powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Hau

Kiedyś dzieci, teraz psy i inne małe stworzenia uważa się za szczególnie słodkie, urocze i pluszowe. Nie ma chyba takiej rzeczy, której nie pomoże sprzedać mordka labradora, śliniący się buldożek francuski, tańczący shiba inu czy inny pieseł. Pies to obowiązkowy dodatek do nowego modelu afektywnej mieszczańskiej rodziny. W przypadku "Świętej Kluski", "holy-hop-dog musicalu" Komuny// Warszawa wyreżyserowanym przez Agnieszkę Smoczyńską, otrzymujemy karykaturę pragnień nowego aspirującego korporacyjnego mieszczaństwa - pisze Kinga Kurysia z Nowej Siły Krytycznej.

Inspiracją tekstu Roberta Bolesto była Kluska, bulterierka Zuzanny Wrońskiej (z Marcinem Macukiem napisali muzykę, którą wykonują na żywo).

Na przykładzie dogecoina można zauważyć wiele z mechanizmów romansu zawłaszczonej estetyki posthumanizmu z ironią, wyobrażoną bezinteresownością i ekonomią. Jackson Palmer, product manager z Adobe, z pomocą Billy'ego Markusa z IBM na fali popularności kryptowalut peer-to-peer dla żartu kilka lat temu wypuścili dogecoin. Dzięki wsparciu pijarowemu użytkowników Reddita, klejących memy z piesełem tonącym w czcionce Comic Sans, i wymyślonym wykresom waluta odniosła realny sukces, wzbogacając żart w konkretne pieniądze. W przeciwieństwie do bitcoina, w doge inwestowali dla beki głównie naiwni ludzie. Pieseły w rękach ludzi wykopały do lutego 2018 roku ponad sto trzynaście bilionów monet, na dzień dzisiejszy po spadku i wycofaniu się Palmera z dogecoina, osiągając wartość 0.002 $. Hm...

Ciekawie wygląda to również w przypadku przemian w sztuce. Kiedyś były to XIX-wieczne mieszczańskie farsy, do rozpoznania w mig. Obecnie seriale, śmieszne filmiki i memy z prędkością światła rozrastające się i komentujące bieżące wydarzenia, z których trzeba ściągnąć opakowanie. Pod rękę z "cuteness", zwierzętami, łagodnymi afektami, które stały się już na dobre dominującą kategorią estetyczną i konwencją. Można z niej hojnie czerpać, bo przechwyca mózg i dotyka ewolucyjnych kategorii dotyczących potomstwa i tego co małe, niezdarne. Przywrócenie pluszowatości rysu zwierzęcego to strategia upominania się o faktyczną biologię, odkolonizowującą praktyki udomawiania przez nas zwierząt w samym zarodku potrzeby, która tematyzuje schematy relacji między ludźmi.

Stara (Małgorzata Gorol), we fluorescencyjnych ubraniach z czarnymi włosami upiętymi w powłóczysty kucyk na czubku głowy (kostiumy Milena Liebe), i pełen nieśmiałości Stary (Andrzej Konopka), w skórzanych spodniach, zostają sterroryzowani w domu przez bulterierkę. To tytułowa, trochę śliniąca się i trochę sado-maso, Kluska - w nieustannej synchronizacji z mikrofonem (wspaniały Piotr Trojan). Pies był prezentem, a tu nagle okazuje się, że jak czarna siła zaczyna mieszać w uładzonych nowomieszczańskich praktykach przeżywania codzienności. Kluska z niepohamowanym apetytem, praktykując poddańczą służalczość, pod wpływem nauk psiamaci Bogapsy (Małgorzta Gorol) i guru Papiesa (świecący kamień), zaczyna rozsadzać zasady, na których może funkcjonować w domu "państwa".

Okazuje się nawet, że podglądanie bez komentowania, szczekanie bez mówienia, może mieć w sobie milczący potencjał parezji. O ile konwencje społeczne ukrywają spore połacie życia przed wzrokiem innych, o tyle zwierzęta "towarzyszące" kłótniom, pogardzie i realności domów, napatrzyły się już chyba wystarczająco, by zdemaskować założenia gatunku ludzkiego na swój temat. Co ważne, bo jednocześnie wsadza się je w smycze, obroże, kagańce, wygania z kanap odsyłając milcząco na miejsce psa, wybrane przez "pana" czy "panią", do bud, a stworzenia ciągle wierzą, że następnym razem się uda, że spacer się wydarzy. Jakby dobroć "władców" była dla nich oczywistością.

No tak, gdy popatrzy się na żywot udomowionego psa, który w kręgach mieszczańskich jest rzekomo bardziej progresywnym dodatkiem do stylu życia niż dziecko, nagle mechanizmy społeczne między ludźmi nabierają wyrazistości. Kluska w końcu przemawia, służąc Papiesowi przybywającemu z innej planety z orędziem, rozkazuje mu zgładzenie Starej i Starego, demaskuje przy tym z pozycji niższości, odczłowieczenia mizerię i hipokryzję ich życia. Pada zdanie: umówmy się, większość związków jest słaba i spajana na siłę. Racja, ale przydałoby się pociągnąć krytykę dalej, bo kończy się na błyskotce, choć Stara i Stary zostają zgładzeni.

Jest fajnie, są kolorowe światła, minimalistyczna scenografia Rafała Dominika, a dobrze skrojone libretto zwija się ironią i wydobywa różne paradoksalne spięcia społecznej hipokryzji. Za choreografię odpowiadają Kaya Kołodziejczyk i Katarzyna Sikora - dostajemy slapstick, dużo mieszania przegiętych chwytów aktorsko-androidowych. Plus śmiesznostki w tekstach piosenek (autorstwa Zuzanny Wrońskiej), które przeplatają kwestie aktorów, publiczność łapie je błyskawicznie, odpowiadając śmiechem. Nawet jeśli Kluska ma potencjał, to wciąż pozostaje jednak pod ironiczną piesełową konwencją.

Kolejne pokazy "Świętej Kluski" odbywały się w Nowym Teatrze. Może to właśnie kolejna konwencja teatru mieszczańskiego? Musical to przyjemny produkt, różowa landrynka, która uwidacznia przejście od kolorów do procesów społecznego gnicia, zachodzących pod pazłotkiem związków; detonuje w swoim obrębie potencjał zmiany, jak fajerwerk, który błyszczy w trakcie oglądania, a po wyjściu szybko się ulatnia. Być może na taśmie filmowej montaż wydobyłby z "Kluski" jeszcze inny poziom, a na wirusowanie/współpracę teatr-film zawsze mówię tak.

**

Robert Bolesto

"Święta Kluska"

reżyseria: Agnieszka Smoczyńska

premiera: 26 października 2018, Komuna// Warszawa

występują: Małgorzata Gorol, Andrzej Konopka, Piotr Trojan; muzycy: Zuzanna Wrońska, Marcin Macuk

**

Kinga Kurysia - studentka kultury wizualnej w Instytucie Kultury Polskiej i filozofii w ramach studiów II stopnia Kolegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych Uniwersytetu Warszawskiego.