powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Konkurs na dyrektora Instytutu Teatralnego - protokoły

Czy rzeczywiście żadna z koncepcji nie nadawała się do realizacji, jak to oceniła Komisja? Cóż, pozostaje nam więc wierzyć na słowo. Jak w Rosji - o konkursie na dyrektora Instytutu Teatralnego pisze Alina Czyżewska na blogu Nic do ukrycia.

Publikuję oba protokoły z posiedzeń Komisji Konkursowej konkursu na kandydata na dyrektora Instytutu Teatralnego w Warszawie, które otrzymałam z MKiDN. Zawnioskowałam również o koncepcje programowe wszytskich kandydatów, byśmy mogli ocenić i mieć swoją opinię, czy faktycznie żadna koncepcja nie nadawała się do realizacji. Niestety, Ministerstwo zagrało w sposób cwany: "Ponadto informujemy, że w związku z zakończeniem konkursu na kandydata na stanowisko dyrektora Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego dokumenty nadesłane przez uczestników konkursu, zakwalifikowanych do drugiego etapu, zostały im zwrócone drogą pocztową, w związku z czym ich udostępnienie leży w gestii samych uczestników postępowania".

Czy rzeczywiście żadna z koncepcji nie nadawała się do realizacji, jak to oceniła Komisja? Cóż, pozostaje nam więc wierzyć na słowo. Jak w Rosji. Bo w demokracji obywatele, jako konstytucyjna władza zwierzchnia, mają prawo sprawdzić, rozliczyć, ocenić, miec swoją opinię* na temat tego, jak dla nich pracują organy publiczne, a w tym przypadku - także komisja, która w tym momencie wypełnia zadania publiczne.

PS. Za poprzednich rządów wcale nie było z jawnością lepiej. Z demokracją mamy problem od dawna.

[PROTOKÓŁ I i PROTOKÓŁ II dostępne są na blogu Aliny Czyżewskiej, link w źródle na dole artykułu - przyp. red.]

O te protokoły i wszelakie inne dokumenty może wnioskować każdy. Wystarczy napisać np. zwykłym e-mailem wniosek: "Na podstawie art. 61 Konstytucji RP wnoszę o udostępnienie informacji publicznej w postaci... (skanu dokumentów, faktur, umów, itd.)". Instytucja, urząd, ma odpowiedzieć bez zbędnej zwłoki, ma na to maksymalnie 14 dni.

Wiem, że z takich protokołów mało można się dowiedzieć. Cóż... Nie ma żadnych uregulowań dotyczących tego, jak dogłębny powinien być taki protokół. A zatem w takiej postaci każdy konkurs będzie zasłonięty kurtyną przed obywatelami. Moim zdaniem można to zmienić, ale długa droga przed nami. Zmiana społeczna, świadomość, standardy.

Rozmawiałam ostatnio z Ulą Kijak dla Czasu Kultury. Zahaczyłyśmy również o konkursy, i snułam wizję idealnego procesu:

A czy inni aktorzy/rki powinni/y walczyć o uczciwe konkursy?

- Dobrze, jeżeli by to robili. Bo to w ich interesie. Wiadomo, że bywają konkursy, które są ustawione. I niby jest komisja, ale komisja się dogada, przegłosuje i wybierze kandydata, który jest mierny, ale wierny. Można temu zapobiec, egzekwując stuprocentowo artykuł 61 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, mówiący o tym, że działania organów władzy publicznej są jawne. Tu nie chodzi o zmiany w prawie, bo prawo jest, tylko z niego nie korzystamy, nie wiemy jak. Na przykład teraz mam problem z dowiedzeniem się, jacy kandydaci zgłosili się na konkurs na dyrektora teatru w Olsztynie. Znów trzeba iść do sądu? Błagam, włodarze, nauczcie się w końcu. To jest informacja publiczna. Musimy wiedzieć, jacy zgłosili się kandydaci, żeby móc sobie wyrobić opinię i ewentualnie zaalarmować albo podjąć inne działania, jeżeli wiemy, że byli wśród nich świetni, a wygrał najgorszy. Mogę to stwierdzić, jeśli na początek znam wszystkie nazwiska kandydatów i kandydatek.

A koncepcje programowe?

- Idźmy krok po kroku. Właśnie teraz słyszę - bo dzwoniłam do gazety, dzwoniłam do urzędu... i mówią mi: RODO. RODO jest jakimś strasznym potworem, którym się łatwo ludziom zamyka usta. Tylko że RODO nie mówi o tym, że nazwiska są tajne! RODO mówi o tym, że jeśli jako instytucja masz czyjeś dane, to musisz je w odpowiedni sposób przechowywać, a nie, że nie możesz powiedzieć, kto się zgłosił. Ponieważ każdy, kto wysyła swoje zgłoszenie gdziekolwiek, czy do pracy, czy na konkurs, dopisuje klauzulę, że zgadza się na przetwarzanie swoich danych osobowych. Oczywiście adres czy PESEL tej osoby są chronione, natomiast nazwisko i imię nie jest informacją zastrzeżoną.

Szczególnie w publicznym konkursie.

- Oczywiście. I wkurza mnie to, że jeszcze cały czas trzeba o to walczyć. Idźmy dalej - jest konkurs i komisja wybiera. Znamy nazwiska, komisja mówi: ten ktoś miał najlepszą koncepcję. W takim razie chcę zobaczyć wszystkie te koncepcje, żeby sobie móc wyrobić opinię, czy naprawdę tak jest. Zaufanie zaufaniem, ale działania organów publicznych powinny być rozliczane. To moje prawo i tak działa demokracja. W tym momencie komisja konkursowa wypełnia zadania publiczne, więc wszystko, co robi, jest jawne i podlega kontroli społecznej. Ponieważ władza (Konstytucja RP, art. 4) należy do narodu. Więc ja - każdy/a obywatel/ka - muszę mieć narzędzia, żeby z tej mojej władzy skorzystać. I móc skontrolować komisję, która wypełnia zadanie publiczne dla nas i w naszym imieniu. Jeżeli nie mam dostępu do tych koncepcji, to cała demokracja jest tylko wydmuszką i farsą. Muszę je znać i nie po konkursie, tylko w momencie kiedy o nie zapytam. I nawet wyobrażam sobie taką sytuację idealną, że kiedy zbliżają się przesłuchania kandydatów, to są również publikowane na BIP-ie urzędów ich koncepcje programowe. I ja na bieżąco, tak jak w meczu, mogę śledzić rozwój sytuacji. Tak jak śledzę Konkurs Chopinowski. Wtedy trudniej będzie namówić do głosowania za kimś miernym-wiernym osoby z komisji konkursowej, którym zależy na opinii, na swoim dobrym imieniu. Ponieważ te osoby będą osobiście z tego rozliczane. Kolejna rzecz - programy programami, ale może się pojawić argument "ktoś lepiej wypadł w rozmowie". A jak my to możemy - jako naród, co ma władzę - sprawdzić? W takim razie nie widzę przeszkód, żeby w trakcie przesłuchań kandydatów/ek obecni byli obserwatorzy/rki. Dostawałam informacje od członków/iń komisji z ramienia związku zawodowego, że "swoich" kandydatów urzędnicy właściwie o nic nie pytali, tylko towarzyska rozmowa kolegi z kolegą. "A nas mieli w dupie, bo my jako związek zawodowy mieliśmy tylko dwa głosy, a przecież troje członków komisji organizatora plus dwoje członków komisji wysłanych przez ministerstwo ma większość i nie musi w ogóle rozmawiać ze stowarzyszeniami i związkami". Więc sobie robią, co chcą, a wartościowy kandydat przepada, nawet jeżeli wypadł najlepiej, ale nikt tego nie udowodni. Dlatego zawsze uprzedzam: "Nie podpisuj protokołu, w którym się nie zgadzasz z każdym zdaniem. Jeżeli ty zgłaszasz jakiekolwiek uwagi, ma się to znaleźć w protokole. Nie podpisuj protokołu, który nie odzwierciedla rzeczywistości". Uwrażliwiam na to członków/inie komisji konkursowych.

Możemy coś z tym zrobić? My, ze środka naszego środowiska?

- Przede wszystkim nie strzelać samobójów, na przykład nie mówić o tym, że komisja "tylko rekomenduje", ale w końcu uznać porządek prawny. A także - dyrektorzy/rki - nie opierać się przed udostępnianiem informacji publicznej, bo to też działa na całe środowisko. Kiedy ludzie myślą, że teatr to jest zamknięta twierdza i nic nam do niego, to nie czują, że on jest nasz. A jeżeli teatr nic nie ukrywa, ludzie widzą, jak jest zarządzany - to wielu rzeczom można zapobiec. Na przykład: dezynwolturze w wywalaniu ogromnych pieniędzy na produkcję spektakli i ustawkom na konkursach. Mogłoby się zacząć od jednego samorządu, od jednego konkursu, w którym przesłuchania kandydatów będą odbywały się w obecności zainteresowanych obserwatorów. Oczywiście, to nie będzie 1500 osób! Chodzi o to, żeby przyszedł/ła jakiś/aś dziennikarz/rka, żeby byli aktorzy z tego zespołu, ktoś ze stowarzyszenia widzów, lokalni liderzy/rki opinii. Jeden dziennikarz lokalnej gazety, który opisze, co się działo w tej komisji, i obśmieje głupie pytania urzędnika, który się nie zna ani na teatrze, ani na zarządzaniu nim - może zrobić malutką szczelinę w tych drzwiach, żeby je szerzej otworzyć. Kolejny samorząd zrobi podobny konkurs i te drzwi kontroli społecznej po prostu zostaną uchylone. A jak coś się dzieje pod okiem publicznym, to jest mniejsza szansa na przekręty i ustawki i większa odpowiedzialność osobista poszczególnych członków/kiń komisji. Pamiętajmy, że może być źle, i z drugiej strony * że zespół wybiera sobie swojego kolegę na dyrektora, bo się z nim dogadał, ale społeczność lokalna nie będzie z tego miała żadnej korzyści, ponieważ spektakle będą nijakie, lektury robione jedna za drugą, publiczna maszynka do zarabiania pieniędzy. To też nie jest dobre rozwiązanie. Więc - obserwacja i transparentny proces.

Ktoś, kto gra czysto, nie ma nic do ukrycia.

* Gwaratują nam to Konstytucja, Europejska Konwencja Praw Człowieka (art. 10) i Powszechna deklaracja Praw Człowieka (art. 19).

Wiem, ciekawe.

Wiem, dziwne, że nikt nam o tym nie mówi.

Wiem, zabawne, że to w Polsce słabo działa.