powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Aktualność Norwida

Tradycją już jest, że w Adwencie klerycy III roku Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie wystawiają spektakl teatralny. W tym roku jest to przedstawienie "Słodycz" będące adaptacją poezji Cypriana Kamila Norwida - pisze Temida Stankiewicz-Podhorecka w Naszym Dzienniku.

"Słodycz" nawiązuje do jednoaktówki poety o tym samym tytule i ma stanowić centralny punkt spektaklu obudowanego innymi utworami tego poety.

Dlaczego właśnie ten króciutki utwór stanowi główną scenę spektaklu? Pamfilius, klient rzymskiego senatora Kajusa Veletriusa, arcykapłana Jowisza (za panowania Nerona), opowiada mu, iż przed jakimś małym sklepem ujrzał piękną wazę, a w niej rękopisy. Okazało się, że to życiorysy zabitych chrześcijan. "I o Chrystusie onę Odyseję płaską. Jest coś, co oni zowią słodyczą i łaską...". Właśnie owa "słodycz i łaska" są przeciwstawieniem złu i przemocy, dają człowiekowi siłę w pokonywaniu trudów, uczą pokładać nadzieję w Bogu i trwać do końca przy Chrystusie, mimo licznych pokus tego świata, wszak szatan nie próżnuje.

Ale czy na pewno współczesny człowiek, tak jak ten z czasów Norwida, o którym poeta pisze, używając antycznego odniesienia, jest w stanie oprzeć się atrakcjom proponowanym przez zlaicyzowany świat? Ta centralna myśl spektaklu jest nadzwyczaj aktualna, jak cała twórczość Norwida, ciągle jeszcze za mało odkryta i wciąż tylko śladowo funkcjonująca w świadomości społecznej.

Dobrze zatem, że właśnie klerycy, przyszli księża, mają okazję bliżej zapoznać się z tekstami Norwida, w których tkwi głębia teologiczna, i wypowiedzieć się nimi.

Twórczość Norwida, bez względu na epokę, zawsze stanowi punkt odniesienia. Na pierwszym miejscu jest Bóg, potem człowiek i jego dobro. Norwid ze swoją niezłomną postawą, ze swoim jasnym, klarownym systemem wartości, któremu pozostał wierny i którego bronił do końca życia, nie miał wcale łatwego życia. Należy pamiętać, iż poeta, uważany za ortodoksyjnego katolika, skazany był na samotność w środowisku polskiej emigracji intelektualnej w Paryżu. Przyczyniła się do tego także polemika z romantyzmem, który wprawdzie dziedziczył, ale też i krytykował, jeśli chodzi o pewne założenia programowe.

Tak więc spektakl przywołujący twórczość Norwida stanowi dla kleryków wartość niepodważalną. Mam jednakże uwagi co do reżyserii i formy inscenizacyjnej, która chwilami, niestety, przypomina amatorską akademię szkolną, gdzie uczniowie wchodzą na scenę, mówią wiersz i wychodzą. Po chwili znowu wchodzą, mówią następny wiersz i wychodzą, itd. Owszem, jest tu kilka scen interesująco pomyślanych, zagranych i czytelnych w odbiorze, jak na przykład dobra aktorsko i inscenizacyjnie scena z Szatanem (świetny w tej roli Piotr Kostrzewa).

Rozpoczęcie strofami znanej "Modlitwy" Norwida "Przez wszystko do mnie przemawiałeś - Panie" jako prologiem do całości i zakończenie spektaklu przywołaniem na wideo obrazu z pogrzebu św. Jana Pawła II, który, jak wiadomo, ukochał twórczość poety i raz po raz do niej wracał - stanowi przejrzystą, artystyczną klamrę. Natomiast tzw. dziury inscenizacyjne, przerwy, gdzie na scenie przez pewien czas nie tylko nic się nie dzieje, ale też nie ma na niej nikogo, i taka sytuacja powtarza się kilka razy - wskazuje na zaniedbanie pani reżyser Wiesławy Klaty (prywatnie matka Jana Klaty). Także zawiodła praca nad dykcją w kilku przypadkach. Za to odpowiada pani reżyser. Szkoda, że nie uwzględniła w scenariuszu choćby w maleńkim fragmencie poematu "Promethidion". Jakże aktualne są dziś słowa Norwida: "Piękno po to jest, by zachwycało...". Warto przypomnieć o tym wielu reżyserom, którzy apoteozują estetykę brzydoty.

Natomiast klerycy dali z siebie wszystko, co najlepsze: pełne zaangażowanie duchowe, emocjonalne, warsztatowe.