powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Łódź. Wieczór wspomnień o Albinie Barańskiej

2 kwietnia br. w Poleskim Ośrodku Sztuki przy ul. Krzemienieckiej 2a odbędzie się wieczór wspomnień o Albinie Barańskiej z udziałem Andrzeja Barańskiego, prowadzenie: Łukasz Maciejewski.

Łukasz Maciejewski pisze po lekturze książki Andrzeja Barańskiego poświęconej żonie, Albinie:

>>Właściwie to ja nie potrafię niczego napisać o tej książce, bo od razu się wzruszam. Ale tak do imentu, ze łzami.

Pan Andrzej (Barański) podarował mi tę książkę w kopercie, na początku grudnia.

"Proszę nie otwierać, dopiero pod choinką".

Miał rację. Prezent był szczególny.

"Moja Albinoczka, która potrafiła mocno kochać".

Albinoczka to oczywiście Albina Barańska, wybitna kostiumografka, zmarła w ubiegłym roku żona autora, reżysera Andrzeja Barańskiego. Mojego ukochanego reżysera.

Miałem zaszczyt znać oboje.

Ona mówiła, on raczej milczał. Ją rozsadzała energia, on jest oazą spokoju. Nie łączyło ich wiele więcej, poza miłością.

Był czas, kiedy odwiedzałem państwa Barańskich regularnie, prawie codziennie, było kiedyś takie lato. Zastanowiło mnie, że w określonym dniu, zawsze na biurku pana Andrzeja pojawiała się róża. Dziennikarz, wiadomo, wszystko zauważy. Zapytałem o tę różę. Okazało się, że to Albina kupowała kwiat Andrzejowi, a Andrzej Albinie. Zawsze w rocznicę ich poznania. I tak przez kilkadziesiąt lat.

Znam wiele podobnych opowieści o państwu Barańskich. Ona mówiła o nim non stop, a on patrzył wtedy - speszony, ale zakochany.

Ona prała, prasowała, podśpiewywała, gotowała (nie raz smakowałem tych potraw), on towarzyszył, chwalił.

Ale znowu to On przez ostatnich siedem czy osiem długich lat zamienił się w panią Albinę - był jej kucharzem, pielęgniarzem, opiekunem, lekarzem. Odprowadzał ją w chorobie czule, z miłością. Aż do samego brzegu.

Teraz powstała książka-unikat. Książka-bibelot. Książka-wzruszenie. To nie jest wspomnienie o Albinie Barańskiej, to nie są liryczne opowieści, chodzi o prostotę komunikatów codzienności: "podgrzej kurczaka", "smaczna kiełbaska", "ugotuj ryż", "tęsknię za panem", "cała jestem twoja".

Pan Andrzej przez czterdzieści lat zbierał wszystkie karteczki pisane przez Panią Albinkę, fiszki przyklejane na lodówce, pocztówki wysyłane przez nią z planów filmowych i sanatoriów. Czy mnie to zaskoczyło? Nie bardzo. Zachwyciło? Już bardziej nie można.

Uwielbiałem panią Albinkę, a ona chyba mnie. Ubierała się ekstrawagancko, lubiła ploteczki, lubiła ludzi (chociaż nie wszystkich) - bo jeżeli ktoś skrzywdził kiedykolwiek "Andrzejka", nie miała litości.

Kiedyś, na festiwalu w Sandomierzu, wzięła mnie pod rękę, i głosem nieznoszącym sprzeciwu, oświadczyła: "Idziemy na spacer, niech sobie myślą, że mam takiego młodego kochasia, że taka ze mnie Madonna". W końcu jednak, jak zawsze, wcześniej czy później kończyło się na Andrzeju Barańskim. Wszystkie drogi, wszystkie zdania, przecinki, znaki przestankowe Albiny prowadziły do niego.

Wszystkie drogi, filmy, rysunki Andrzeja prowadzą teraz do Niej - Albinoczki, która potrafiła mocno kochać. Od Andrzeja który kochał równie intensywnie<<.