Joanna Kulig: Z Muszynki do Hollywood

- Do świąt tydzień, a u nas nie było innego tematu tylko ta Europejska Nagroda Filmowa. W niedzielę po mszy, jedynej w ciągu dnia, zamiast rozejść się do domów, staliśmy pod kościołem i dyskutowaliśmy tylko o tym. Taki sukces dla Muszynki! A co dopiero dla naszej Aśki.

«Bliżej stąd na Słowację niż do kina. Mieszkańcy śmieją się, że atrakcję to mają tu jedną - drogę krajową, którą dziennie kursuje kilkanaście prywatnych busów z turystami planującymi dzień za południową granicą. Tu nie przystają.

Muszynka to zaledwie 460 mieszkańców. Maleńka szkoła podstawowa, gdzie uczą się przedszkolaki i uczniowie klas I-III, cerkiew, którą po akcji "Wisła" przejął Kościół katolicki, dwie kapliczki, jeden sklep. Czynny od rana do wieczora, z trzygodzinną przerwą w ciągu dnia. Jak mówią wierni klienci, przesiadujący pod drzwiami, to przerwa "na sjestę".

- Żadne dożynki się bez niej odbyć nie mogły. Śpiewała psalmy i pieśni na akademiach. Pasła krowy, spała na sianie. A dziś pozuje do zdjęć z największymi gwiazdami w Hollywood - mówi o niej z dumą pani Janina, mieszkanka wsi. Po premierze nominowanej do trzech Oscarów "Zimnej wojny" w reżyserii Pawła Pawlikowskiego grająca główną rolę Joanna Kulig zyskała na świecie status filmowej gwiazdy. Krytycy porównują ją do Jennifer Lawrence, Jeanne Moreau.

- Gwiazda? Jaka gwiazda?! - dziwią się na wsi. - Przecież to nasza Aśka. Dziewczyna z Muszynki!

Kiedy śpiewała, na ulicach były pustki

Do oddalonej o 155 km od Krakowa wsi jadę na kilka dni przed 91. galą rozdania Oscarów. To tutaj 36 lat temu na świat przyszła Joanna Kulig.

- W tej rodzinie każdy był artystyczną duszą. Cała piątka [Kulig ma czwórkę rodzeństwa, dwóch braci, dwie siostry - przyp. red.] jest uzdolniona muzycznie. Grają na instrumentach, śpiewają. Kiedyś założyli nawet razem kapelę. I grali po weselach, żeby zarobić! - opowiada Urszula Długosz ze Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Wsi Muszynka. I dodaje: - Aśkę słychać było już z daleka. Zawsze pełna energii, wesoła, serdeczna. No i ten głos, nie do podrobienia. Krążyła tu u nas taka anegdotka, że kiedy poszła raz z mężem [Marcin Bochniak, reżyser - przyp. red.] do kościoła, to śpiewała tak głośno, że aż się wszyscy obracali. No bo u nas w Muszynce tak jest. Śpiewamy, jak żyjemy, pełną piersią! Dziś na wszystkich imprezach śpiewa nam Amela Kulig, jej bratanica. Taka namiastka Aśki.

Pierwszy raz kciuki za Joannę Kulig trzymano tu 21 lat temu. - Naszą Asieńkę wypatrzono na szkolnej akademii. Przedstawiciele firmy Multivita zaproponowali jej, żeby wzięła udział w eliminacjach do "Szansy na sukces". Miała wtedy 15 lat. Śpiewała razem z Grzegorzem Turnauem. I wygrała - opowiada spotkana na przystanku pani Barbara. - Kiedy emitowali program, we wsi nie można było spotkać żywego ducha. Wszyscyśmy siedzieli przed telewizorami i ją oglądali. Taka radość! - dodaje pan Stanisław, dziś honorowy członek straży pożarnej w Muszynce. - Do teraz, jak Aśka przyjedzie, to się ukłoni, pyta jak zdrowie, ucałuje w policzek.

Oscary 2019. Pomnika dla Kulig nie będzie

- Gwiazda to się wozi limuzyną. A Aśka jak przyjedzie do domu, to biega po wsi, zawsze i kościół odwiedzi, i do szkoły zajrzy, zakupy w sklepie zrobi.

- Bardzo pozytywnie ją oceniam. Takie szczęście chodzące, nasz promyczek.

- Aż serce rośnie, że taką karierę zrobiła i nie wstydzi się powiedzieć, że jest z Muszynki, z małej wsi.

- Poukładana dziewczyna. Woda sodowa jej do głowy nie uderzyła.

- Turyści czasem zajeżdżają i pytają o Aśkę. Ale my tutaj tak o jej życiu nie rozpowiadamy. Żadnego pomnika i muzeum Asi nie będzie (śmiech ). Muszynka to jej azyl, tu odpoczywa. Nie musi się przejmować, w co się ubierze czy się pomaluje. Ile razy do nas narzekała, że już musi wracać, że ją Warszawa wzywa, a tu jej tak dobrze.

Kiedy pytam w Muszynce o to, jaka jest Joanna Kulig, ludziom na twarzy rysuje się szeroki uśmiech. Nie powiedzą o niej inaczej niż Asia, Aśka, czasem Asieńka. Słyszę również: jaka na ekranie, taka w życiu.

- Miła, ciepła, szczera. "O mnie się nie martw" [serial z udziałem Kulig emitowany w drugim programie Telewizji Polskiej - przyp. red.] oglądaliśmy tu wszyscy. Bo ta ekranowa Iga to wypisz wymaluj Asia. Ten temperament, ta energia - mówi Urszula.

Spacerując po wsi, widzimy, że tu wszyscy pękają z dumy. A największą ambasadorką Joanny Kulig jest ponoć jej mama. - To ona daje znać, że jutro Aśka wystąpi w telewizji albo że w gazecie wydrukują z nią wywiad - dodaje.

Monika: - Jej życie to wzór godny naśladowania dla naszych maluchów. To, w jakim jest dziś miejscu, zdobyła wyłącznie swoją ciężką pracą. Zawsze zdeterminowana, uparta, gnała do przodu. Rano chodziła z nami do szkoły, a po południu uczyła się grać na fortepianie w szkole muzycznej. Doskonale wie, co to znaczy ciężka praca. Jej Zula z "Zimnej wojny" to przecież historia samej Aśki, jej determinacji, zawziętości, walki o marzenia.

Kto nie nuci "Dwóch serduszek"?

Aby zobaczyć film na wielkim ekranie, trzeba wsiąść w samochód i pojechać do kina Jaworzyna w Krynicy-Zdroju. To 12 km stąd.

- "Zimna wojna" to zdecydowanie jeden z najlepiej sprzedających się w 2018 roku tytułów - mówi Łukasz pracujący w kasie kina. - Premierowo graliśmy ją przez dwa pełne miesiące. 80 zaplanowanych seansów, frekwencja na poziomie 70 proc., a to i tak było mało. Tytuł wrócił na afisz w tym roku. W styczniu chętnych na nadrobienie zaległości było tak wielu, że niektórych musieliśmy odprawić z kwitkiem. Po tylu seansach każdy z pracowników piosenkę "Dwa serduszka, cztery oczy" zna na pamięć - mówi ze śmiechem.

"Ja przecież całkiem nieźle gram"

Kulig w Muszynce skończyła pierwsze cztery klasy szkoły podstawowej. Później musiała dojeżdżać na lekcje do sąsiedniego Tylicza. Tam uczyła się w szkole muzycznej, skończyła technikum hotelarskie.

Wyjechała do Londynu, żeby zarobić. Po Muszynce krąży anegdota, że poszła tam na koncert Grzegorza Turnaua i kiedy publiczność zaczęła wspólnie śpiewać, Turnau zapytał: "Czy jest na sali Joanna Kulig, bo słyszę jej głos?". Najpierw wspólnie zaśpiewali w Wielkiej Brytanii, potem gościnnie pojawiła się na jego płytach.

Dyplom szkoły teatralnej Joanna Kulig do tej pory uznaje za dowód, że ciężka praca popłaca. Mimo że pierwsze lata kończyła z tróją, szybko stała się etatową aktorką Starego Teatru. Grała u Grabowskiego, Klaty, Kleczewskiej. A potem... zrezygnowała z pracy na teatralnych deskach Krakowa, w wieku 26 lat! "Pochowałam do szafy wszystkie nagrody za rolę w filmie Środa, czwartek rano [w 2007 na Festiwalu Filmowym w Gdyni zostaje okrzyknięta najlepszą debiutantką - przyp. red.] i zdecydowałam, że zrywam z aktorstwem, a przynajmniej zawieszam swoją aktywność. Powiedziałam sobie: koniec, już z tego rezygnuję, to nie jest dla mnie. I właśnie wtedy pokazano w telewizji spektakl Doktor Halina w reżyserii Marcina Wrony. Byłam zdumiona. Siedzę, oglądam ten spektakl i myślę sobie: Jezu, przecież ja całkiem nieźle gram" - czytam w książce "Aktorki" Łukasza Maciejewskiego. To ta rola otworzyła jej drzwi do kariery. Posypały się propozycje - od Szumowskiej, Pawlikowskiego.

15 grudnia 2018 roku Kulig otrzymuje "europejskiego Oscara". Na Instagramie opublikowała film, w którym wręcz piszczy z ekscytacji.

A co działo się wówczas w Muszynce? - Do świąt tydzień, a u nas nie było innego tematu tylko ta Europejska Nagroda Filmowa. W niedzielę po mszy (a u nas msza tylko jest jedna w ciągu dnia) zamiast się rozejść do domów, to staliśmy pod kościołem i dyskutowaliśmy tylko o tym. Taki sukces dla Muszynki! A co dopiero dla naszej Aśki - mówi Urszula Długosz.

Takie srebro, takie złoto, taki skarb

Ich Aśka znana jest we wsi nie tylko z wielkich sukcesów, ale i wielkiego serca.

- Pani Joanna regularnie sponsoruje uczniom naszej szkoły wycieczki, finansuje drobne prezenty na Dzień Dziecka. Dzięki jej wsparciu w zeszłym roku dzieciom zaoferowaliśmy dodatkowe zajęcia z muzyki ludowej, a w tym roku z robotyki - mówi Renata Bodziony, dyrektor Szkoły Podstawowej w Muszynce. Joanna była jedną z twarzy ostatniej "Szlachetnej Paczki", regularnie wspiera fundację Mimo Wszystko Anny Dymnej. Wspólnie z jej podopiecznymi występuje na Festiwalu Piosenki Zaczarowanej, wspina się z nimi na kopiec Kościuszki - krakowskie K2.

Anna Dymna: - Chciałabym mieć taką córkę jak Asia. Jest prawdziwa, szczera. Z nikim się nie ściga. To zdumiewające, uczę wielu młodych ludzi, widzę ich zmagania. A Asia jest w jakimś sensie osobna: nie poddaje się wpływom, nie zmienia się. Jest impulsywna, emocjonalna, prosta. Taka dobra jest. W zeszłym roku poprosiłam ją, aby nagrała wspólnie z nami taki krótki spot promujący oddawanie na fundację jednego procentu podatku. 30 sekund, dla aktora to żadne zadanie. Wielu aktorów mi odmówiło. A Asia? Przesiedziała z nami na planie cały dzień. Bez słowa skargi. To dziewczyna, która mogłaby udawać wielką gwiazdę, przecież tyle osiągnęła. A ona porozmawiała z każdym, kto był wtedy tam z nami. To jest tak miłe, że prosisz kogoś o pomoc, a ten ktoś się cieszy, że może pomóc. Pracowałam z nią w teatrze, obserwowałam ją. Prawda, jaką ma w sobie, jest jej największym atutem. Ona niczego nie udaje, a jest wielką aktorką, to znaczy - potrafi udawać. Kamera ją kocha, może być i brzydka, i piękna. A to, co się dzieje z jej twarzą na ekranie, to coś niezwykłego...

Jestem najlepsza

Za to, żeby polski film nominowano do Oscara, kciuki trzymali tu wszyscy. Finalnie "Zimna wojna" ma szansę na rekordową liczbę trzech statuetek: za najlepszą reżyserię, zdjęcia, film nieanglojęzyczny. 25 lutego dowiemy się, ile nagród ostatecznie zgarnęła.

Ale ludzie z Muszynki już teraz są nieusatysfakcjonowani decyzjami, jakie podjęła Akademia Oscarowa.

- Myśleliśmy, że Aśka w tym roku nominację aktorską ma w kieszeni. No i zawód. A taki Oscar to należałby się jej jak kromka chleba - mówi mi Urszula Długosz. Rozmawiamy przed kościołem, obok niego budowana jest wiejska świetlica. Śmiejemy się, że za kilka lat transmisję oscarową w Muszynce będzie oglądało się tutaj. Z zaciśniętymi kciukami, bo przecież to dopiero początek wielkich sukcesów aktorki z Małopolski. Co do tego nie ma zapewne wątpliwości sama Joanna Kulig. W 2003 roku walczyła o wygraną w popularnym programie "Idol". Zapytana wówczas przez jurorów, dlaczego powinni ją wybrać, odpowiedziała bez wahania: - Bo jestem najlepsza.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego