"Paradiso" to Teatr Telewizji z najwyższej półki

Spektakl Andrzeja Strzeleckiego jest nie tylko powrotem do lat międzywojennych. To także powrót do teatru, który jest mi bliski - ważna jest w nim treść, wspaniała obsada, piękne kostiumy, a nie zawzięte dążenie do wszelkich udziwnień - pisze Dorota Szymborska w Gazecie Wyborczej

«Dwudziestolecie międzywojenne to epoka, której łatwo dać się uwieść. "Lata dwudzieste, lata trzydzieste, wrócą piosenką, sukni szelestem"

Tworzyli Skamandryci i inni wybitni literaci, budowała się Gdynia, rozkwitał teatr, kabaret i film, pękały w szwach modne nocne lokale. To prawda. Tylko że jednocześnie powszechnie panoszyła się cenzura, na uniwersytetach domagano się gett ławkowych dla Żydów, a w Paryżu północy, czyli Warszawie, bezrobotni biedacy gnieździli się w ruderach na Powiślu i Starówce.

Ale największą hańbą sanacyjnej Polski był utworzony w 1934 r. za zgodą i wiedzą Józefa Piłsudskiego obóz w Berezie Kartuskiej, zwany dla niepoznaki "Miejscem odosobnienia". Bardzo łatwo było się tam znaleźć, bo nie wymagało to wyroku sądu. Do opisów co się tam działo odsyłam do źródeł historycznych, powiem tylko, że najcięższe ówczesne polskie więzienia nie budziły takiej grozy jak Bereza.

I właśnie po rocznym pobycie w tym piekle wrócił do Warszawy jeden z głównych bohaterów spektaklu "Paradiso" literat Władysław Wierzejski (doskonały Piotr Machalica). Przychodzi on do eleganckiego nocnego lokalu prowadzonego przez swego przyjaciela Feliksa Drawicza (Witold Dębicki) i zwierza mu się z planu zemsty.

Tymczasem na parkiecie i przy stolikach Paradiso trwa w najlepsze zabawa. Jej uczestnicy w większości nie zdają sobie sprawy z tego, że to ostatnie chwile ich świata. Świadomość zbliżającego się zagrożenia ma jedynie Stefan Kossowski (Tomasz Sapryk), którego nazwisko zapewne nie bez powodu przypomina nazwisko Stefana Ossowieckiego - słynnego ówcześnie jasnowidza.

Swoje wie także hrabina Nelly Sarzyńska (wspaniała Ewa Wiśniewska), chociaż w jej przypadku ta wiedza wynika z doświadczenia życiowego, a nie jasnowidzenia. Przemysłowiec Banicki (Piotr Fronczewski) nie wierzy już w interesy - chce wierzyć w miłość, bo właśnie zakochał się w młodej pannie i pięknie o nią zabiega.

Pułkownik Maślakiewicz (Krzysztof Tyniec) pogubił się między służbą, żoną, kochanką główną i dziewczynami na raz. Naiwna żona (świetna Dominika Kluźniak) wiceministra (Sławomir Orzechowski) wciąż czegoś nie rozumie, w przeciwieństwie do swego cynicznego męża, który tylko naiwnego udaje.

Bycie Żydem staje się coraz większym problemem, niezależnie od tego czy chodzi o słynnego polskiego producenta filmowego (Wojciech Pszoniak), czy o młodego Niemca (Marcin Januszkiewicz). Nawet potencjalnie komiczna polityczna szarża kabotyńskiego aktora (Jan Englert) może skończyć się źle.

W tle przepięknie śpiewa ciemnym, chropowatym głosem solistka (Katarzyna Dąbrowska). A refren jednej z jej piosenek - "Jutra może nie być już" - staje się coraz bardziej znaczący.

***

Paradiso

Teatr Telewizji, Polska 2019

aut. i reż. Andrzej Strzelecki

wyk. Piotr Machalica, Piotr Fronczewski, Ewa Wiśniewska, Jan Englert, Wojciech Pszoniak

18.03, poniedziałek, 21:00, TVP 1»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego