powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Pomiędzy więziami a więzami

"Więzi" Jarosława Murawskiego i Michała Buszewicza w reż. Oleny Apczel w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Pisze Magda Mielke w Teatrze dla Wszystkich.

W ubiegłą niedzielę, 6 stycznia w Starej Aptece - otwartej pod koniec zeszłego roku nowej scenie Teatru Wybrzeże - odbyła się prapremiera sztuki "Więzi" w reżyserii Oleny Apczel. Tekst spektaklu został opracowany przez Jarosława Murawskiego i Michała Buszewicza na podstawie dzienników i osobistych relacji ukraińskiej reżyserki.

Bohaterka spektaklu, pochodząca ze wschodniej Ukrainy młoda dziewczyna, opowiada o swoim kraju przez pryzmat wyjazdu do Polski. Nieustannie zderza sielskie obrazki z rodzinnego podwórka ze stereotypowym wizerunkiem Ukrainy widzianej oczami Zachodu, nieodzownie łączącym się z tragicznymi wydarzeniami z Charkowa, Kijowa i innych miast. Stworzenie na scenie rodzinnego domu staje się metaforą służącą ukazaniu aktualnej sytuacji na Ukrainie. Bohaterka bowiem była w samym środku wydarzeń - pomagała na froncie jako wolontariuszka, organizowała pomoc dla rodzin poległych, próbowała przedostać się na zaanektowany przez Rosjan Krym, a jej dom znalazł się w strefie działań wojennych. Widziała jak zewnętrzny i wewnętrzny konflikt dzieli rodaków, sąsiadów, przyjaciół i rodziny, w tym jej własną. Sama też tkwi pomiędzy - między Ukrainą a Polską, między kulturą Wschodu a Zachodu, między różnymi narracjami, między narzucanymi przez rodzinę oczekiwaniami a ograniczeniami nakładanymi przez państwo, wreszcie między potrzebą służenia ojczyźnie a miłością do rodziny.

Spektakl zbudowany jest z wielu wątków - scenek układających się w spójną, lecz niekoniecznie chronologiczną historię. Rozterki i emocje towarzyszące młodej emigrantce, pozostawiającej rodzinę i ojczyznę w kryzysie, podawane są w lekkiej formie wykorzystującej trafne metafory i niebanalny humor. Całość tworzy klamrową kompozycję dzięki posłużeniu się figurą motanki - lalki ochronnej, strzegącej dom przed złymi duchami. Swoją nazwę wzięła ona od techniki wykonywania - motania nitkami i włóczkami oraz okręcania korpusu różnymi materiałami. Motanki nie posiadają twarzy, aby nie wchłonąć duszy osoby, która ją wykonała. Wyjątkowość lalek wynika z ich unikatowości. Spektakl rozpoczyna się, gdy ze sceny wstają zamotani jak motanki członkowie ukraińskiej rodziny, tylko główna bohaterka zdaje się tkwić w odosobnieniu - ma odsłoniętą twarz. Jednak w jednej z końcowych scen sytuacja ta ulega odwróceniu - rodzina przyodziewa Olenę w różne materiały i owija jej głowę chustą. To pokazuje, że wszyscy jesteśmy motankami - zamotanymi w wir historycznych zdarzeń marionetkami.

Drugim wielkim tematem tego spektaklu jest sama reżyseria. Aktorzy mówią ze sceny didaskaliami - o tym, jakim zabiegom reżyserskim są poddawani, jaką emocję mają w danym momencie przekazać czy komentują strukturę spektaklu. Na końcu słyszymy głos reżyserki podsumowujący występ. Olenie Apczel udało się zbudować wielopoziomową i wielowątkową opowieść dotykającą bolesnej teraźniejszości w sposób niebanalny - czasem przedstawiający wydarzenia dosłownie i dosadnie, innym razem unikający mówienia wprost, skrywający się za pomysłowymi metaforami wizualnymi i metateatralnym językiem, a jednocześnie dotykający głęboko widza zawierzającego w prawdziwość ukazanych emocji. Mimo opowiadania o aktualnej historii, spektakl ten nie wpisuje się w nurt teatru dokumentalnego. Jest poetyckim sposobem ujmowania brutalnej rzeczywistości, wypełnionym symbolami, teatralnymi konwencjami, a także środkami typowymi dla performensu (poza reżyserią Olena Apczel zajmuje się także performatyką).

Z konwencją teatru w teatrze dobrze poradzili sobie wszyscy aktorzy. Jednak choć Jacek Labijak jako Brat i Krzysztof Matuszewski jako Ojciec wypadają wyraziście, to na scenie dominują panie: Katarzyna Dałek w głównej roli Oleny, Małgorzata Brajner jako Matka, a przede wszystkim Agata Bykowska w roli charyzmatycznej Babci, dającej młodej aktorce okazję do popisu aktorskiego, wokalnego, pantomimicznego i ruchowego.

W odróżnieniu do wielobarwnych, przerysowanych wręcz kostiumów ukazujących "wschodniość" bohaterów, scenografia sprawia wrażenie dość minimalistycznej. Składają się na nią ustawione prostopadle dwie zielone ściany wnętrza domu - wraz z zielonymi meblami, sprawiającymi wrażenie green screenu - oraz huśtawka, będąca "pojazdem" przenoszącym w czasie - siada na niej Olena, gdy wyjeżdża do Polski i Matka w chwili śmierci. Autorką zarówno kostiumów, jak i scenografii jest Natalia Mleczak, która ma na swoim koncie dekoracje do teledysków m.in. Brodki czy Katarzyny Nosowskiej. Obraz uzupełniają dokumentalne nagrania autorstwa Piotra Armianowskiego, wyświetlane na ścianie "domu".

Choć spektakl podejmuje gorący, polityczny temat, nie ma tu patosu. Jest raczej dystans - świetnie dostrzec można to w scenie, w której podczas wyświetlania dokumentalnych nagrań z Majdanu, bohaterka komentuje wydarzenia stojąc z boku, w sposób chłodny, wykorzystując do tego wzmacniający poczucie oddalenia mikrofon. Ukraina jawi się tu jako wieloreligijne, wielojęzyczne, wielokulturowe skupisko różnorodnych postaw, którym przyszło zmagać się z wizją państwa, w którym wszyscy mają tak samo mówić, myśleć i żyć. Reżyserka patrzy na bolesne kwestie i na swoich bliskich z dużą dozą krytycyzmu - ma za złe Ukraińcom źle pojmowany patriotyzm i nacjonalistyczne zapędy, Rosjanom zaborcze dążenia, a Polakom wytyka wyzbycie się słowiańskości i nadmierną chęć dogonienia Zachodu. Ta publicystyczna, lecz wyważona i zdystansowana forma czyni z "Więzi" spektakl poruszający, a przede wszystkim niezwykle potrzebny.

---

Magda Mielke - absolwentka Dziennikarstwa i studentka Filmoznawstwa na Uniwersytecie Gdańskim. Recenzentka filmowa i teatralna, miłośniczka współczesnej literatury.