powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Kosmos niezrozumienia

"Łaknąć" Sarah Kane w reż. Radosława B. Maciąga w STUDIO teatrgalerii w Warszawie. Pisze Zbyszek Dramat.

Szum i zgiełk. Słychać go wszędzie. W jego rytmie porusza się cały świat. Dociera do Księżyca. Jego poświata blednie. Co wydarzy się w mroku, który pozostanie? Krąg życia i śmierci niemal się zamknął. Obserwuj i słuchaj snu czasoprzestrzeni. To wszystko się teraz wylewa i płynie jak rzeka. To co jest, czego nie ma. Monolit (inspiracja: David Lynch i Mark Frost, "Twin Peaks", sezon 3, odcinek 10 pt. "Laura jest jedyna").

"Łaknąć" to: - odczuwać głód; - chcieć/pragnąć czegoś. "Crave": - to have an intense desire for; - to need greatly or urgently. Szukamy nowego języka, łakniemy nowych przeżyć. To wszystko.

Scena Malarnia na ostatnim piętrze Teatru/Galerii Studio w Pałacu Kultury 16 stycznia 2019 roku zmieniła się. Po włączeniu świateł ujrzałem nie jeden, a kilka monolitów. I od razu wiedziałem, że zderzę swe teatrologiczne myślenie z "Odyseją kosmiczną" Stanleya Kubricka.

Dramaturgia Sarah Kane polega na tym, żeby się przepoczwarzać. Żeby grać to co jest w nas nieoczywiste. Żeby szukać, żeby rozgrzebywać losy postaci A, B, C i M - zablokowane, nieotwarte, stłamszone i bierne. Brutalny teatr Sarah Kane polega na tym, żeby się nie dogrzebać, nie dojść, nie dokończyć, nie zamknąć, nie pozwolić aby w nas cokolwiek zakwitło.

Dzięki "Łaknąć" Sarah Kane w interpretacji Radosława B. Maciąga zaszedłem do miejsca, do którego sam bym nie dotarł. Ocaliły się we mnie tajemnice.

Eksperyment z formą, językiem, rytmem i muzyką wpisał się już na stałe w opis i analizę otaczającej nas rzeczywistości. Etymologiczny sens chaosu kryje za sobą tajemnicę pustki, nicości, otchłani i bezładu - pierwotnego stanu materii, z którego powstał i którym kończy się świat. Chaos to metaforyczny stan zamętu i ciemności. To stochastyczna turbulentna dezorganizacja, nieregularność (nieliniowość), nieprzewidywalność i zaburzenie. W chaosie poematu "Łaknąć" nie możliwe jest ani generalizowanie ani uogólnianie. Swobodny strumień świadomości zrywa z ergodycznością, która pozwala nam sądzić, że każde kolejne zdarzenie na scenie będzie takie samo, jednakowo reprezentatywne dla całości.

Miernikiem indeterministycznym jest w tej sztuce kategoria "atraktora", która może być definiowana jako możliwy stan - oznaczenie pola (przestrzeni grawitacyjnej - przyciągającej) systemu monolitów scenicznych, do którego wszystko co robią aktorzy (Dominika Biernat, Grażyna Sobocińska, Tomasz Nosinski i Mateusz Smoliński) nieuchronnie zmierza i wokół którego się koncentruje. Będzie to ich docelowy stan, który może zostać naruszony bo taka jest istota (natura) chaosu. Atraktor chaosu został wyznaczony. Pole zostało określone wtedy, gdy aktorzy chcieli wykraść ich tajemnice. Bezład się nie skończył, ale jego przestrzeń/pole zostało wyraźnie naznaczone. Atraktor chaosu znalazł się w fazie kreacji. I nadal pracuje. W mojej głowie.

Sztuka rozgrywa się w języku. Cały jej sens nie daje się pomyśleć poza językiem. Dlatego nie dziwi mnie jej zaburzona dynamika semantyczna, narracyjna i dyskursywna. Jest wytworem poetyckiego eksperymentu, który jest efektem kryzysu, ale też ten kryzys reprodukuje. Semiologiczny obraz Sarah Kane stanowi wizerunek intencjonalny, kreowany i pozaaksjologiczny - ujmowany obiektywnie, ale także subiektywnie - w jej i moim umyśle. Jego kształtowanie wpisuje się w interakcje między nią a odbiorcami językowego przekazu. Obie strony muszą mieć świadomość umowności i tymczasowości tego stanu rzeczy. Poruszają się w gąszczu racjonalności i irracjonalności, prawdy i nieprawdy, wiedzy i niewiedzy, obiektywizmu i subiektywizmu, dialektyki i antydialektyki, nowoczesności i ponowoczesności, idei i ideologii, utopii i antyutopii, wizji i rzeczywistości oraz uniformizacji i zróżnicowania. A wszystko to miesza się w metaforycznym "kotle emocji" (nastroje, sentymenty, afekty, frustracje, lęki społeczne i stereotypy). Zaburzenie płynie z monolitów, które wciąż tu są i niepokoją.

Monolity na scenie "Łaknąć" to moja interpretacja instalacji "In Situ" Daniela Burena. To nie jest system abstrakcyjny. Nie znalazł się przypadkowo w przestrzeni scenicznej. Posiada konkretną wymowę i jasne przeznaczenie. Kontekst nadały mu działania sceniczne. Uczyniły je obiektem "tu i teraz".

Monolity uczestniczą w rozwoju teatru, tego teatru/galerii, tej sceny. Mają na celu konstruowanie teatralnego doświadczenia in statu nascendi. Są nośnikiem początku i końca. Są źródłem formy zamykającej się i jednocześnie nigdy nie skończonej, która musi się zderzyć z otwartą formą teatru.

Monolity to słowa bez skazy. To niewypowiedziane myśli. To bezkres - nieskończoność. To czarne, milczące i pasywne byty/podmioty sceniczne, nie zdradzające swego przeznaczenia i możliwości. To one posługują się aktorami na scenie. Wykorzystują ich, aby do nas przemówić, aby nas sprowokować. Niestety ich przekaz nie może do nas dotrzeć. Na zawsze pozostanie w kosmosie niezrozumienia. Bo my nie jesteśmy in-situ (w (odpowiednim, naturalnym miejscu, we właściwym położeniu...). Wiedziała o tym Sarah Kane.