Warszawa. Moniuszko w obiektywie Warhola. Wystawa w TW-ON

Chcesz się dowiedzieć, kim tak naprawdę był nowy patron Dworca Centralnego? Przyjdź na ekspozycję "Viva Moniuszko!" w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej.

«Ta wystawa krzyczy. Kolorami i wielkimi literami, komiksową oprawą i rekwizytami rodem z popkultury.

Moniuszko jest tu wielobarwny dosłownie i w przenośni. Jego twarz multiplikuje się w licznych wizerunkach wzorowanych na słynnych serigrafiach Andy'ego Warhola przedstawiających Marilyn Monroe. Tytuły jego oper i operetek pojawiają się na ścianach w "dymkach", jakby wyjętych żywcem z inspirowanych komiksami obrazów Roya Lichtensteina.

Moniuszko jako pop star? Czemu nie? - Mam wrażenie, że w przeszłości mówiło się o Moniuszce, że to wielki kompozytor, ale z tego mówienia niewiele wynikało. Teraz trzeba więc mówić tak, żeby to zwróciło na siebie uwagę - mówi kurator Marcin Fedisz.

Efekt jest wizualnie fantastyczny, a cała instalacja zaprojektowana lekko i z poczuciem humoru. Zwiedzających prosi się, aby spojrzeli na wystawę z przymrużeniem oka - nie ze względu na postać twórcy, która tutaj potraktowana jest iście po królewsku, ale o pomysł, aby o jednym artyście "opowiadali" dwaj inni. Wchodząc w rozwibrowaną przestrzeń tej wystawy, możesz na moment uwierzyć, że tak właśnie mogłaby wyglądać ekspozycja zaprojektowana przez gigantów pop-artu: Warhola i Lichtensteina.

Na gości czeka wiele atrakcji. Jedną z nich jest budka akustyczna, w której nie tylko posłuchasz wybranych pieśni Stanisława Moniuszki w wykonaniach niekonwencjonalnych (Marek Grechuta) tudzież konwencjonalnych, niemniej wybitnych (Andrzej Hiolski), ale sama lub sam - jak na sesji karaoke - zaśpiewasz do presleyowskiego mikrofonu, nagrasz to na smartfona i wyślesz plik do znajomych (lub zachowasz dla siebie).

ŻADNYCH PIÓR I KAŁAMARZY

"Viva Moniuszko!" jest jednocześnie nośnikiem rzetelnej wiedzy o Moniuszce, którą zebrał i przedstawił wybitny muzykolog Marcin Gmys. Skąd więc pomysł na pop-artową oprawę? Również ze względu na to, że po Moniuszce zostało niewiele rzeczy osobistych (większość jest w posiadaniu Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, które wsparło eksponatami wystawę). Żadnych piór i kałamarzy, zegarków, fraków czy papierośnic. Tylko batuta inkrustowana kością słoniową i fortepian, który stał w jego mieszkaniu.

Większość pamiątek to papiery, przede wszystkim nuty: rękopisy i pierwodruki, ale też portrety rodzinne i fantastyczne źródło wiedzy, jakim jest notesik jednego ze stryjów kompozytora, który ołówkiem sportretował jego matkę, krewnych i dom rodzinny na Wileńszczyźnie.

NIE DOCZEKALIŚMY SIĘ KULTU

Ikonografia moniuszkowska jest skromna, zwłaszcza w porównaniu z liczbą wizerunków Fryderyka Chopina. Choć kultura polska chciała zrobić z niego wieszcza muzycznego, nigdy nie doczekaliśmy się kultu Moniuszki z prawdziwego zdarzenia. Promowała go Maria Fołtyn, legendarna śpiewaczka i reżyserka, która wprowadziła "Halkę" na sceny operowe Europy, obu Ameryk i Azji. Ale to było w latach 70. XX wieku. Od tego czasu przyszły nowe pokolenia.

NIE MIAŁ SZCZĘŚCIA DO PIENIĘDZY

Starsi mogą pamiętać Moniuszkę jako łysego okularnika z PRL-owskiego banknotu o nominale 100 tys. zł, o czym wystawa przypomina w zabawny sposób. Owa zawrotna kwota po denominacji w 1995 roku skurczyła się do 10 nowych złotych. A Moniuszkę zastąpił wtedy książę Mieszko I.

Kompozytor nigdy zresztą nie miał szczęścia do pieniędzy, nawet w Warszawie, gdzie z powodzeniem grano jego opery, nie zarabiał dużo. Oto ciekawostka: pisze w liście, że choć jego "Halka" przyniosła teatrowi pokaźną sumę 400 rubli, to do jego kieszeni trafiło zaledwie 1 proc. tej sumy. Prosi więc o pożyczkę. Kolejną.

"Viva Moniuszko!" (27 grudnia 2018 - 3 marca 2019), Teatr Wielki, Galeria Opera. Czynna od czwartku do soboty w godz. 10-17. Wejście przez hol kas przedsprzedaży (wstęp 1 zł). Dla widzów na godzinę przed spektaklami i podczas przerw.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego