powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Stary teatr

Polski teatr artystyczny, mimo wrażenia różnorodności, jest nieróżnorodny, ciągle mówi o tym samym (wykluczenie) i na jeden sposób (przekroczenie). Ja to cenię, lubię, kocham, ale nawet panierka z KFC już mi się dawno przejadła. - pisze Maciej Stroiński w Przekroju.

Może najpierw coś zaśpiewam: "You're giving me a million reasons to let you gooo,/You're giving me a million reasons to quit the shooow./I've got a hundred million reasons to walk awaaay,/But baby, I just need one good, one to stay". Ten cover Lady Gagi dedykuję teatrowi polskiemu, który daje nam dużo powodów, byśmy poszli sobie, a my czekamy jednego jedynego, by jednak wysiedzieć.

Polski teatr artystyczny, mimo wrażenia różnorodności, jest nieróżnorodny, ciągle mówi o tym samym (wykluczenie) i na jeden sposób (przekroczenie). Ja to cenię, lubię, kocham, ale nawet panierka z KFC już mi się dawno przejadła. Może zróbmy tak, że kto się jeszcze czuje niewkluczony, niech się zgłosi mailem, ale co mu pozostanie, by sobie przekroczył, to ja już naprawdę nie wiem.

Reżyserzy mają parcie, by być artystami i poważnie kombinują, jak tu się popisać, bo widownia na nich chodzi, na ich szacowne nazwiska. He, he. Jesteście już duzi, to Wam powiem prawdę: 1. widz Was nawet w d nie ma, bo Was wcale nie kojarzy, może tylko Klatę i paru świętej pamięci, 2. nie ma Świętego Mikołaja. Nawet ludzie kojarzący, czyli towarzystwo, coraz mniej Was lubią. Kończy się era "teatru reżysera". Wystarczy popatrzeć na hity tego i zeszłego sezonu, gdzie nie dominowały ciężka reżyseria, wielkie gesty i wielkie pomysły, tylko teatr słowa i teatr aktora:

"Wesele" (Stary Teatr), "Pod presją" (Teatr Śląski), "Będzie pani zadowolona" (Teatr Nowy w Poznaniu), "Król" (Teatr Polski w Warszawie), "Cząstki kobiety" (TR Warszawa), "Wujaszek Wania" (Teatr Polski w Warszawie), "Idiota" (Teatr Narodowy), "Zapiski z wygnania" (Teatr Polonia), "Ślub" (Teatr Narodowy), "Proces" (Nowy Teatr w Warszawie). Wymieniam w kolejności hitowości, celowo bez nazwisk państwa reżyserstwa. Te tak różne przedstawienia mają swą część wspólną: psychologiczność grania i fabularność opowiadania, czyli teatr tak jak dawniej lub, jak pogardliwie mówią postępowe kręgi, teatr po bożemu. Większość powstała na podstawie dobrej (lub przynajmniej wielkiej) literatury. Są na scenie postaci i ze sobą rozmawiają. Stare idzie!

Mnie to nie martwi, bynajmniej. Nowy teatr, mam wrażenie, widziałem cały. Nic mnie w nim nie zaskakuje, zwłaszcza momenty najbardziej zaskakujące. Nowy teatr cierpi na nieumiarkowanie w jedzeniu i chlaniu: skoro raz obrali sobie temat społeczny, to już rżną ten diament, nie zmieniają płyty jak w hipermarkecie. Wszystkie odmiany przekroczeń, przełamań, efektów obcości, efektów swojskości - było Pragnę starego, żądam starego. Jak w kuchni: po transformacyjnym zachłyśnięciu się fryturą i owocem morza wracamy do podstaw, gdzie domowa kuchnia, gotowanie jak u mamy, jest bardziej hipsterskie od ajurwedyjskiej kuchni paleo pięciu przemian. Sojusz reżysera i teatrologa jest powoli wypierany przez inne, prostsze przymierze: aktora i widza.

Weźmy choćby Stary Teatr, odbity przez zespół, to znaczy aktorzy wzięli i przejęli władzę, stali się sociétaires swego miejsca pracy, jak w Comédie-Française. Nie chcę nic mówić, ale mam przeczucie, że w tę stronę idzie teatr tak w ogóle polski, na dobre i na złe.

Estetycznie "stary teatr" typu aktorskiego oznacza powrót do wielkiego grania, pełnych ról w pełnych fabułach oraz odwrót od bieżączki. Artyści scen polskich mówią mi przez telefon, przez Messengera i w autobusie 152, jak serdecznie tego łakną - jak trzy siostry chcą do Moskwy. Nie chcą już robić gazety na scenie, gorącej, bieżącej i poszatkowanej. Chcą być choć przez chwilę totalnie nieaktualni. Teatr może sobie odpuścić kompleks wobec ducha czasu i nie musi udowadniać, że przecież nadąża, że w sumie jest młodszy od Netfliksa z Instagramem. Może BYĆ SOBĄ, starym dobrym pluszowym teatrem. Tylko jak sobie teraz dadzą radę reżyserzy, którzy już "nie umią", bo w okresie, gdy warsztat sceniczny był krzywo widziany, nie zdobyli warsztatu?

Widzom też będzie nieswojo. Dla świeżaków teatralnych to jest zaskok estetyczny w rodzaju "gimby nie znajo". Wysłałem kolegę, młodego wyznawcę Teatru Powszechnego i teatru walczącego, na ęWujaszka Wanięę i wyszedł oczarowany, bo tylko takim staroświeckim przymiotnikiem da się opisać, jak wtedy wyglądał. Sam przyznał przed sobą, że jeszcze niewiele widział.

Jestem widzem nowego typu i dla mnie to tak wygląda: aktor chce olśniewać, a ja chcę być olśniewany. Uczą się warsztatu, doskonalą warsztat, grają warsztatowo, bez potrzeby mikroportu, a ja warsztat ich doceniam i tę niecyfrową jakość, którą daje tylko teatr i płyta analogowa. Gwiazdy chcą świecić! A nowemu teatrowi mówią jak Aktorka Estradowa w przedstawieniu Strzępki: "Ja nie będę tak robić! Ja nie po to się, k...a, w szkole uczyłam!" (Bitwa Warszawska 1920).