powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Z punktu widzenia nocnego portiera

Ale o co poszło, o co się krytysie biją? O doroczną wywiadówkę profesora Domagały, te jego ocenki. Dostałem pałę z zachowania, uwagę do dziennika i JESTEM U PANI - pisze Maciej Stroiński na blogu Destroix.pl.

Motto: "You're gonna ruin my career? You better get one" (Eminem, "The Warning")

Śnię się Drewniakowi, a temu z kolei, Domagale Się Kultury, właśnie spać nie daję, sen mu spędzam z powiek i brużdżę w robocie. Chłopak nie może spokojnie obejrzeć, gdy siedzę na sali. Zamiast się skupić, tylko się rozgląda, czy ja zostanę do końca. Trawi go wątpliwość, czy aby na pewno "oglądam rzetelnie", a mnie w takim razie też trawi wątpliwość, na co on się patrzy. No bo chyba nie na scenę, wygląda, że na mnie! Filuje jak zazdrosny kochanek, gdzie ja, kiedy i z kim idę, a potem mi robi sceny na swoim blogasku.

Najchętniej przytwierdziłby mnie do fotela la Malcolm MacDowell w "Mechanicznej pomarańczy".

Na miejscu Tomka Domagały też bym bronił siedzenia na słabych spektaklach, szacunku do nudy, walczyłbym we własnej sprawie - jako niespełniony, ale jednak aktor, i totalnie nudny, ale jednak krytyk. Wyrażałbym empatię wobec scenicznych przypałów, wiedziałbym, co one czują, i że tak się im nie robi. Zamykałbym drzwi na skobel jak w "Bękartach wojny".

Z Tomkiem jest ze szpadlem, że średnio mu wyszło wbicie się na scenę, średnio mu wyszło wbicie się na salon, no to wbił się do stróżówki, skąd ma dobry widok, kto wychodzi i kto wchodzi. Podjął się roboty ciecia, objął nieobjętą posadę naszego portiera, concierge'a scen polskich, pana na kanciapie. Krytyka teatralna jest dla środowiska, pisze Łukasz Drewniak, "zapleczem intelektualnym", a Tomek to król zaplecza.

Ale o co poszło, o co się krytysie biją? O doroczną wywiadówkę profesora Domagały, te jego ocenki. Dostałem pałę z zachowania, uwagę do dziennika i JESTEM U PANI. Oto moje RE: na jego FW:, moja acceptance speech, moja spowiedź generalna. W ogóle przepraszam, że w ogóle odpowiadam, bo jego przemowy też nie doczytałem, tylko tyle co o sobie.

Robi mi coming out przy okazji "Widnokręgu". Outuje mnie przede mną samym, bo chyba uważa, że lunatykuję i sam nie wiem, że wychodzę. Ale chłopie, z czym do ludzi, jestem dumnym wychodzącym, proud to be out. Nie z takich spektakli było wychodzone! Klejnotem w koronie jest exit z "Procesu", z premiery "Procesu" Lupy. Na "Wielkim Fryderyku" udałem się na emigrację wewnętrzną, w czwartej godzinie cola mi się skończyła i prawie zemdlałem, ale wysiedziałem. "Trzy siostry" Orłowskiego przespawszy w połowie, i co, problem? W Wiedniu, gdzie mnie nie kojarzą, nie dosiedziałem do końca "Makbeta", ale pochwaliłem, by się w Polsce nikt nie skapnął. Chwalę też na pałę (tak jak krytykuję), żeby było fifty-fifty. Fiddy-fiddy, mówiąc hip-hopowo. Zresztą jaki problem, jak mi zapłacić za dobrą recenzję, to przecież nie wyjdę.

Powiedziałbym, że "się przyznaję", ale ja się już dawno nie tyle przyznałem, co wprost pochwaliłem. Założę działalność "krytyk wychodzący" na wzór "pani dochodzącej".

Całe szczęście jestem kato, mogę iść do sakramentu, dostać rozgrzeszenie, piątkę od Jezusa, i co mi zrobisz? Drewniak dawno temu pisał, że mi wszystko wolno. Na "Pilnym" onegdaj dostąpiłem mema, w którym chodzę do teatru, ale nie na spektakl: siedzę na "Kalkwerku" Lupy i se grzebię w telefonie.

A propos Drewniaka. Nigdy tak naprawdę nie wiesz, do kogo naprawdę piszesz. Ten tekst był do niego, który zaraz zacytuję, no a dzisiaj jest jak znalazł dla kogo innego, czekał na swój moment: "Los mnie posadził koło pewnego krytyka bardzo przejętego swoją krytycznością, bo przy suchym żarcie o krytyce teatralnej obśmiał się jak norka. On jakoś ostatnio nie ma o czym pisać, sny już swoje streszcza, a skoro tym razem widział mnie na jawie, pomyślałem, że zrobię coś właśnie dla niego, dam chłopu zarobić. Tak więc wyszedłem z teatru przed końcem (żałuję, że w przerwie, a nie w środku którejś sceny, bo mógłbym napisać, że OSTENTACYJNIE) - tak więc wyszedłem, a recę, jak widać, piszę. Robię tak, jak się nie robi. Moja dupa, w oczekiwaniu na bycie obrobioną, mówi w twarz koledze: posłuchaj, to do ciebie".

Tomasz Domagała, obrobiwszy, modli się dla mnie o skaranie boskie: "Przekroju, Tygodniku Powszechny". Też bym rąbnął w jego sprawie taką inwokację, wzywając nadaremno poważnych tytułów, ale niestety, on do takich nie pisuje.