Zlot niby-ciot, czyli powrót szalonej farsy

"Mayday" Raya Cooneya w reż. Witolda Mazurkiewicza w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Recenzja w Kronice Beskidzkiej.

«Perypetie bigamisty mającego dwie kochające go żony. Do tego prawdziwi oraz wyimaginowani homoseksualiści, zakonnica oraz transwestyta i misiowaci inspektorzy policji, którym trudno uwierzyć w prawdę w lawinie kłamliwych tłumaczeń. Znacie? Oczywiście - to "Mayday", angielska farsa nr 1 ubiegłego stulecia. Jej odświeżona wersja jest najnowszą, karnawałową propozycją bielskiego Teatru Polskiego. A skoro mamy karnawał, to nie koniec na tym. Druga część teatralnego wieczoru przypomina przeboje epoki twista.

Farsa Raya Cooneya po raz pierwszy trafiła na bielską scenę ćwierć wieku temu, później pokazano jej sequel - "Mayday 2" oraz dwie inne sztuki dowcipnego Anglika. Bielsko nie jest wyjątkiem, bo jego farsy grane sana całym świecie i nie schodzą z afisza po kilka lat, a tylko w Polsce doliczono się już ponad 40 wystawień "Maydaya". Ma opinię murowanego hitu, który trudno zepsuć. Warunek to utrzymanie szalonego tempa i zegarmistrzowskiej precyzji w rozgrywaniu zabawnych dialogów i komicznych sytuacji. Wtedy bawią perypetie londyńskiego zegarmistrza-bigamisty Johna (Sławomir Miska) i wspierającego go sąsiada Stanleya (Michał Czaderna), który jeszcze bardziej komplikuje zagmatwane sytuacje. A prawdę próbują rozgryźć nader taktowni policjanci (Grzegorz Sikora i Tomasz Lorek) stając się ofiarami szalonej błazenady. Sporo tu żartów z "homosiów", w finale mamy nieomal zlot ciot, a jedyną prawdziwą gra zgrabnie - dowcipnie, ale bez wulgarnego przerysowania - Witold Mazurkiewicz, dyrektor TP i reżyser tej farsy. Ozdobą poddanego faceliftingowi "Maydaya" są dwie piękne i różniące się charakterami żony (Anna Guzik-Tylka i Oriana Soika). Obie aktorki postarały się, by z bohaterek dość szablonowo (i sek-sistowsko) naszkicowanych przez autora farsy stworzyć pełnokrwiste postacie.

Popularny na całym świecie Ray Cooney, dziś 86-letni, trafił z nieba do piekła, gdy zachciało mu się przenieść "Maydaya" na duży ekran. Dziełko, które nakręcił w 2012 roku, poniosło frekwencyjną klapę, a krytyka zaliczyła je do najgorszych filmów XX wieku. Farsa ta najwyraźniej sprawdza się niezmiennie tylko w teatrze. Nietrudno przewidzieć, że i na bielskiej scenie znów będzie hitem. Sprawnie zrealizowana, gwarantuje sporo zabawy tym, którzy lubią ten gatunek sztuki.

A na deser - koncert. To też karnawałowa tradycja w Teatrze Polskim. Tym razem rozśpiewani i roztańczeni aktorzy prezentują - bardzo efektownie - rodzime i światowe przeboje epoki twista (dość umownie traktowanej). Kto zatem lubi Presleya, Tinę Turner czy grupę The Rubettes, a także przeboje Kasi Sobczyk, Niemena, Kabaretu Starszych Panów czy Piotra Szczepanika - nie będzie szczędził braw.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego