powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Człowieku, jak chcesz ocalić świat, skoro nie umiesz uratować siebie?

"Jak ocalić świat na małej scenie?" Pawła Łysaka i Pawła Sztarbowskiego na podstawie słowa mówionego Anny Ilczuk, Mamadu Góo Bâ, Artema Manuilova i Pawła Łysaka w reż. Pawła Łysaka w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Pisze Zbyszek Dramat.

PROLOG. CZEGO DOWIEDZIAŁEM SIĘ O SPEKTAKLU?

1. Na stronie internetowej Teatru Powszechnego napisano: "Osobiste historie ojców z Polski, Ukrainy i Afryki są kanwą przedstawienia o nadciągającej katastrofie ekologicznej, głodzie i przyszłości planety. Punktem wyjścia w pracy nad spektaklem była opowieść o ojcu reżysera, docencie Janie Łysaku, twórcy utopijnej metody zbioru zboża w fazie dojrzewającego, zielonego ziarna, a także losy Alexandra Voronova, górnika z Donbasu oraz Demby Ba, mechanika pokładowego z Senegalu. Ich działalność pozostaje śladem planów podboju i męskich fantazji ocalenia świata. Jaką rzeczywistość pozostawili po sobie nasi ojcowie? Co możemy zrobić, żeby nie popełniać ich błędów? Jakie szanse na rozwój zostawimy następnym pokoleniom?

Mój komentarz: Tu nasuwa mi się tylko jedno poetyckie ujęcie, które brzmi: "Ja jestem tym, który rodzicem jest. Ja jestem tym, który życie dumnie dał. I tajemnicę teatru jego () Płacz jest pierwszym głosem człowieka na tej ziemi, a lęk ostatnim pożegnaniem. Pełen pragnienia wchodzi w życie. Pełen żalu na miejsce odpoczynku wstępuje. I nikt nie pyta gdzie by zostać chciał. Gdzie jest ten, który by nie miał trosk? Gdzie ten zbierając się do snu miałby prawo rzec: oto dzień, który spędziłem bez smutku" (inspiracja: scenariusz do "Faraona" autorstwa J. Kawalerowicza i T. Konwickiego).

2. W części dotyczącej twórców spektaklu napisano: tekst - Paweł Łysak i Paweł Sztarbowski na podstawie słowa mówionego Anny Ilczuk, Mamadu Góo Bâ, Artema Manuilova i Pawła Łysaka; dramaturgia - Paweł Sztarbowski; scenografia - Janek Simon; muzyka - Andrzej Kłak i zespół; reżyseria światła - Piotr Pieczyński; asystentka reżysera - Nawojka Gurczyńska; inspicjentka - Barbara Sadowska.

Mój komentarz: Mistrzem spektaklu był Mamadu Góo Bâ. W związku z tym chciałbym zacytować słowa wypowiedziane w filmie "Twin Peaks" autorstwa Davida Lyncha i Marka Frosta: "W przyszłość przeszłości ciemną wpatruje się czarownik. Ktoś śpiewa między dwoma światami. Ogniu, krocz ze mną".

Mistrzynią teatralnej ceremonii została Anna Ilczuk, która z wrodzoną sobie dialektyką delikatności oraz bezkompromisowości i radykalności postaci stała się sceniczną Kasandrą - córką króla Troi, Priama. Zakochany w niej Apollo dał jej dar widzenia przyszłości. Kasandra nie odwzajemniła jego miłości. Rozgoryczony rzucił na nią klątwę, sprawiając, że nikt nie wierzył w jej przepowiednie. Dramatycznych ostrzeżeń Kasandry nikt nie chciał słuchać i poważnie traktować.

Kreatorem muzycznym inscenizacji okazał się niezrównany Andrzej Kłak - aktor i twórca o wielu talentach. Dzięki niemu znaleźliśmy się w transowym dramatycznym świecie przenikania dobra i zła, aniołów i demonów, powagi i groteski, komedii i tragedii.

Bardzo byłem rad, że w trakcie spektaklu Mistrz reżyserii Paweł Łysak siedział tuż obok widowni i kolejny najpewniej raz z emocją przeżywał wszystko to, co działo się na scenie. Zupełnie się nie dziwię. Przejęty byłem i ja.

3. 30 października 2018 r. w związku ze spektaklem (jeszcze przed jego premierą) w Teatrze Powszechnym w ramach Forum Przyszłości Kultury 2018 odbyła się debata pt.: "Jak ocalić świat? Koniec męskiej dominacji". W debacie wzięli udział: dr hab. Monika Szczepaniak (kulturoznawczyni zajmująca się kulturowymi aspektami męskości, prof. Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy), Monika Sadkowska (aktywistka klimatyczna, współorganizatorka Obozu dla Klimatu), dr hab. Mirosław Filiciak (medioznawca, badacz cywilizacji cyfrowej, prof. Uniwersytet SWPS). Całość poprowadził Edwin Bendyk (tygodnik Polityka). Całość debaty dostępna jest nadal na stronie: www.facebook/teatrpowszechny/debata.

We wprowadzeniu do debaty napisano: "Wolne żarty! Czyż Amerykanie nie oddali władzy Donaldowi Trumpowi, uznając, że lepiej będzie nimi kierował mizogin i ksenofob, niż liberałka Hillary Clinton? A Rosja, Węgry, Turcja i dziesiątki innych krajów, w których władza nierozerwalnie związana jest z kultem macho? A świat cyfrowych technologii i Internetu? Niemal całkowicie, od Wikipedii, przez cyfrowe korporacje, aż po hackerspace'y, podlega kontroli mężczyzn. Cóż z tego - to świat przeszłości, który stanął na krawędzi społecznej i ekologicznej katastrofy. Świat, w którym w obronie męskiej dominacji coraz częściej pojawia się przemoc, oznaczająca jednak faktyczną bezsiłę. Bezsiłę, której miarą jest niezdolność do odpowiedzi na pytanie: jak ocalić świat?".

Mój komentarz: Kultura Zachodu wyidealizowała jeden aspekt rzeczywistości. Chodzi tu o potężny kult pierwiastka męskiego: - kult kreacji, potencji, aktywności; - kult siły, która pokonuje bierność; - kult władcy, który rządzi poddanymi; - kult wodza, który prowadzi do zwycięstwa; - kult śmierci, która przynosi chwałę i uszlachetnia wysiłki i dążenia życia. Destruktywny charakter cywilizacji zachodniej wynika w dużej mierze z jej filozofii egoistycznej autoafirmacji - rodziny, klanu, narodu, państwa czy gatunku. Przez całe stulecia pierwiastek kobiecy był tłumiony i spychany na margines życia - politycznego, społecznego, artystycznego, naukowego. Patriarchalny system społeczny, który panował, oparty był na hierarchii, autokratyzmie i dominacji. W konsekwencji aktywne męskie energie stały się niezrównoważone, gwałtowne, destruktywne i nieludzkie. Pozbawione naturalnej równowagi zaczęły tworzyć wartości i ideały, które przynoszą wyzysk, zniszczenie, przemoc i śmierć. Tak rozumiana destrukcja następuje zarówno na poziomie społeczeństw, jak i we wnętrzu samej jednostki (R. Fields, M. Has, Wstęp do książki "Rozkwitający Kwiat Lotosu. Energia żeńska w praktyce duchowej").

Językowy obraz świata jest wciąż męskim obrazem. Męski język jest zdeformowanym bytem wytwarzanym zarówno w świecie realnym jak i w świecie wyobraźni. Może nawet bardziej w męskiej wyobraźni niż w zobiektywizowanej rzeczywistości. Problem męskich wyobrażeń, wizji, idei (stanów idealnych), wzorów, a nawet marzeń (mitów, utopii) konfrontowany jest wciąż z możliwością ich wątpliwej realizacji. Tym bardziej, że bardzo skomplikowany i nieprzejrzysty męski świat w naturalny sposób wytwarza na swój temat wiele uproszczeń, zafałszowanych wyobrażeń, projekcji, stereotypów i skrótów myślowych. Męska rzeczywistość kreowana jest w procesie ciągłej konstrukcji i rekonstrukcji, interpretacji i reinterpretacji. Ta realność traktowana jest głównie jako niestała i ciągle przejściowa forma świadomości. Dominuje głównie subiektywna i materialna logika wielo-kontekstowości, wielo-wątkowości i wielo-aspektowości, ale także zmienności i nietrwałości. Prawdziwość przekonań (opinii) na jej temat zależy od kontekstu, przyjętych tożsamości oraz męskich kodów komunikacyjnych i znaczeniowych, które nadają rzeczywistości określony sens. W przestrzeni publicznej mamy do zatem do czynienia głównie z męskim kształtowanie pojęć, sensów i wyobrażeń. A przecież na realność składają się wszystkie istoty ludzkie i ich myśli, działania oraz wytwory głównie niematerialne, instytucjonalne i nieinstytucjonalne. Rzeczywistość jest inna niż ta, którą wyobrażają sobie mężczyźni. Coraz więcej tu form feministycznej percepcji, alternatyw, odmiennych interpretacji i prawd. Na wadze zyskuje kobiecy typ energii oraz intuicja, a nie tylko "męski" post-oświeceniowy racjonalizm i poznanie rozumowe.

AKT PIERWSZY I OSTATNI. MOJE PRZEMYŚLENIA PO SPEKTAKLU

1. Czas zerwać z dumną przeszłością: oświeceniowym optymizmem czy późniejszą progresywną wiarą w stały rozwój. Wielu oczekuje, że ludzkość zbudzi się z letargu. A Ona zdaje się stać w miejscu. Bierna, bezczynna i podporządkowana.

2. W stosunku do obecnej sytuacji w świecie użyć trzeba mocnych słów, takich jak: szaleństwo oraz głupota, odwołując się do B.W. Tuchman ("The March of Folly: From Troy to Vietnam", New York 1984), która w szaleństwie i głupocie widzi szczególną odmianę złego rządzenia. Definiuje je jako działanie sprzeczne z interesem państw oraz interesem obywateli.

3. Absolutnie nie mamy wyboru. Alternatywa jest taka: przebudowa świata albo chaos. Dzisiaj mocno widać to co nazywa się "końcem nadziei". Innymi słowy obserwujemy koniec bardzo starej idei, że "będzie lepiej i tylko lepiej". Ludzie zawsze wierzyli, że choć dziś nie jest dobrze, to wszystko idzie w dobrym kierunku, wierzyli w ideologie, w innych ludzi, wierzyli w przyszłość. Przez wieki żyliśmy ideą czasu zorientowanego ku przyszłości. Dziś idea ta jest martwa. Najgorsze więc, co może nas teraz czekać, to bunty ludzi pozbawionych nadziei, bunty nihilistów, kierujących się ku nicości ("B.-H. Lévy w rozmowie z M. Płocińskim", "Rzeczpospolita" 2 października 2012).

4. Głównym założeniem dla współczesnego świata nie może być przetrwanie najlepiej przystosowanych. O tym, kto jest najlepiej przygotowany do przyszłości, nie może rozstrzygać rywalizacja, a współpraca. Zglobalizowany świat nie powinien stać się dżunglą, w której rządzi naga siła.

5. Świat dziś jest bestią, która usadowiła się obok świata realnej polityki, gospodarki i nauki, lekceważąc sobie wszelkie reguły. Koniec to nie zawsze nowy początek. Dla bestii koniec to koniec.

6. Świat - Matka Natura umiera. Nie jest to żadna dramatyczna czy też gwałtowana śmierć, ale jednak śmierć, która przyszła powoli i nie zamierza odejść.

7. Pojęcie/słowo "chaos" wpisało się już na stałe w analizę otaczającej nas rzeczywistości. Etymologiczny sens chaosu kryje za sobą tajemnicę pustki, nicości, otchłani i bezładu - pierwotnego stanu materii, z którego powstał i którym kończy się świat. Chaos to: - metaforyczny biblijny stan zamętu i ciemności; - stochastyczna turbulentna dezorganizacja, nieregularność (nieliniowość), nieprzewidywalność i zaburzenie, które mogą mieć przejściowy lub stały charakter; - asymetria i nieproporcjonalność oraz nieadekwatność np. w relacjach między aktywnością jednostek (kolektywnych), a osiąganymi przez nie wynikami (rezultatami).

8. Z pojęciem chaosu wiąże się "efekt motyla", który dotyczy dużej wrażliwości systemu globalnego na zmiany w nim zachodzące. W warunkach złamania porządku nawet niewielkie zaburzenie funkcjonowania systemu spowodować może istotne, a nawet gwałtowne perturbacje i zmiany.

9. Indeterminiści (w tym E. Morin, "La méthode. La nature de la Nature", Paris 1977) nie godzą się z ujmowaniem procesów zmiany w świecie w prosty schemat: obiektywna tendencja - dewiacja. Rozwój dokonuje się dla nich zygzakami: każda zmiana może prowadzić do pożądanej tendencji, ale też niechcianej i nieoczekiwanej dewiacji. Zakłócenie, a także strukturalna niemożność wyeliminowania własnych dysfunkcjonalności sprawia, że ruch w systemie coraz bardziej opiera się na chaotycznym unikaniu choroby, omijaniu problemów lub uciekaniu od kłopotów i przybiera wijący, łamany lub pokrętny kształt "zygzakowatości" lub "wężykowatości" ("weaving side-to-side movement or jagged line from side to side"). W ten sposób ukształtowane "zakręcenie" wewnątrzsystemowe prowadzi do sytuacji, którą można nazwać "pozostawaniem na krawędzi". Gdy dochodzi do takie sytuacji żaden ze scenariuszy, także tych katastroficznych nie jest wykluczony.

10. Na osobną uwagę zasługuje kwestia "przypadku" , która jest stałym elementem indeterministycznego porządku rzeczy, który tkwi w kryzysowym przypadku (tyche) i losie (moira). Coraz większa randomowość zmian i wyborów świadczyć może o zaburzeniu nie tylko konstrukcji cywilizacyjnej, ale także egzystencjalnych fundamentów (podstaw) jej funkcjonowania. Sokratejska reguła "wiem, że nic nie wiem" staje się codziennością. W ściśle uregulowany układ współzależności i regulacji wszystkiego wkradła się niepewność, bezradność i przypadek - dzieło nieprzewidywalności - "czarny łabędź" o którym pisał tyle N.N. Taleb ("Ślepy traf. Rola przypadku w sukcesie finansowym", Gdańsk 2006).

11. A. Gramsci zakłada, że atrybut utopijności nie odnosi się do woli człowieka w ogólności, ale do poszczególnych przejawów woli, które nie umieją powiązać realnych środków z wyidealizowanym celem. Nie są wcale wolą, ale zachcianką, marzeniem, pragnieniem itp. ("Nowoczesny książę", "Krytyka Polityczna" nr 11/12).Wyznaczanie tak utopijnych, ambitnych celów jest dowodem na to, że ludzkość (cywilizacja) wciąż i bez końca wyznacza sobie zamierzenia-marzenia, do których chce dążyć, bez względu na to czy zdaje sobie sprawę z nierealności ich urzeczywistnienia. Dla Z. Baumana utopia to wyobrażenie innego uniwersum, odmiennego od świata, który się zna albo o którym się wie, że istnieje. Antycypuje ona świat już stworzony i wymyślony po to, aby zastąpić go innym, nowym i lepszym. Utopia potrzebuje spełnienia trzech warunków: - przytłaczającego poczucia, że świat nie funkcjonuje właściwie i nie da się go właściwie naprawić; - przekonania o możliwości skonstruowania alternatywnego modus operandi oraz modus faciendi/modus procedendi, które urządzą świat na nowo; - posiadania pewności, że plan nowej realności jest możliwy do zrealizowania w praktyce ("Płynne czasy. Życie w epoce niepewności", Warszawa 2007).

EPILOG. W PROCESIE DIALOGOWANIA Z "LOVE SUMMIT. WARSAW".

1. Historia i kultura wciąż i bez końca przyznają pierwszeństwo Ojcu, ale to jego córka i nasza matka Ziemia umiera.

2. Odnosząc się do pytania "jak ocalić świat na małej scenie?" odpowiadam w prosty sposób. Na początek konieczna jest zmiana języka używanego na dużej globalnej arenie systemu świata (Immanuel Wallerstein). Jak to się uda, to będzie to już połowa sukcesu. Zmiana języka to akceptacja i asymilacja nowych wartości, reguł i słów, przejawiająca się między innymi w odrzuceniu dominacyjnych i neokolonialnych praktyk dyskursywnych i narracyjnych, które prowadzą świat ku katastrofie.

3. Świat na małej i dużej scenie musi być: - wolny, - połączony, - bez hierarchii, - bez chaosu, - kolorowy ("bez koloru ciężko jest żyć"), - odrzucający dotychczasowe kształty/formy, - spontaniczny i przygodny, - pozbawiony zła, - słuchający drugiego człowieka, - odrzucający śmierć i koniec, - wciąż na nowo rzeźbiony, - rodzinny, - nasz.

4. Aby ocalić świat na małej scenie trzeba: - wprawiać świat w ruch, - zajmować się teatrem, - namawiać ludzi nieśniących do snu, - wychodzić i ruszać się, - odzyskiwać chęć do życia, - nauczyć się dostać nowe narzędzia funkcjonowania w życiu, - pozostawać w pozytywnej relacji i interakcji do drugiego człowieka, - być otwartym na nieznane, - podróżować i poznawać świat, - zachęcać ludzi do pójścia z nami, - zachęcać ludzi do wyrwania się z codzienności, - zadawać pytania i słuchać odpowiedzi, - reagować na to co się usłyszy, - wsłuchiwać się w ludzkie potrzeby, - nie odmawiać, - odrzucić słowa i/lub przemienić je w czyn, - dzielić się z drugim człowiekiem, - szukać prawdy, - nie bać się, - przekraczać siebie/nas/człowieka, - być blisko człowieka.

4. Nie uratujemy świata na małej scenie bez: - nowej energii, - nowego miejsca, - nowej odpowiedzialności, - odrzucenia robienia krzywdy naszej planecie, - nowego myślenia o ekologii, - spokoju ducha i ciała, - nowego czasu, - performatyki i eksperymentu, - mobilizacji i gotowości do startu, - dążenia i pragnienia, - spirytualizacji życia, - integracji/łączenia, - symplifikacji, skupienia i medytacji, - sztuki/teatru.