Zrozumieć miło¶ć

"Spotkanie z tob± jest moim przeznaczeniem" z Théâtre du Corps Pietragalla-Derouault w Paryżu. Pisze Tomasz Domagała w oficjalnym dzienniku Miedzynarodowego Festiwalu Teatrów Formy Materia Prima w Krakowie.

Czwartek, 21 lutego

Jedną z najpiękniejszych scen w spektaklu francuskich mistrzów tańca jest ta, w której On zbliża się do Jej domu. Dopiero co się poznali, odbyli pierwszą randkę w kawiarni, przyszedł więc czas na pierwszą wizytę. On właściwie do Niej nie idzie, a frunie, parafrazując przy tym znakomitą choreografię Gene'a Kelly'ego z "Deszczowej piosenki". Nagle jednak coś podcina Mu skrzydła, cofa się, siada przed domem, nie wiedząc, co dalej. W tym czasie Ona podchodzi do okna i wygląda przez nie na zewnątrz, na głowie mając ślubny welon. Trudno o piękniejszy obraz jednego z epizodów miłości dwojga ludzi; bo o miłości właśnie jest to przedstawienie, obrazy zaś wykreowane mistrzowskim ruchem wybitnej tancerki Marie-Claude Pietragalla i jej partnera, Juliena Derouaulta, stanowią kolejne rozdziały tej opowieści.

Jak nas informują twórcy na swojej stronie, wizja miłości zaprezentowana w spektaklu to próba połączenia myśli Platona i Jana Jakuba Rousseau, z jednej strony koncepcji przechodzenia przez kolejne stadia miłości, aż do najwyższego - umiłowania dobra i piękna, z drugiej przekonania, że miłość jest dla człowieka jedyną drogą do doświadczenia "kruchego szczęścia". Idealną ludzką relacją byłaby więc w takim wypadku ta, w której spotkałyby się trzy antyczne rodzaje miłości: Agape (bezinteresowna życzliwość), Eros (gwałtowna pożądliwość) oraz Philia (przyjaźń). Czy to jednak możliwe? Niestety, wydaje się, że nie. Finałowa scena, w której On i Ona po serii niekoniecznie szczęśliwych epizodów tańczą synchronicznie lecz - osobno, wskazuje na samotność gorszą niż ta ukazywana na początku spektaklu, gdyż jest samotnością w związku, samotnością we dwoje. Ot, taki gorzki paradoks.

Spektakl jest typowym przykładem teatru tańca. Za pomocą perfekcyjnej choreografii oraz pełnego osobistej ekspresji wachlarza emocji wyrażanych poprzez ciało, wspomaganych nielicznymi rekwizytami i elementami scenografii francuscy Mistrzowie opowiadają przejmującą historię trudnej, skomplikowanej relacji, która nieoczekiwanie - w końcu to teatr! - może stać się zwierciadłem naszych najbardziej prywatnych i intymnym doświadczeń w tym względzie. Teatralne mistrzostwo polega bowiem tutaj nie tylko na perfekcyjnym wykonaniu choreografii, lecz także na budowaniu napięcia między oglądanym obrazem a komentarzem, przybierającym tu postać różnorodnej muzyki (Mahler, Vivaldi czy muzyka współczesna) oraz tekstów kultury (ze względu na wyjątkowo uciążliwy brak tłumaczenia - potrafię wymienić tylko "Fedrę" Racine'a, którą podpowiedziała mi Sylvie, przyjaciółka z Francji). Spektakl ten podobno na wielu poziomach obracał się w kręgach francuskiej kultury, zarówno tej historycznej, jak i współczesnej, czego dowodem choćby śpiewany przez artystów ironicznie potraktowany szlagier Edith Piaf "La vie en rose". Mimo znaczącego mankamentu w postaci braku napisów spektakl bronił się znakomicie, mistrzowski taniec bowiem i dobry teatr na szczęście tłumacza nie potrzebują

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego