powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Masz talent do robienia brzydkich rzeczy, Marto

"Kto się boi Virginii Woolf?" Edwarda Albeego w reż. Grzegorz Wiśniewskiego w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Pisze Aleksandra Kuś.

Noc tuż po rozpoczęciu roku akademickiego. Do mieszkania wchodzi George (w tej roli Mirosław Baka), nie zapala światła, jest zmęczony i praktycznie gotowy do snu (jest już grubo po północy). Jego spokój zakłóca przybycie żony - Marty (Dorota Kolak), która oznajmia, iż spodziewają się gości. Inicjatorem wizyty jest rektor uczelni, prywatnie ojciec Marty, który poprosił małżeństwo o przyjęcie nowego wykładowcy wraz z żoną (w tych rolach Piotr Biedroń i Katarzyna Dałek). Gdy dochodzi do spotkania, obie pary wypijają sporą ilość alkoholu którego działanie powoduje nasilanie się konfliktów, aż wreszcie agresję.

Akcja przedstawienia rozgrywa się w klaustrofobicznej przestrzeni (salon zawalony książkami), która już na początku powoduje ciężką do udźwignięcia atmosferę. Jedyny sposób wydostania się z niej, to zejście w dół znajdujące się w podłodze, co może się kojarzyć z zejściem do piekieł (kręgi piekielne, po przekroczeniu których uwalniają się coraz gorsze demony bohaterów). Nawet wyświetlane bajki o Myszce Mickey, nie są w stanie nadać lekkości przedstawieniu.

Światło, którego reżyserią zajął się Marek Kozakiewicz, prócz wspaniałej gry aktorów jest najistotniejszym elementem spektaklu. To ono ma wprowadzić widza w klimat sztuki, sferę intymności, dramatyzm oraz psychiczne zakamarki każdej z par. Dzięki grze światła zaczynamy być wciągani w niekoniecznie lekką historię życia gospodarzy, z której za chwilę nie będziemy mogli się wydostać.

Na naszych oczach rozpoczynają się igrzyska nienawiści. Marta zaczyna drwić i dyskredytować pozycję męża. Nie używając zbyt wyszukanych środków ekspresji, a tylko mając za oręż swój jadowity język, doprowadza do eskalacji agresji ze strony George'a. Ten zaś zaczyna atakować swojego młodszego kolegę wykładowcę, widząc w nim człowieka interesownego i karierowicza. Nick przenosi to wszystko na swoją świeżo poślubioną żonę, dostrzegając jej infantylność, dziecinność i brak stosownego obycia. Dochodzimy do momentu, w którym każdy każdego rani. Uzmysławiamy sobie, że te wszystkie działania, to zwykłe wołanie o pomoc. Marta chce zwrócić uwagę George'a na siebie za wszelką cenę, George pragnie pokazać Marcie że nadal ją kocha, pomimo tego, że nie ma już tej energii co wtedy, gdy byli młodzi. Nick bierze za punkt honoru udowodnienie, iż mimo młodego wieku jest wartościowym i ambitnym człowiekiem, a Honey pragnie uświadomić mężowi, że go nie usidliła, bo bardzo kochała go przed ślubem i kocha nadal.

George Mirosława Baki oraz Marta w wykonaniu Doroty Kolak to role zapisujące się w pamięci. Są to osoby pokonane przez lata wspólnego życia, które mimo wszystko na swój sposób próbują walczyć o siebie, swoje życie i uczucia. Posunęły się w swojej walce tak daleko, że kreują obraz potomka, który ma im pomóc wejść na pułap łagodności i wzajemnego porozumienia.

Nick Piotra Biedronia i Honey Katarzyny Dałek to młodzi ludzie, którzy niestety wkraczając w swoje dorosłe wspólne życie zaczynają popełniać błędy, jakie popełnili ich starsi znajomi. George i Marta w bardzo bolesny sposób pokazują im co ich czeka za dwadzieścia lat jeśli, nie zawalczą o siebie.

"Kto się boi Virginii Woolf?" w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego nie jest spektaklem lekkim i przyjemnym. Nie jest to sztuka, na którą pójdziemy z całą rodziną. Wybierając się na niego, musimy pamiętać że wymaga od nas skupienia i zaangażowania emocjonalnego. Bardzo dobra gra aktorów i fantastyczna gra świateł powoduje, że przenosimy się w inny, trudny, abstrakcyjny świat. Po wyjściu z teatru jeszcze długo targały mną emocje i chęć analizowania zachowań bohaterów. W mojej ocenie jest to bardzo dobry spektakl dla osób wymagających i nie szukających taniej rozrywki.

***

Tekst powstał w ramach zajęć Wprowadzenie do wiedzy o teatrze na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Gdańskiego.