Telewizja. "Scenariusz..." Jana Peszka w TVP Kultura

To spektakl legenda. Jeden z tych tytułów teatralnych, które śmiało można nazwać już monodramem wszech czasów. 12 lutego, godz. 20.20

«Jan Peszek gra "Scenariusz..." od ponad 40 lat, jeździ z nim po Polsce i na zagraniczne festiwale. Ten oryginalny, ponadczasowy utwór jest przewrotnym wykładem na temat muzyki, a jednocześnie pokazem sztuki teatru. Aktor instrumentalny potrafi na scenie wyrazić sobą wszystko, nie potrzebuje rekwizytów i scenografii.

Bogusław Schaeffer, kompozytor, muzykolog, autor tekstów teatralnych, napisał "Scenariusz..." w 1963 roku. Jednak dopiero kilkanaście lat później udało mu się namówić na zagranie tego niełatwego tekstu idealnego wykonawcę. Jan Peszek nie od razu był zresztą do tego materiału przekonany. Opowiadał w wywiadach, że "Scenariusz..." początkowo wydawał mu się "nadętym, pysznym wykładem pozbawionym cech dramatu". W dodatku opatrzony był szczególnymi uwagami dla wykonawcy, który poszczególne fragmenty tekstu ma interpretować "spokojnie", "prywatnie - w tonie jak (dawniej) do służby", "opuszczać słowa trudniejsze - mówić jak idiota do idiotów", "ukazać straszliwe zmęczenie tym krótkim tekstem", wydawać "jęki straszliwe, górnicze, zdechłe". Dopiero pracując nad tekstem, aktor zmienił zdanie.

Prapremiera odbyła się w 1976 roku w Łodzi. Po latach Peszek powiedział: - Z czasem zrozumiałem, jakie było to w moim życiu ważne doświadczenie. Gdyby nie spotkanie z Bogusławem Schaefferem i działania w awangardzie, byłbym najprawdopodobniej zupełnie innym aktorem. Schaeffer proroczo wyczuł pewne mechanizmy i zjawiska, które się pojawiają i ciągle są aktualne, np. komercjalizację sztuki. Tekst jest szalenie dotkliwy, aktualny, mówi o miejscu, sytuacji, problemach, trudnościach, w jakich znajduje się artysta współczesny czy też człowiek, który chce być artystą.

Odbiór widzów na spektaklach wciąż jest entuzjastyczny, spontaniczny. Nic dziwnego, bo Jan Peszek mówi o tym monodramie tak - To mój manifest. Schaeffer nie chciał badać sytuacji artysty w świecie, ale przekazał prawdę, która może się wydać banalna - trzeba być wiernym sobie. Powinno to dotyczyć każdego, ale akurat aktor ma taki obowiązek, w związku z czym najczęściej przegrywa, ale odstąpić od tego nie może. Dziś już nie jesteśmy w stanie oderwać się od dóbr, zrezygnować z samochodu czy laptopa. A "Scenariusz..." potwierdził moją intuicję, że los artysty zależy od niezależności, jaką zachowa wobec komfortu. Z wyboru nie używam komputera, jestem nie-zabrudzony tym, co mi proponuje cywilizacja, co nie czyni mnie ani lepszym, ani gorszym. Ale ciągle znajduję w "Scenariuszu..." nieznane brzmienia, słyszę nowe konteksty. My, aktorzy, poruszamy się w świecie iluzji, a musimy bezwzględnie używać czystego tonu, by być w okolicach prawdy.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego