bramkarzy na świecie. Euforii kibiców nie było końca po tamtym meczu, za to władze partyjne i państwowe w naszym kraju zastanawiały się ponoć na ile można uzewnętrzniać radość ze zwycięstwa, by nie rozdrażnić ponad miarę wielkiego brata zza wschodniej granicy.

Tu na Śląsku doskonale pamiętają nie tylko tamtą, historyczna reprezentację piłkarską. Pamiętają także wielu innych znakomitych piłkarzy przypomnianych w "Królach strzelców". Błyskotliwego dryblera i strzelca wielu bramek Ernesta Wilimowskiego, który na mistrzostwach świata we Francji w 1938 roku strzelił Brazylijczykom cztery bramki (nie wystarczyły one wówczas niestety do wygrania meczu). Niepozornego, drobnego zawodnika, który przed 1939 rokiem, przed wojną reprezentował śląskie kluby, grał w polskiej reprezentacji narodowej, a potem, w czasie wojny jako Ślązak został powołany do reprezentacji Niemiec. Po wojnie grał w niemieckich klubach jeszcze przez wiele lat. W zabrzańskim przedstawieniu scenę z historią Wilimowskiego kończy dziwna rozmowa z Kazimierzem Górskim, która mogła się odbyć w 1974 roku podczas mistrzostw świata w Niemczech. Wynika z niej, że panowie darzyli się nawzajem podziwem i szacunkiem, ale wtedy, w tamtych okolicznościach nie potrafili sobie pomóc.

Wróćmy do przedstawienia w Teatrze Nowym. Publiczność usadowiono na dość stromo rozmieszczonych trybunach w umownej "sali kameralnej" - która tak naprawdę znajdowała się w dużej, normalnej sali teatralnej. Widzowie mieli przed sobą siedem torów, jakby końcówkę schowanej pod ich nogami bieżni. Siedmioro młodych wykonawców: Anna Konieczna, Kasia Łacisz, Monika Kulczyk, Jakub Piwowarczyk, Mateusz Lisiecki - Waligórski, Tomasz Tywoniuk, Krzysztof Satała, niczym siedmioro zawodników różnych rodzajów i dyscyplin w czternastu scenach przypomniało starszej widowni a młodszej pokazało legendarne postacie ze świata sportu. I konteksty polityczne w jakich tworzyły się legendy, o których mówi się do dziś na łamach podręczników zarówno sportowych, jak i historycznych.

"Patrzymy na siebie wilkiem, a potem rzucamy się sobie w objęcia i całujemy. Jakbyśmy spotkali przyjaciół" - powie w 1989 roku, po ponad trzydziestu latach, jeden z węgierskich uczestników dramatycznego meczu piłki wodnej na olimpiadzie w Melbourne w 1956 roku. Przypomniany w przedstawieniu mecz rozgrywany był w czasie pamiętnej inwazji radzieckiej na Węgry, dławiącej setkami czołgów i żołnierzy niepodległościowy zryw kraju nad Dunajem. Na olimpiadzie Węgry wygrały w piłkę wodną, ale w Europie Węgry przegrały z radziecką siłą militarną. Przypomniano słynny gest na olimpiadzie w Meksyku w 1968 roku, kiedy to zwycięzca biegu na 200 metrów Tommie Smith i brązowy medalista John Carlos w czasie ceremonii wręczania medali wznieśli w górę ręce w czarnych rękawicach solidaryzując się z ówczesnym ruchem Czarnych Panter. Władze Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego oburzyły się politycznym gestem, uznały go za niezgodny z zasadami olimpijskimi, w wyniku czego sprinterzy zostali odesłani do kraju, czyli do USA. Przypomniany został kolejny słynny gest: "ręka Boga", czyli bramka zdobyta przez Diego Maradonę w ćwierćfinałowym meczu, w którym Argentyna pokonała Anglię 2:1 na Mistrzostwach Świata w Meksyku w 1986 roku.

Przypomniano słynną polską sprinterkę Ewę Kłobukowską, reprezentującą Skrę Warszawa. Rekordzistkę świata w biegu na sto metrów, medalistkę olimpijską z Tokio w 1964 roku, na którą działacze NRD i ZSRR złożyli donos do Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych dotyczący metody rozróżniania płci na podstawie konfiguracji chromosomów. Jak się później okazało, zarzut był niesłuszny, niemniej Ewa Kłobukowska została dyskretnie wycofana z życia sportowego, by nie drażnić zawodniczek i działaczy z sąsiednich, zaprzyjaźnionych krajów. Pracowała spokojnie jako księgowa, a w latach dziewięćdziesiątych, jakby w ramach zadośćuczynienia, została przez władze uhonorowana odznaczeniami państwowymi. Przypomniano też postać Jerzego Pawłowskiego pięciokrotnego medalisty igrzysk olimpijskich i osiemnastokrotnego medalistę mistrzostw świata w szabli. Najwybitniejszego chyba szermierza w historii, który, jak się okazało, współpracował nie tylko z rodzimymi służbami tajnymi, ale także i z CIA. Skazany za szpiegostwo, odbywszy część kary, został wymieniony między innymi za Mariana Zacharskiego. Szablista wszechczasów zajął się amatorsko malowaniem i pisaniem książek. Pamięć o nim została do pewnego stopnia przywrócona, kiedy to w 2017 roku został uhonorowany gwiazdą w Alei Gwiazd Sportu we Władysławowie.

Przypomniano także i inne, ważniejsze i mniej, ważne zdarzenia z historii zderzania się sportu z polityką. Znęcanie się Ławrientija Berii nad czterema braćmi Starostinami, słynnymi piłkarzami moskiewskiego Spartaka. Dzieje wschodnioniemieckich miotaczek zażywających bez opamiętania środki hormonalne i dopingujące. Los słynnej, przedwojennej niemieckiej lekkoatletki skaczącej wzwyż, zapomnianej już dzisiaj Dory Ratjen, która zajęła na olimpiadzie w Berlinie w 1936 roku czwarte miejsce, a dwa lata później ustanowiła rekord świata. Dość przypadkowo, w czasie podróży wagonem sypialnym, wyszło na jaw, że Dora jest mężczyzną, Hermanem, o którego późniejszym życiu niewiele wiadomo. Przypomniano wreszcie historie najnowsze: jak to Nepalczycy, najtańsi i najbiedniejsi robotnicy na świecie, budują obiekty sportowe na Mundial 2022 w bogatym Katarze, na których być może niektórzy widzowie tego przedstawienia zasiądą.

Przedstawienie w Teatrze Nowym w Zabrzu, przypominając bardziej i mniej znane historie z pogranicza sportu i polityki dopisuje kolejny, udany rozdział w dorobku cenionego w naszych teatrach duetu autorsko - reżyserskiego Piotra Rowickiego i Piotra Ratajczaka. Przypominając choćby ostatnie wspólne przedstawienia takie jak: "Biała siła, czarna pamięć" (Teatr Dramatyczny im. A. Węgierki w Białymstoku, 2016), "Český díplom" (Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu, 2018), czy "Aktorzy koszalińscy czyli komedia prowincjonalna" (Bałtycki Teatr Dramatyczny im. J. Słowackiego w Koszalinie, 2018), łatwo zauważyć, że twórcy ci dorobili się w teatrze, na scenie własnego języka, stylu, poetyki. Stali się rozpoznawalni, nie tracąc niczego z oryginalności, mimo powtarzających się elementów konstrukcyjnych czy emocjonalnych w kolejnych przedstawieniach realizowanych w różnych teatrach. Potrafią w naturalny sposób utrzymywać dobry rytm swoich spektakli. Potrafią konstruować je wedle muzycznych zasad. Inspirują się dość często, jak było to także w przedstawieniu z Teatru Nowego w Zabrzu, reportażami innych autorów. Adaptują je tak, by uzyskać sporą przestrzeń dla własnego komentarza, przechodzącego dość często w teatralny felieton o ludziach uwikłanych na rozmaite sposoby w życie polityczne wkraczające w ich zawodowe czy prywatne życie. Felieton życzliwy bohaterom opowieści, aktorom w nim grającym i nade wszystko widowni.

**

Piotr Rowicki, Piotr Ratajczak: KRÓLOWIE STRZELCÓW. SPORT W CIENIU IMPERIUM. Spektakl inspirowany reportażem Zbigniewa Rokity, reżyseria i opracowanie muzyczne: Piotr Ratajczak, scenografia i kostiumy: Grupa Mixer, ruch sceniczny: Aneta Jankowska, Piotr Ratajczak. Prapremiera w Teatrze Nowym w Zabrzu 1 grudnia 2018.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego