Wrocław. Działalność dyrektora Opery Wrocławskiej pod lupą CBA i prokuratury

Zawiadomienie o przestępstwie złożyło Centralne Biuro Antykorupcyjne. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie nadużycia uprawnień i niegospodarności w wydawaniu dotacji Ministerstwa Kultury przez Operę Wrocławską.

«Chodzi o kwotę nie mniejszą niż 36 tys. zł na projekt "Rok Polski w Operze Wrocławskiej". - Zawiadomienie o przestępstwie złożone zostało przez CBA po przeprowadzeniu przez funkcjonariuszy NIK kontroli w Operze Wrocławskiej - mówi Małgorzata Klaus, rzecznik Prokuratury Okręgowej.

Dodała też, że podczas niej stwierdzono szereg nieprawidłowości, zarówno dotyczących ministerialnych dotacji, jak i naruszenia kodeksu pracy i ustawy o rachunkowości. "Stwierdzono także nieprawidłowości w zakresie dotyczącym umów autorskich o dzieło zawieranych przy udziale dyrektora opery".

NIK w opublikowanym na początku lipca raporcie ustaliła, że dyrektor opery Marcin Nałęcz-Niesiołowski dzięki umowom o dzieło dorobił dodatkowo za dyrygowanie spektaklami w 2017 r. ponad 439 tys. zł.

W tej sprawie trwają przesłuchania świadków. Nikomu na razie nie przedstawiono zarzutów.

Ale to nie koniec zainteresowania CBA operą. Biuro wystąpiło do urzędu marszałkowskiego o dokumenty związane z zakończoną niedawno kontrolą w tej instytucji. "Wyborcza" w poniedziałek ujawniła, co w raporcie z kontroli napisali urzędnicy. Że Nałęcz-Niesiołowski wielokrotnie naruszył ustawę o finansach publicznych. Że dorabiał dzięki umowom, jakie podpisywał z zewnętrznymi podmiotami, którymi kierował jego podwładny z opery. Że potwierdzili też inne ustalenia NIK, jak to o czterech umowach o dyrygowanie zawartych między kierowaną przez Nałęcz-Niesiołowskiego operą a nim samym na kwotę prawie 190 tys. zł.

- Opera pod kierownictwem Nałęcza-Niesiołowskiego, w przeciwieństwie do Teatru Polskiego, trzymała wysoki poziom, na który wywindowała ją Ewa Michnik - uważa Ryszard Lech, sejmikowy radny zasiadający w komisji kultury. - Niestety, wyniki kontroli pokazują, że obecny dyrektor poległ jako menedżer. Urząd marszałkowski musi popracować nad mechanizmami audytu, aby odpowiednio szybko reagować na takie nieprawidłowości. Do podobnych doszło przecież w Teatrze Polskim.

Lech jest zdania, że władze województwa powinny odwołać Nałęcz-Niesiołowskiego. Jaką decyzję podejmie zarząd regionu, tego wciąż nie wiadomo.

Głos w sprawie zabrał Związek Zawodowy Polskich Artystów Muzyków Orkiestrowych działających w Operze Wrocławskiej.

- Trudno nam pogodzić się z informacjami o zarobkach dyrektora oraz związanych z ich uzyskiwaniem nieprawidłowościach, szczególnie przy wielokrotnie niższych wynagrodzeniach pracowników artystycznych opery oraz warunkach i atmosferze w naszej pracy, które są coraz trudniejsze - mówi Karol Papała, rzecznik związku. - Nie może być tak, że na jednoroczne wynagrodzenie dyrektora Opery Wrocławskiej artysta muzyk, wokalista albo tancerz zatrudniony w naszej operze musiałby pracować 10 lat.

Papała podkreśla, że do podjęcia akcji protestacyjnej jeszcze nie doszło, bo pracownicy mają poczucie odpowiedzialności za funkcjonowanie instytucji, ale związek oczekuje reakcji samorządu województwa i Ministerstwa Kultury.

Taka stanowcza nie jest operowa "Solidarność", która dziś ma się spotkać, by omówić m.in. wyniki kontroli. - Zrobimy to, o ile będzie kworum - zastrzega Urszula Drzewińska, szefowa "S" w operze. Ten związek wcześniej nie odniósł się też do kontroli NIK, bo "trwała wymiana korespondencji między dyrektorem a Izbą".

O opinię "Wyborcza" zapytała więc Kazimierza Kimso, kierującego związkiem w regionie. W 2016 r. zasiadał on w komisji konkursowej wybierającej dyrektora Opery Wrocławskiej. To jego decyzja sprawiła, że Marcin Nałęcz-Niesiołowski zdobył przewagę w głosowaniu.

Kimso raportami pokontrolnymi w operze nie jest zmartwiony.

- Są przecież instytucje nadzoru, które powinny wyciągnąć odpowiednie wnioski i zalecenia. Jeżeli chodzi o raport NIK, nie ma tam nic, czego nie byłoby w innych instytucjach kultury. To, że dyrektor dyryguje i pobiera honorarium, jest wszędzie sprawą naturalną. Do dyskusji jest tylko sprawa jego wysokości - twierdzi Kimso.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego