powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Skok w otchłań

"Otchłań" Jennifer Haley w reż. Mariusza Grzegorzka z Teatru im. Jaracza w Łodzi na 39. Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Pisze Agnieszka Słupińska w Teatrze dla Wszystkich.

"Otchłań" Teatru im. Stefana Jaracza w reżyserii Mariusza Grzegorzka to moje osobiste odkrycie tegorocznych Warszawskich Spotkań Teatralnych. Spektakl fenomenalny, przesiąknięty treścią, wybitnie zagrany, mówiący językiem współczesnych o problemach, z którymi jako ludzkość będziemy musieli się lada moment zmierzyć. To próba przepowiedzenia przyszłości, sposobem podania przywodząca na myśl futurystyczne seriale, m.in. "Czarne lustro" czy "Westworld". Opowieść wstrząsa widzem nie tylko ze względu na fenomenalną oprawę, lecz także przez namacalny charakter moralnych wyzwań, które postawi przed nami jutro.

Oczywiście piszę ten tekst na laptopie. Wcześniej zażarcie komentowałam historie przedstawione w newsowych artykułach na popularnym portalu informacyjnym. Ferowałam wyroki, zaczytując się w relacjach, dotyczących zachowań nieznanych mi osób. Zabiła, ukradł, porzucili psa w lesie - ludzie bez kręgosłupa; dla zaspokojenia własnych żądz posuwają się do rzeczy, które społeczeństwu nie mieszczą się w głowie. Dlaczego to robią? Czy nie mogą znaleźć innego ujścia dla toczącego ich zła?

W "Otchłani" otrzymujemy propozycję rozwiązania takich sytuacji - nie tak daleką od tego, co już teraz oferuje nam technologia. Dziś co poniektórzy frustrację i niechęć wobec otoczenia wyładowują na fikcyjnych postaciach w grach symulacyjnych, takich jak The Sims, tworząc i uśmiercając wirtualne osoby. "Otchłań" to świat internetu 2.0, w którym równolegle do życia rzeczywistego funkcjonujemy w przestrzeniach wirtualnych, a różnice między nimi a dotychczasowym światem się zacierają.

Osią łódzkiego spektaklu jest przesłuchanie Simsa (Andrzej Wichrowski), twórcy Zacisza, tajemniczego miejsca w Otchłani, w którym goście mogą obcować z małymi dziewczynkami na terenie rozległej, wiktoriańskiej posiadłości. Sims, przepytywany przez detektyw Morris (Agnieszka Skrzypczak), przyznaje, że motorem napędowym do stworzenia Zacisza były jego wcześniejsze doświadczenia i niemoc związana z niezdrowym zainteresowaniem małym dzieckiem ze świata rzeczywistego, w którym musiał hamować swoje zapędy. W Zaciszu niegodziwcy i pogubieni znajdują swoje wybawienie, mogą gwałcić, mordować i oddawać się zabawie, która w rzeczywistości uznana byłaby za barbarzyństwo. Po świecie zepsucia oprowadza nas Iris (Paulina Walendziak), avatar małej, słodkiej dziewczynki, której wygląd i zachowanie mogą wzbudzać politowanie, z drugiej strony przywodząc na myśl postacie z horrorów. Po deskach sceny leje się zepsucie, przed widzem stawiane jest zaś pytanie, czy skoro dzieje się to symbolicznie w przestrzeni wirtualnej, możemy to potępiać? Co zrobilibyśmy, będąc w skórze gościa Zacisza, nakłanianego do skonfrontowania się z własnymi słabościami?

Czy możliwość bezkarnego zabicia dziecka może wzniecić instynkty, które do tej pory nie istniały, tym samym tworząc zagrożenie dla porządku równoległego, rzeczywistego świata? A może wręcz przeciwnie, pełni rolę katalizatora dla popędów, które każdy z nas w sobie ma? Skoro definiujemy zachowania właściwe i pożądane, musimy również uwzględniać takie, które nie zmieszczą się w wytyczonych przez nas schematach. Co z nimi zrobić?