powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Okiem Widza: Inni ludzie

"Inni ludzie" Doroty Masłowskiej w reż. Grzegorza Jarzyny w TR Warszawa. Pisze Ewa Bąk na blogu Okiem Widza.

INNI LUDZIE, czyli kto? Przecież nie my, widzowie, inteligenci, ludzie kultury, miłośnicy sztuki. Świadomi, odpowiedzialni obywatele Europy, ba, pyszna, dumna elita świata zachodniego. Przeniesiona do teatralnego wyimka Stonehenge, mega formatowych ekranów, betonowej, azbestowej wielkiej płyty, filmowo wizualizującej krajobraz stolicy. Obserwująca w TR Warszawa rozrastający się jak śmiertelny rak, jak zaraza ponad wszelka miarę odrażający margines społeczny, tworzący wielkomiejskie, nie bójmy się stygmatyzować, ludzkie ZOO, melanżowy popkulturowy skansen, brudny, wulgarny, śmierdzący, zaćpany warszawski rynsztok, którego źródło bije z otumanionych głów, pustych serc, zdegenerowanych mentalności oszołomionych snem o wielkości. Chodzi o skalę konsumpcjonizmu, skok na główkę nieśmiertelnej homo sovieticus w rozbuchany potencjał wolności. Chodzi o gwałtownie przebiegające rewolucyjne zmiany systemowe, wynaturzające, udziwniające,wykrwawiające świat, który nie jest na nie przygotowany. Transformacja obiecywała wszystko. Natychmiast. Miało być tak pięknie. Bogato. Stracone złudzenia fundują wstydliwy second trashowy live, rozkładającej się nadziei smród rozczarowania.

Spektakl Grzegorza Jarzyny, wykorzystujący hip-hopowy, niestety już nie dziewiczy w swej formie i brzmieniu tekst Doroty Masłowskiej, idzie na konfrontacyjne zwarcie z adresatami jego sztuki. Kondensując opresyjny język, demaskujący współczesną zapętloną, pozbawioną człowieczeństwa osobowość bohaterów z jej dystansującą się w filmowym obrazie diagnozą, demaskuje odklejenie się przeżywanego życia od rzeczywistości. Prawda uwięziona jest w green boxie. Bolesna, zwierzęca, dzika. Sztuka pokazuje jak współczesny Polak samobójczo rozpięty pomiędzy rozbudzonymi oczekiwaniami a brakiem możliwości ich zaspokojenia, zanurzony w oceanie migocącego, kolorowego, pulsującego fatamorganą, iluzoryczną energią świata, samotny, niezaspokojony, sfrustrowany, rozśrodkowany, zagubiony błądzi, snuje się, umiera na emocjonalnej pustyni. Z uporem świadomie pogrąża się w nieświadomości (narkotyki, gry komputerowe, alkohol, antydepresanty, sex, itp.). Rozkłada się w schizofrenicznym zwidzie. Ratuje się w chorobliwym amoku. Ucieka w instynktownym pędzie.

Ekrany emanują wielkością małości, powiększają obrzydliwość szczegółu, epatują wypieraną wulgarnością. Nie pozwalają uciec przed urealnianym absurdem, odbijają jak w lustrze publiczności frustracje. Ta, może kurwa w końcu poprzez nerwowy śmiech przyzna, ze sama jest w tym bagnie pogrążona, ma przejebane po nieskończony horyzont niemożności. Bo obserwując obcych, pogardzanych, znienawidzonych, INNYCH LUDZI, z coraz większą dozą jasności pewnością rozpoznaje w nich niechciane, wypierane, nieskutecznie tłumione eksperymentujące na sobie ofertę nowego wspaniałego świata wcielenie siebie.

Grzegorz Jarzyna wyreżyserował bardzo, bardzo dobry, bardzo bardzo ważny, niepozbawiony humoru, energii, mocno krytyczny spektakl. O potencjale katharsis. Aktorzy, zaproszeni goście, wszyscy bez wyjątku, cudownie go zagrali. śpiewali. Co zrobimy z tymi artystycznymi perłami, zależy już tylko, zresztą jak zawsze, od nas. Powodzenia więc. Powodzenia.