powiększwersja do drukupoleć znajomemu

12 lat temu zmarła Krystyna Feldman - mistrzyni drugiego planu

24 stycznia 2007 r., zmarła Krystyna Feldman, wybitna aktorka, mistrzyni drugiego planu. Miała w sobie "wrodzoną, naturalną młodość", "była aktorką starej darty" - wspominają aktorzy Teatru Nowego w Poznaniu, z którym związana była niemal przez ćwierć wieku.

Zasłynęła rolą Nikifora Krynickiego w filmie "Mój Nikifor" Krzysztofa Krauzego, za którą została wyróżniona wieloma nagrodami krajowymi i międzynarodowymi, m.in. na festiwalach w Gdyni i w Karlovych Varach. Wielką popularność przyniosła jej rola babki Rozalii w telewizyjnym serialu "Świat według Kiepskich".

Od 1983 r. związaną była z Teatrem Nowym w Poznaniu.

- Poznaliśmy się z Krysią w 1971 r., wtedy skończyłem studia w Krakowie i przyszedłem do Szczecina do Państwowych Teatrów Dramatycznych, którymi kierował wówczas Józef Gruda - wówczas to był jeden z najlepszych teatrów, szalenie ciekawy. W tym samym roku przyszła tam Krysia - wspominał w rozmowie z PAP aktor Andrzej Lajborek z Teatru Nowego w Poznaniu.

Feldman jeszcze w teatrze Grudy miała pokój gościnny, wisiał w nim duży portret marszałka Józefa Piłsudskiego. - To był prawdziwy ewenement, przypomnę, że był 1971 r., krótko po wydarzeniach Grudnia '70. Zawsze na urodziny marszałka i jego imieniny paliła świece po obu stronach portretu. Pamiętam, że pewnego dnia przyszedł smutny pan, żeby zrobić w jej pokoju rewizję, ponieważ spodziewano się, że tam może być jakaś bibuła właśnie z Grudnia. Okazało się, że bibuły nie ma, ale ów człowiek przeszukał pokój, bardzo kulturalnie się przy tym zachowując. Na koniec usłyszał jednak pytanie Krysi: "proszę pana, ta świeca z witrażem po lewej stronie, ona chyba stała bardziej z przodu?". "Bardzo panią przepraszam" - odpowiedział smutny pan i poprawił świecę - opowiadał Lajborek.

- Nigdy w życiu - jak chyba nikt prawie - nie widziałem jej w spódnicy; a jeżeli miała spódnicę na scenie, to sięgała ona prawie do ziemi. Taką spódnicę miała w "Romansie z wodewilu", który grała w Szczecinie. A prywatnie zawsze chodziła w spodniach - podkreślił.

- To była aktorka starej daty, zawsze przygotowana, pierwsza rolę znała na pamięć - wspominał Lajborek. Dodał, że Feldman dbała o dykcję również na co dzień. - Ona nie pozwalała sobie na zlekceważenie tego nawet wtedy, kiedy mówiła zupełnie prywatnie, a tak robią niektórzy aktorzy - zaznaczył. Zapamiętał, że aktorka paliła nałogowo papierosy. - Ja nigdy nie paliłem, poza krótkim okresem na studiach, więc siedzenie z nią w jednym pomieszczeniu kończyło się uwędzeniem - mówił.

Lajborek podkreślił, że z Feldman pracowało się dobrze, choć była bardzo wymagająca. - Wymagała i od reżysera i od kolegów, którzy z nią grali. Od kolegów wymagała zawodowego podejścia, znajomości tekstu, dobrego mówienia, operowania oddechem, słowem rzeczy czysto zawodowych; natomiast od reżysera oczekiwała konkretnej wizji i uwag - wyjaśnił.

Zdradził, że aktorka nie pozwalała sobie na grube słowa na scenie, co w teatrze jest dosyć powszechne. - Bardzo rzadko sobie pozwalała na jakieś przekleństwa, ja chyba nie pamiętam niczego mocniejszego niż "psia krew" - mówił.

Dodał, że przez to, że była niska, bardzo drobna, grała głównie postaci drugiego planu. - I bardzo dobrze się z tym czuła, nie buntowała się przeciwko temu, doskonale wiedząc, że ma takie, a nie inne warunki - podkreślił.

Aktorka Antonina Choroszy, również związana z Teatrem Nowym w Poznaniu, powiedziała PAP, że Feldman była osobą, która wzbudzała w niej "wewnętrzny uśmiech". - Kiedy zaczęłam pracę w Teatrze Nowym w Poznaniu w 1991 r. byłam najmłodszą osobą w zespole, na czwartym roku studiów. Przydzielono mnie do garderoby numer 9., w której były cztery stanowiska, a jedno z nich należało właśnie do Krystyny Feldman. Takim zrządzeniem przez 16 lat byłam w jednej garderobie z panią Krystyną - opowiadała Choroszy.

Jak mówiła, "obcowanie w jednej garderobie to jeszcze inne bycie w teatrze niż to na korytarzach, na scenie, na spotkaniach zespołu, bo tam jest przestrzeń wspólna, zarazem bardzo intymna, wytwarza się maleńka wspólnota". Podkreśla, że z Feldman żyło jej się "fantastycznie w tej przestrzeni garderobianej".

Zdradziła, że z Krystyną Feldman łączyło ją miejsce pochodzenia. - Pani Krystyna pochodziła ze Lwowa, to było jej ukochane miasto, ona tęskniła za tymi ludźmi, za tym czasem, często opowiadała o swojej rodzinie. Mój tata był również lwowiakiem. Kiedy się o tym dowiedziała, powstała miedzy nami szczególna nić porozumienia. Jak tylko słyszała, że jadę to domu, mówiła, żebym przekazała pozdrowienia tacie. Albo mówiła: "serwus dla taty". Później okazało się, że lwowiacy tak się pozdrawiali - opowiadała Choroszy.

Dodała, że wspomina ją z "ogromną serdecznością". - To była osoba stonowana, niezwykłej inteligencji, taka umarła klasa, gatunek osobowości i inteligencji przedwojennej - zaznaczyła. Jak mówiła, aktorka "nigdy nie spóźniała się, nie narzekała, była bardzo wyważona w reakcjach i opiniach, co nie znaczy, że nie była emocjonalna". Dodała, że była też "niezwykle dowcipna, skłonna do żartowania, ale i samokrytyczna".

Zdradziła, że Feldman "czasem, gdy siedziała w garderobie przed lustrem i przygotowywała się do spektaklu, patrzyła na w lustro i żartobliwie mówiła do siebie: "no i co, no i co, no i co ty tutaj, co tak patrzysz". - Oczywiście to było pod kontrolą i z ogromnym żartem, nieraz dawała sobie klapsy po policzkach za coś, bo mówiła, że trzeba czasami siebie musztrować - dodała Choroszy.

Podkreśliła, że odtwórczyni roli Nikifora "miała w sobie wrodzoną, naturalną młodość". - Ona miała w sobie młodego człowieka. Kiedy zdarzały się naprawdę długie, ciężkie próby i wszyscy czuli zmęczenie, może raz w życiu usłyszałam od niej - "jestem zmęczona". Nigdy tego nie okazywała - zaznacza aktorka.

Krystyna Feldman urodziła się we Lwowie 1 marca 1916 r. (przez wiele lat w obiegu funkcjonowała data o cztery lata późniejsza). Jej matka była śpiewaczką operową, ojciec - aktorem. Po ukończeniu studium dramatycznego w 1937 r. debiutowała na scenie Teatru Miejskiego we Lwowie. W czasie okupacji była łączniczką Armii Krajowej. Po wojnie grała w teatrach m.in. Katowic, Łodzi, Szczecina, Opola i Krakowa.

Od 1983 r. związała się na stałe z Teatrem Nowym w Poznaniu.

Jej filmowym debiutem była drobna rola w "Celulozie" Jerzego Kawalerowicza z 1953 r. W dorobku ma ponad 60 ról telewizyjnych i filmowych, m.in. w "Lalce" Wojciecha Hasa, "Yesterday" i "Pociągu do Hollywood" Radosława Piwowarskiego, "Pogrzebie kartofla" Jana Jakuba Kolskiego, "Pianiście" Romana Polańskiego, "Starej Baśni" Jerzego Hoffmanna, a także w serialach "Jan Serce" Piwowarskiego i popularnym "Świecie według Kiepskich".

Nikifor nie był pierwszą męską rolą w jej dorobku - wcześniej grała m.in. w teatrze Staszka w "Weselu" i Kaja w "Królowej Śniegu".

Ostatnim filmem, w którym zagrała, był "Ryś" Stanisława Tyma (2007 r.). Z kolei w Teatrze Nowym krótko przed śmiercią grała Weronikę w "Fauście" w reżyserii Janusza Wiśniewskiego oraz w monodramie "I to mi zostało..." na podstawie opowieści biograficznej o Feldman "Festiwal tysiąca i jednego epizodu" spisanej przez Tadeusza Żukowskiego wyreżyserowanym przez Roberta Glińskiego.

Zmarła 24 stycznia 2007 r., spoczywa na jednym z poznańskich cmentarzy. Nowa Scena poznańskiego Teatru Nowego mieści się dziś na tyłach głównej siedziby placówki przy ul. Dąbrowskiego w Zaułku Krystyny Feldman.

1 marca 2016 r. ukazała się nakładem Wydawnictwa Miejskiego Posnania we współpracy z Teatrem Nowym im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu odnaleziona po latach powieść Feldman "Światła, które nie gasną". Nie wiadomo, gdzie i w jakich latach powstawała ta książka. Niewykluczone, że jest owocem pisarskich inspiracji aktorki z czasów, kiedy, tuż po II wojnie światowej, pracowała w Katowicach.