powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Warszawa. Mirosław Pawłowski ws. konkursu na dyrektora Instytutu Teatralnego

Jako uczestnik konkursu na dyrektora Instytutu Teatralnego, który wycofał swoją kandydaturę nie komentowałem do tej pory decyzji komisji konkursowej, ani wypowiedzi na temat w/w konkursu. Lecz zmuszony jestem przerwać milczenie.

W dniu 17 grudnia br. przeczytałem tekst "Inne tańce na Jazdowie" Cóż takiego wzburzyło moją skromną osobę? - jedno słowo "frustrat" użyte i odmienione 17 razy. Nie znam autora tekstu pana Dariusza Kosińskiego i nigdy go nie spotkałem. Dlatego nie mogę pozwolić, aby człowiek, który mnie nie zna i nie czytał mojej koncepcji funkcjonowania Instytutu nazywał mnie sfrustrowanym kandydatem. Pan Dariusz Kosiński na końcu swojego wywodu posłużył się tytułem wiersza "O Kapitanie! Mój Kapitanie!" Walta Whitmana. Pozwolę sobie po tym wstępie, w przeciwieństwie do pana Dariusza Kosińskiego, nie zakończyć tekstu cytatem, lecz go rozpocząć. "Życie jest śmiechu warte, więc się śmieję - odpowiedział Petroniusz - tu jednak śmiech brzmi inaczej".

Historia kołem się toczy. Ludzie różnych profesji i stanów zawsze będą wiązali swoje życie i swój los z politycznymi koteriami. Niektórzy z nich próbują udowodnić, że możliwe jest pogodzenie etyki stoików, stawiającej na najwyższym piedestale mądrość i cnotę, z czynnym udziałem w życiu politycznym, a nawet udziałem w salonowych intrygach. Do czego może prowadzić taka droga?. Tutaj pozwolę sobie przytoczyć inny cytat polskiego noblisty z dziedziny literatury. "Jest, panie kawalerze, zwyczaj w tym kraju, iż gdy kto kona, to mu krewni w ostatniej chwili poduszkę spod głowy wyszarpują, ażeby się zaś dłużej nie męczył. Ja i książę wojewoda wileński postanowiliśmy tę właśnie przysługę oddać Rzeczypospolitej. Ale że siła drapieżników czyha na spadek i wszystkiego zagarnąć nie zdołamy, przeto chcemy, aby choć część, i to nie lada jaka, dla nas przypadła. Jako krewni, mamy do tego prawo. Jeśli zaś nie przemówiłem ci tym porównaniem do głowy i nie zdołałem w sedno utrafić, tedy powiem inaczej. Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą wileńskim powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku, aby na płaszcz wystarczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami ciągniemy. Niechaj Chmielnicki przy Ukrainie się ostaje, niech Szwedzi z Brandenburczykiem o Prusy i wielkopolskie kraje się rozprawiają, niech Małopolskę bierze Rakoczy czy kto bliższy. Litwa musi być dla księcia Janusza, a z jego córką - dla mnie!"

Tako oto w telegraficznym skrócie przedstawiają się poszczególni bohaterowie serialu na Jazdowie, którzy wzięli również udział między innymi w jakimś dziwnym spotkaniu mediacyjnym w sprawie nierozstrzygnięcia konkursu na dyrektora Instytutu Teatralnego. Jeżeli o mnie chodzi to w dzień Mikołajek przypadających 6 grudnia br. opuściłem bańkę złudzeń i stanąłem wobec prawdy o kondycji polskich konkursów na dyrektorów instytucji kultury. Wycofałem się z konkursu nie dlatego, żem strachliwy frustrat. Powody przedstawiłem komisji konkursowej w niżej zamieszczonym liście.

Warszawa, 6 grudnia 2018

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego

za pośrednictwem Komisji Konkursowej

Szanowny Panie Ministrze,

"Sztuka i polityka, polityka i sztuka - mój Boże! Pierwsze przeszkadza drugiemu, drugie przeszkadza pierwszemu" niniejszym składam rezygnację z uczestnictwa w konkursie na stanowisko Dyrektora Instytutu Teatralnego. Dziękuję za poświęcony czas na zapoznanie się z moją koncepcją i weryfikację formalną dokumentów. Moja rezygnacja wynika z dużego środowiskowego poparcia dla pani Doroty Buchwald, obecnej Dyrektor Instytutu Teatralnego, co jest równoznaczne z brakiem zainteresowania dyskusją na temat Instytutu z innymi kandydatami. W mojej koncepcji i wizji funkcjonowania instytucji podkreślałem wielokrotnie chęć wspólnego podejmowania działań otwierających się na dialog i budowanie marki Instytutu, a w zaistniałej sytuacji święto jakim jest i powinien być dyskurs o przyszłości teatru Polskiego i dokumentowanie jego dokonań przestaje być świętem. Teatr jest naszą wspólną sprawą i to właśnie jego artystyczny oraz instytucjonalny rozwój powinien być dla nas wszystkich priorytetem. Szkoda, że tak się nie stało. Cenię mnogość dokonań Instytutu, ale dostrzegam też wiele ważnych, w moim przekonaniu, dla polskiego życia teatralnego spraw, które nie są obecnie ujęte w Jego programie i dlatego złożyłem swoja koncepcję na ogłoszony konkurs. Konkurs nie uzyskał kredytu zaufania od szeroko rozumianego środowiska, dlatego czy mam stanąć pod murami twierdzy i zabrać glos?. Głos, którego środowisko nie oczekuje. Myślę, że w obecnej sytuacji będzie słuszniej wycofać swoją kandydaturę. Jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas.

Mirosław Pawłowski

***

Jeżeli mogę o coś prosić, to w imię praworządności i zachowania wszelkich przejrzystych procedur - MKiDN nie organizuje dziwnych spotkań i negocjacji, które jeszcze bardziej zaciemniają obraz sytuacji i powodują pisanie listów, których ludzie teatru nie powinni pisać. W boksie, gdy pada werdykt remisu mistrz zachowuje tytuł i przystępuje do kolejnej obrony lub się wycofuje. Dlatego sugerowałbym, aby Organizator powołał p.o. dyrektora Instytutu, przyznał dotacje celowe na programy i projekty, których w jego mniemaniu brakuje, a po roku i złożeniu przez dyrektora sprawozdania finansowego i merytorycznego ogłosi kolejny konkurs.