powiększwersja do drukupoleć znajomemu

W rytmie wolności

Od Los Angeles po Nowy Jork - w Stanach Zjednoczonych pokazano "Paderewski Musical", serię projektów opartych na życiorysie i muzyce wielkiego męża stanu. Siedem próbnych spektakli dało szansę na wykreowanie tematu, który być może zawita nawet na którąś ze scen broadwayowskich - pisze Przemysław Skrzydelski w tygodniku Sieci.

Wszystko zaczęło się jesienią 2016 r., kiedy Instytut Adama Mickiewicza ogłosił w Stanach Zjednoczonych konkurs na napisanie musicalu czerpiącego z postaci i dorobku Ignacego Jana Paderewskiego. Temat biorąc pod uwagę zbliżające się obchody stulecia odzyskanej przez Polskę niepodległości i fragment historii zapisanej wspólnie przez naszego kompozytora oraz prezydenta Woodrowa Wilsona, wydawał się idealny, by zainteresować nim środowiska artystyczne za oceanem, ale jak zawsze w takich przypadkach - diabeł tkwił w szczegółach. Przygotowanie musicalu czy choćby jego zarysu to w warunkach amerykańskich ogromne, a przede wszystkim precyzyjnie zaplanowane przedsięwzięcie, zwyczajowo angażujące wiele osób, z których każda ma swoją część, za jaką odpowiada. Osobowość Paderewskiego kusi, z naszej perspektywy to znakomita opowieść, trzeba jednak pamiętać, że specjaliści od tego gatunku scenicznego równie dobrych mogliby wskazać wiele.

Dlatego konkurs zakładał bardziej strategię zbadania terenu, nie chodziło o to, aby wybrać jeden scenariusz czy jeden schemat narracji. W drugim jego etapie, pod tytułem "Paderewski Cycle", w czerwcu 2017 r. wybrano autorów dziewięciu scenariuszy, tak naprawdę zupełnie odmiennych. W listopadzie 2017 r. w Los Angeles i Nowym Jorku odbyła się pierwsza seria piętnastominutowych inscenizacji, które dość wyraźnie zarysowały kierunki, w których amerykańscy artyści zamierzali pójść.

Można powiedzieć, że był to punkt wyjścia, przejęty i rozwinięty w roku 2018 już w ramach projektu "Paderewski Musical" - ośrodki artystyczne w Nowym Orleanie, Los Angeles, Albuquerque i Nowym Jorku rozpoczęły prace nad pokazami jednoaktowych zapowiedzi większych musicalowych całości; wybrano siedem najlepszych tematów, które pojawiły się na etapie "Cycle". Ostateczny efekt kilkumiesięcznych prób, choć cały czas pod typowym dla takich sytuacji w amerykańskich warunkach szyldem "work in progress", można było zobaczyć pod koniec listopada i na początku grudnia minionego roku.

Co interesujące, twórcy chyba bardziej starali się zarysować usposobienie Paderewskiego w różnych, często nieoczekiwanych, kontekstach, niż budować klasyczne biografie, co jest przecież specyfiką polską, od której nieraz trudno nam się uwolnić.

W pierwszym z musicali, nowoorleańskim "Virtuoso", reżyser Laura Hope skupiła się na relacjach Paderewskiego z kobietami i pokazała jego charakter przez pryzmat życia jak najbardziej codziennego, z domieszką rytmów soulowych i R&B. Sekret tak ważnej roli płci pięknej w otoczeniu geniusza próbował też rozszyfrować wystawiony w Albuquerque "Paderewski! Paderewski! Paderewski!" w reżyserii Emily Mendelsohn i utrzymany w tonacji dźwięków minimalistycznych spod znaku Philipa Glassa: na scenie trzy śpiewaczki, które jednocześnie wcielają się w matkę, dwie żony, kochanki, i w końcu kobietę, która na decyzjach Paderewskiego odcisnęła wyjątkowe piętno - Helenę Modrzejewską.

Nieco inny wymiar miały natomiast cztery realizacje w Los Angeles. "Golden" z muzyką cenionego w USA kompozytora Nathana Wanga przywołuje mało znany epizod, gdy znany już pianista wyrusza w kolejne tournée po Stanach Zjednoczonych, jednak w trakcie jednego z koncertów doznaje reumatyzmu rąk i udaje się do swojej posiadłości w Kalifornii; zaczyna wątpić w sens dalszej aktywności na forum publicznym, ale bliscy mu ludzie namawiają go do czegoś przeciwnego. Projekt "Three Paderewskis" z muzyką Jenni Brandon to nic innego, jak ukazanie postaci wielkiego Polaka w trzech wcieleniach: wirtuoza, męża stanu i kobiety, która dialoguje z nim samym: młodym, a później dojrzałym. "Paderewski in America" to zaś opowieść o fikcyjnym spotkaniu kompozytora ze słynną czarnoskórą śpiewaczką Mama Lou. Spektakl w stylu wodewilu łącząc motywy zarówno z utworów Lou, jak i Paderewskiego, akcentuje zagadnienie twórczości artystycznej jako jednego ze sposobów na pomaganie najsłabszym. Z kolei ostatni z wystawionych w Los Angeles tytułów, "13th Point" Pana Kampsa, ma już odniesienie bardziej polityczne i przywołuje działania dyplomatyczne Paderewskiego wokół sprawy polskiej niepodległości, prowadzące do słynnego trzynastego punktu przemówienia Wilsona. W tym przedsięwzięciu z kategorii rock-opery główny motyw stanowi dialog człowieka sztuki z przywódcą narodu.

Spośród siedmiu jednoaktowych prezentacji być może największe zainteresowanie wzbudził "Blacksmith" z muzyką Zoe Sarnak, tekstem Jamesa Fluhra i w reżyserii Ellie Heyman, pokazany na nowojorskim Soho. To niezwykle inteligentna mieszanka skeczów z szybkimi replikami w postaci wokaliz oraz rock-opery, której główną siłą są wierne amerykańskiej tradycji songi z przekazem o wolności, potędze indywidualnego doświadczenia i spełnianiu najbardziej szalonych marzeń. Twórcy odnaleźli w biografii Paderewskiego rys człowieka, w którym drzemały możliwości, o których nie wiedział nawet on sam: przyszły wirtuoz był nieśmiały i ciągle niepewny siebie.

Główny motyw "Blacksmith", który wyraźnie napędza jego rytm, to właśnie wątpliwości, którymi dzieli się z nami dojrzewający Paderewski, i odpowiedzi na nie jego wychowawców, członków rodziny, autorytetów i ludzi poznanych na drodze życia. Wszyscy oni chcą mu dodać otuchy, choć przecież przeciwności losu w jego biografii było bez liku - w dużej mierze "Blacksmith" również o nich traktuje; wzruszające są chwile, gdy aktorzy przywołują na scenie wawelskiego smoka, o którym małemu Ignacemu opowiadała opiekująca się nim ciocia, wspomnienia o matce, która zmarła kilka miesięcy po jego narodzinach, czy pierwsze lekcje gry na fortepianie (zresztą określenie "blacksmith" - "kowal" - dotyczy okresu, kiedy w ten sposób londyński krytyk nazwał styl młodego pianisty kojarzący mu się z uderzeniem młota w kowadło). W końcu spektakl ten to także historia spotkań z Modrzejewską i kształtowania się ducha patriotycznego w Paderewskim.

Co decyduje o jego szczególnym znaczeniu? Pewnie ten znakomity pomysł, by z jednej strony mówić o nieśmiałym gigancie muzyki i polityki, a z drugiej strony wybrać do tego konwencję amerykańskich hymnów, czegoś, co w tym przypadku określiłbym mianem "power songów". Przygotowanie wokalne i swoboda w tak łatwym łączeniu scenicznych gatunków (kilkunastu muzyków i kilku aktorów) to rzecz praktycznie nieosiągalna w polskich warunkach. Wyobrażam sobie zresztą utwory z "Blacksmith" wydane na płycie jako znakomite wprowadzenie do potencjalnej premiery jednego z tych siedmiu projektów na scenach szeroko pojętego Broadwayu. Szansa na to wydaje się ogromna. W jednym z songów na cześć Paderewskiego pojawia się przecież fraza "Take us higher". Otóż to.

W Stanach Zjednoczonych od 28 listopada do 6 grudnia 2018 r. zaprezentowano:

"Virtuoso", Contemporary Arts Center, Nowy Orlean,

"Golden", Los Angeles Theater Center (LATC), Los Angeles,

"Three Paderewskis" , TBD, Los Angeles,

"13th Point", Geffen Playhouse, Los Angeles,

"Paderewski in America", Geffen Playhouse, Los Angeles,

"Paderewski! Paderewski! Paderewski!" , Tricklock Laboratory Theatre, Albuquerque (Nowy Meksyk),

"Blacksmith", Public Arts Theater, Nowy Jork

"Paderewski Musical" jest częścią koordynowanego przez Instytut Adama Mickiewicza międzynarodowego programu kulturalnego "Polska 100", realizowanego w ramach Programu Wieloletniego "Niepodległa" na lata 2017-2022.