powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Okiem Widza: Deadline

"Deadline" Macieja Łubieńskiego w reż. Agaty Biziuk w Teatrze WARSawy. Pisze Ewa Bąk na blogu Okiem Widza.

"Deadline", tragikomedia korporacyjna na wyjeździe, jest spektaklem o dopuszczalnej granicy wytrzymałości kobiecości lat około 40-tu. Jej kondycji fizycznej, psychicznej, mentalnej. Trzy młode, atrakcyjne, przebojowe, samodzielne, niezależne bohaterki, korpo dziewczyny: Pati, Ewa i Daria to wyemancypowane, świadome siebie, swoich możliwości osiągnęły bardzo wiele i nie zamierzają na tym poprzestać. Kreatywne, silne, przyzwyczajone do konkurowania, zdobywania, odkrywania i poszerzania pola działania, chcą walczyć nadal. Mimo, że są wyczerpane, wypalone, samotne, w kryzysie. Zaprogramowane na sukces szukają inspiracji, sposobu na wzmocnienie, odnowę, mega zmianę. Bo w gruncie rzeczy nie mają wyjścia. Potencjał przeszłości, traumatycznie okrutny i zły, nie stanowi już napędu. Nie wstydzą się swego pochodzenia. Nie wypierają tego, co je ukształtowało a minęło ale nie chcą mieć z tym nic do czynienia. Teraźniejszość jest obszarem doskonale rozpoznanym, przejęły nad nią profesjonalny rząd dusz. Mogą tylko myśleć o przyszłości i pracować nad sobą, bo to pozwoli im przetrwać. Wiedzą już o tym dobrze, że życie jest ekstremalnym survivalem, niekończącą się nauką brylowania, utrzymywania się na powierzchni, bez gwarancji na satysfakcjonujący sukces, pełne zwycięstwo.

Pati, Daria i Ewa są realistkami, stoją mocno na własnych nogach. Każda może liczyć jedynie na siebie, zna doskonale gorzki smak samodzielności, porażki, kolejnych deadline'ów. Dziewczyny poradziły sobie z meandrami, mieliznami, manowcami swoich ścieżek karier. Doświadczyły na własnej skórze skutki wyborów, decyzji, niechcianych sytuacji. Jedno wiedzą: walka to ich życie. Nie wycofają się, nie zrezygnują, mogą tylko przeć naprzód.

Nic dziwnego więc, że zastajemy je w spa, w nieokreślonym, przyjaznym miejscu wypoczynku, relaksu, ćwiczeń. Wszelkiej odnowy, reaktywacji, rewitalizacji fundującej seans psychoterapeutyczny podsumowujący krytycznie, żartobliwie, szczerze dotychczasowe życie. Wystarczy im przestrzeń neutralna,miejsce odosobnione, wyczyszczone ze zbędnej rodzajowości. Leżaki, kroplówki z energetyzującą zawartością. Wystarczy, że zamienią krępujące swobodę obowiązujące w pracy ubranka (czarny kostium + biała koszula + szpilki) na wygodne kostiumy fitnessowe. Pomoże to im się rozluźnić, zdystansować, trenować. By natychmiast po zakończeniu wypoczynku - wzmocnione, silne, zmotywowane - mogły na powrót przywdziać korpo mundurek i wrócić do dawnej siebie, do swego życia.

Agata Biziuk proponuje widzom żartobliwy, lekki, dynamiczny ale jednak teatralnie dosadny seans terapeutyczny. Stand-upowo temperamentnie, bezboleśnie uzmysławiający nie tylko stan kobiecego uwikłania w samotnym zmaganiu się z życiem ale i niemożność wypracowania odrębnego, niezależnego od męskiego modelu działania. Kobiecość kopiuje męskość, wchodzi w męskie role, stając się karykaturą swej istoty, swego stereotypu. Funduje im trudny los. Niewątpliwie to naturalny krajobraz emancypacyjnej drogi. Intuicyjne, pełne nadziei kobiet poszukiwanie i empiryczne sprawdzanie siebie, własnych wyborów, decyzji. Nie bez wielkiej frustracji, głębokiego stressu, ostrego wkurwu. Próby życia według własnych zasad przez żonę prezesa (Pati), matkę samotnie wychowującą syna (Ewa) i singielkę z psem (Daria) prowadzi w sztuce napisanej przez mężczyznę (Maciej Łubieński) i mężczyznę grającego przewodnika, moderatora, porządkowego, guru (miły, zabawny, opiekuńczy głos Wojciecha Manna) do powielania męskich zachowań, postaw, reakcji. Jakby nie było trzeciego wyjścia, nowego wzoru, odrębnej drogi. Nie ma nadziei, istnieje tylko twarda, szorstka, silna męska perspektywa. To mężczyzna wie więcej i lepiej, narzuca rygor, poucza, panuje, nawet z offu, nad wszystkim. Kobiety nie mogą obejść się bez jego obecności, przewodnictwa, ingerencji. Skuteczności perswazji. Dzięki niemu w pracy nad sobą, wzmocnione i zdeterminowane, wracają do punktu wyjścia. Jak Syzyf, nomen omen mężczyzna, zaczną wszystko od nowa, od nowa, od nowa.

A to wymaga niezwykłej siły, doskonałej kondycji, niespożytej energii, talentu. Co z sukcesem udowodniły fantastycznie komediowa Monika Babula, intrygująca Hanna Konarowska, przekonująca Agnieszka Przepiórska. I oczywiście nie muszący nic udowadniać ciepły, inteligentny, zabawny Wojciecha Mann, choćby to był tylko jego uwodzący, pociągający, jak syreni śpiew, głos.