Empatia

"Upływ czasu" Teatru Continuo na I Festiwalu Teatrów Europy ¦rodkowej S±siedzi w Lublinie. Pisze Grzegorz Kondrasiuk w Gazecie Festiwalowej 5¦ciana.

«Fabuła? Ależ skąd. Może zbyt często opowiadanie historii o kobiecie i mężczyźnie grozi ześlizgnięciem w banał. Seiline Vallee i Salvi Salvatore z Teatru Continuo - para aktorów występująca w "Upływie czasu" (i jednocześnie twórcy tego przedstawienia) ominęli problem w imponujący sposób, w iście cyrkowo-poetyckim stylu. Można chyba mówić o wirtuozerii - aktorskiej, reżyserskiej, scenograficznej - skoro z pozornie luźnego, onirycznego ciągu impresji udało się wyczarować jakąś (jakąś, bo teatralną) prawdę o dwóch zwyczajnych (i dlatego może jedynych i niepodrabialnych) życiorysach.

Dwójka staruszków w szpitalnym pokoju. Dziwne to role, i dziwna opowieść. Raczej podróż pod prąd czasu, w której ujawniają się wszystkie ułomności pamięci - poszatkowanej, przetwarzającej doświadczenia na wiązankę leitmotivów. Na zawsze zapamiętane narzekanie matki, kilka butelek z mlekiem dla niemowląt, koło od roweru, zdjęcie rodzinne w ramce - tyle pozostało, na tym każe nam się poprzestać. W ubogi świat domu starców wkracza jednak inny porządek. Tak jakby swoje prawa postanowiły wyegzekwować te wszystkie osoby, z których przez sześć, siedem, osiem dekad składa się życie człowieka. Powracają, wdzierają się w rolę, odgrywają swoją krótką scenę, jakiś bezładny, nie wiadomo dlaczego zachowany fragment całości, której już nie ma. Dają o sobie znać w snach, we wspomnieniach głosów dzieci. I - najpełniej - we wzlotach wyobraźni, w jej niepowstrzymanych atakach. Wysoko nad sceną, na białych podwieszonych wstęgach, aktorzy przemieszczają się w owej Drugiej przestrzeni, o której pisał stary poeta Czesław Miłosz, opowiadając o wzroku, który skierowany jest do wewnątrz: Szanowne moje oczy, nie najlepiej z wami. Teraz coście widziały, schowane jest we mnie I przemienione w pamięć albo sny.

Rzadkiej to piękności przedstawienie, w którym perfekcja roboty teatralnej wydaje się tak niewymuszona i naturalna. Po brzegi wypełnione cyrkową ekwilibrystyką (wielokrotnie powracający motyw powietrznych tańców), i pozbawiony nawet cienia efekciarstwa. Gra pełna humoru, subtelne aktorstwo przy samej granicy buffo ujawnia całą groteskowość codziennych zachowań - ale i wytwarza ciepły, empatyczny dystans. Proszę się rozluźnić - powiada lekarz, wywijając w czasie badania swoją pacjentką na wszystkie strony, aby za chwilę odebrać telefon i mówić do słuchawki-jej ręki. Teatr tańca, trochę klownady, teatrzyk cieni - to wszystko w jednym, spójnym tonie, otwierające w przestrzeni sceny dwa wewnętrzne światy. Dwójka aktorów i niewyczerpana, zdawałoby się inwencja w budowaniu etiud, pełna swoboda w przechodzeniu od gagu do liryki. Wyzwania stawiane wyobraźni widowni. Wystarczy?»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego